Z Oleksym nie wygrał, ale przez dwa ostatnie dni miał swoje pięć minut i w polskich mediach, w tym spory materiał w głównych Wiadomościach TVP1. Jak się mogliśmy dowiedzieć, Knut żyje dzięki społeczeństwu Berlina, a zwłaszcza dzięki dzieciom. Źli obrońcy praw zwierząt i ekolodzy chcieli bowiem niedźwiadka uśpić dowodząc, że to lepsze, niżby - wychowywany przez ludzi - miał żyć, nie zaznawszy szczęścia i nie umiejąc znaleźć się w zwierzęcym świecie.
Brzmi to tak absurdalnie, że poszperałem bliżej źródła i prześledziłem dzieje Knuta na stronach kilku niemieckich gazet - Bild Zeitung, Berliner Zeitung, Tagesspiegel. Czemu nie w FAZecie albo Süddeutsche Zeitung? Bo te poważne pisma jakoś kiepsko się w tej sprawie w googlach wypozycjonowały, a jam człek leniwy.
Doniesienia polskich mediów, zapewne oparte głównie na PAPie, wydają się nieco przesadzone. Zaczynając od wieku malucha, wg naszych mediów dwumiesięcznego. Knut dobiega już czterech miesięcy, bo urodził się 5 grudnia. Matka odrzuciła i jego, i brata bliźniaka, który nie przeżył. Uśpienie Knuta doradzało kilku ekspertów i jedna, podobno niewielka organizacja. Nigdzie nie znalazłem śladu historii, o której czytałem i słyszałem w polskich mediach - jakoby do berlińskiego zoo przyszła grupa ekologów żądających uśmiercenia misia. Ani też potwierdzenia, że zoo wciąż rozważa tę opcję.
Niemniej są ludzie - wykształceni, wychowani w cywilizacji, nawet zorganizowani - którzy poważnie i publicznie radzili, by niedźwiadkowi oszczędzić cierpień życia na tym padole. Ciekawe, czy byli też gotowi sami misia uśmiercić? Rzecz nie brzmi tak niewiarygodnie, gdy wspomnieć, że w zeszłym roku w zoo bodajże monachijskim inny mały miś - rasy nie pomnę - został uśpiony, gdy matka go odrzuciła. Choć media hałasowały.
Knut nie ma szczęścia do wrogów. Do obrońców także. Obok przechadza się ze swym chrzestnym tatą Sigmarem Gabrielem z SPD, Bundesministrem ochrony środowiska. Wyznał on w TV, że Knut musi żyć, bo... przyda się jako maskotka organizowanej wkrótce przez Niemcy konferencji klimatycznej.
To ja już wolę Józefa Brzytwę Oleksego. Ministrantem był? Był. Misie lubi? Ależ na pewno. I choć gaduła, choć kumpli sypie, czegoś takiego by nie palnął.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)