Moja fabryka, TVP3, postawiła mnie dziś na pół dnia na ważnym posterunku w Sejmie. Narodowy Dzień Życia - konferencja w dwóch aktach. Organizatorzy: Fundacja Pro i Kancelaria Sejmu. Obok migawka z cz. 2: od lewej nasz salonowy Paweł Milcarek popija, gość honorowy z Włoch wygłasza prelekcję, marszałek już się spieszy. Czwartym VIPem był wicepremier Roman Giertych, ale już wyszedł, zresztą i tak nie zmieściłby się w kadrze.
W części 1. przedstawiciele Fundacji skupili się na demograficznym aspekcie wartości, które promować ma Narodowy Dzień Życia - rodziny, małżeństwa, ochrony życia jako takiego. Jak ognia unikali odniesienia do sporu o polską konstytucję i życie poczęte.
W części 2. marszałek, wicepremier, a także P. Milcarek i prof. Roberto de Mattei dla odmiany mówili właściwie wyłącznie o prawie naturalnym, a obaj politycy apelowali też gorąco o poparcie zmian konstytucyjnych. Giertych ponadto zachęcał, by debatę o życiu poczętym przenieść z Polski na forum europejskie, albo i światowe. Podkreślał, że chodzi o uniwersalne wartości, które przez wieki to Europa formułowała dla całego świata i dopiero w minionym stuleciu niepotrzebnie zrezygnowała z tej roli.
Zastanawia mnie ten brak wspólnego języka. Oba punkty widzenia nie są przecież ze sobą sprzeczne. Wyznawcy absolutnej ochrony życia poczętego - choć mają inne priorytety - nie uciekają od znaczenia sprawy dla demografii. Wyszło jednak na to, że jedni swoje, drudzy swoje i nikt nikogo nie słucha.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)