Ernest Skalski popełnił w notce pt.: "Mamy pecha" następujące złote myśli:
"- A czy ma szczęście ? - pytał Napoleon, skądinąd pragmatyk i realista, gdy mu dawano listy awansowe do podpisu. To było mądre pytanie. Warto by z tego punktu widzenia oceniać kandydatów na wszelkie stanowiska, a już szczególnie w polityce".
To przedbiegi do dalszych rozważań. Kierunek jest znany. Jest nim prezydent Lech Kaczyński. Bez większego zdziwienia czytamy więc dalej:
"No, a prezydent Kaczyński ? Jaki jest każdy widzi. Jonasz, pechowiec, który sprowadza pecha na innych. Kogoś przybliży, a ten się nań wypnie. Urządzi jubel, to przybędzie raczej nie pierwszy garnitur polityków, a najważniejsi z gości zlekceważą najbardziej prestiżowy moment. Samolot mu się psuje, cesarz słabuje, kiedy się ma z nim zobaczyć".
Fajne określenie "urządzi jubel". Nb. ciekawe, czy Ernestowi Skalskiemu spodobałoby się np. identyczne: "uroczysty jubel z okazji 90-lecia państwa Izrael"?
Wiemy już, że premier Donald Tusk postąpił nie tylko nieroztropnie, ale wręcz infantylnie. Nie wiem bowiem, jakie faktyczne intencje przyświecały Donaldowi Tuskowi w rozgrywaniu kolejnego szczytu w Brukseli, lecz wiem, iż tylko kompletnie niepoważny polityk leci w ostatniej chwili na bardzo ważny szczyt krajów Unii Europejskiej. No i Donald Tusk zaliczył pecha w ważnym momencie. Szczęściem prezydent Lech Kaczyński podjął normalną decyzję, dzięki której premier i jego otoczenie zdążyło prawie na czas.
Czy red. Ernest Skalski zmieni zdanie na temat rzekomego pecha Lecha Kaczyńskiego i wyimaginowanego szczęścia Donalda Tuska? Szczerze wątpię, albowiem dziennikarz Gazety Wyborczej nie jest od tego, by sprzyjać Kaczyńskiemu. Zwłaszcza, gdy ma szczęście.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)