Po wczorajszej debacie telewizyjnej nikt już chyba nie ma wątpliwości, że kampania prezydencka podzieliła Polskę jak chyba nigdy dotąd. Oczywiście, w 2007 ten podział już był i nawet stał się źródłem sukcesu PO, ale dziś sytuacja jest nieco inna. Po katastrofie smoleńskiej został złamany monopol mediów, nie bez znaczenia jest też udział PiS w publicznych mediach. Dzięki temu wreszcie jest słyszalny głos ludzi, którzy długo słyszani nie byli. I o ile ciężko powiedzieć,czy zmiana ta będzie długotrwała i przyniesie jakieś realne reformy, to już wiadomo, że jest sporym sukcesem na drodze budowania nowej świadomości obywatelskiej, zamykającej dotychczasowe linie podziału i dewaluującej przypięte niegdyś etykiety.
Z wielu artykułów w prasie i sieci rozbrzmiewają głosy przestrogi przeciw liderowi PiS. Od tygodnia coraz więcej ludzi mianujących się lewicowcami zapewnia o wyższości marszałka Komorowskiego. Z przytaczanych przez nich przykładów można wysunąć tylko jeden wniosek - walka klas jest nadal aktualnym zagadnieniem. Bo jak inaczej wytłumaczyć przestrogi Tomasza Nałęcza ("Rp" 25.06.2010) przed nadmiernym populizmem Jarosława Kaczyńskiego, jak odebrać przesłanie prof.Kowalskiej przestrzegającej przed faszyzmem (http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/KowalskaDlaczegonapewnonieKaczynski/menuid-1.html) czy zbiorową już histerię o zamachu na wolności obywatelskie (http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/ImgorzejtymgorzejczylidlaczegojednakKomorowski/menuid-1.html), gdzie prawo do Parad Równości i autostrada przez Dolinę Rospudy oznaczają ograniczenie demokracji w Polsce? A z drugiej strony mowy prezesa PiS o roli związków zawodowych, prawie do godziwego wynagrodzenia i poczucia własnej godności w ogóle.
PO od zawsze przedstawiala się jako partia nowoczesna, partia młodych i dla młodych. I taki też ma elektorat - młodzi ludzie z dużych miast, którzy mają swoją dobrze płatną pracę, mają pewna pozycję i nie są zmuszani do codziennej walki o byt i wyżywienie kilku osób za 1000 złotych miesięcznie. Nie dziwi także ich proeuropejska postawa, hasła wolności, praw mniejszości seksualnych i postulatów ekologicznych. Oni po prostu mogą sobie na to pozwolić, wolni od podejmowania codziennych wyborów dotyczących podstawowych potrzeb człowieka. W naszym kraju przeważają jednak ludzie mało zamożni, pracownicy najemni nad właścicielami firm i chcący po prostu normalnie żyć. Mieć pracę, znaleźć miejsce w przedszkolu dla dziecka, czuć się po prostu bezpiecznie. I mają już dość retoryki liberalnej gospodarki, nie chcą słuchać o kolejnych prywatyzacjach, restrukturyzacjach i urynkawianiu każdej sfery życia. Postulaty sierpnia 1980 nadal przecież czekają na realizację.


Komentarze
Pokaż komentarze