krzysztofmroczko krzysztofmroczko
108
BLOG

czas "Solidarności" się skończył

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 3

 Zaczyna się sierpień, nazywany już od dwóch dekad „miesiącem solidarności”. Czy to nadal uprawnione miano?

Oto w 2007 roku „S” namawia do strajku włoskiego wszystkich pracowników handlu, którzy w dniu święta Bożego Ciała mają pracować. Efekt żaden, bo sieci szybko sklepy zamykają, a tam gdzie są otwarte strajk jest niezauważalny. Na dodatek kapelan „Solidarności” – tak, jest teraz i taka funkcja, założę się, że płatna, o której nie marzył nawet bł. ks. Jerzy Popiełuszko – mówi w wywiadzie, że sprawa wolnych świąt kościelnych jest oczywiście słuszna, ale metoda strajku nie. Jakie są inne, które byłyby gwarancją osiągnięcia celu, już nie mówi. Przypuszczam, że mogłaby to być modlitwa.

Idea związku zawodowego narodziła się w monopartyjnym systemie, który wydawał się ustanowiony na wieki. Tylko takie działania, niegodzące w oficjalny ustrój, mogły mieć szansę powodzenia w tamtej rzeczywistości. Dobrze rozumiały to środowiska ówczesnych opozycjonistów, stąd narodził się i KOR i idea Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża pod koniec lat siedemdziesiątych. I stąd też społeczny wymiar ruchu „Solidarności”, która przyciągnęła do siebie tak wiele osób, na co dzień często mających zupełnie odmienne zdania w wielu kwestiach.

Wszyscy znają historię i wszyscy widzą skutki przyjęcia takich decyzji. Nie chcę nikogo oskarżać, bo łatwo jest patrzeć z perspektywy czasu i wskazywać błędy. Godni potępienia są jedynie ci, którzy znając już dziś społeczne i gospodarcze skutki, nadal brną w ślepą uliczkę, z której nie będzie wyjścia.

Tak naprawdę największym problemem w naszym kraju dziś nie jest kryzys gospodarczy, jak próbuje się to przedstawiać. Prawdziwą tragedią jest zniszczenie społecznej aktywności, wypaczenie idei samorządności i wpojenie poczucia braku realnego wpływu na życie społeczne i polityczne. Oto podczas „karnawału „Solidarności”” 10mln ludzi, co w 40 milionowej wówczas Polsce było liczbą niesamowitą, uwierzyło w możliwość zmiany. U końca lat osiemdziesiątych mieliśmy prawdziwą eksplozję działania, od handlu bazarowego po zbudowanie podstaw działania samorządów, które w praktyce działają do dziś bez zmian. Pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych była, mimo ogromnych problemów gospodarczych, świadkiem budowania się, całkowicie spontanicznie, wielu partii politycznych, komitetów, fundacji i stowarzyszeń. Powstały lokalne i ogólnopolskie gazety, stacje radiowe i telewizyjne, wydawnictwa próbujące nadrobić wieloletnie zaległości w dorobku polskich twórców i tłumaczeniach dzieł zagranicznych, napisano i wydano prawdę o losach Polski i Polaków w wieku dwudziestym.

Wydaje się, że bardzo szybko nowe elity, korzystające z ciągle nośnego mitu „bojowników” opozycji, zorientowały się, że puszczone w ten sposób niejako „samopas” społeczeństwo szybko może zapomnieć o nich samych. O ile to było przewidujące widać doskonale dziś, gdy ogromna większość działaczy i liderów Sierpnia nie jest ani rozpoznawana przez społeczeństwo, ani zapraszana na uroczyste obchody kolejnych rocznic, a liczba „prawdziwych bojowników o wolność” zmniejsza się z roku na rok.

Zabicie ducha samorządności, wszechwładność biurokracji, nieufność do polityków i brak zainteresowania życiem społecznym to efekt dotychczasowych rządów, z jakiejkolwiek formacji by nie pochodziły. Mam wrażenie, że osiągnęliśmy, jako społeczeństwo, ten sam poziom, jaki poprzednia generacja nazywała „nocą stanu wojennego”. Dziś jednak jest o tyle niebezpieczniej, że wszystko dokonuje się w blasku neonów, w pozornej wolności. Wiele inicjatyw zostaje zdławionych nie siłami milicyjnych pałek, ale w wyniku zakulisowych działań i efekt końcowy jest taki sam. Większość osób nawet nie dostrzega tych ograniczeń, bardzo wiele nie wierzy w pozytywny skutek podejmowania jakichkolwiek działań. Malejąca od lat aktywność społeczna najbardziej widoczna jest w przypadku wyborów, dziś jedynie wybory prezydenckie mogą się pochwalić większą niż pięćdziesięcioprocentowa frekwencją.

Przykład związku zawodowego „Solidarność” przytoczyłem na początku nie bez przyczyny. Oto w naszym kraju, chyba jedynym na świecie, największy związek zawodowy jest prawicowy, a poziom upartyjnienia przekracza wszelkie wyobrażenie. Na dodatek byli i obecni działacze związkowi odpowiedzialni są za bezprzykładną propagandę wolnorynkowej gospodarki. Przez lata, z różnych przyczyn, coraz większy wpływ na politykę związku mieli doradcy, którym obca była retoryka robotnicza, którzy hasła wolności politycznej zamienili na nawoływanie do wprowadzenia „wolnego rynku”, i którzy wreszcie zwyczajnie podzielili się władzą z pogrobowcami PZPR, ignorując społeczeństwo. W ten sposób dawni członkowie NSZZ „Solidarność” odpowiedzialni są z obecny stan rzeczy, nawet jeśli nie wprost, to pośrednio. Ci dzisiejsi działacze natomiast nie są w stanie nawet zjednoczyć wysiłków i wspólnie domagać się zmian. Co z tego, że istnieją liczne związki, jak nie mają one żadnego wpływu na sytuację, a często swoimi działaniami jeszcze pogarszają sprawę.

Dwa dziesięciolecia wolności w głoszeniu liberalnych haseł doprowadziły do nieznanej wcześniej indywidualizacji, konkurencji i zwykłego egoizmu. Jeśli przed ćwierć wiekiem wszyscy studenci Uniwersytetu Warszawskiego byli w stanie zastrajkować w obronie uwiezionych kilku studentów z Wrocławia, tak dziś istnieje na wyższych uczelniach, jeśli nie bezwzględna rywalizacja, to zwyczajna obojętność.

Idea współpracy i takiej zwykłej ludzkiej solidarności dziś jeszcze odżywa w momentach klęsk żywiołowych, kiedy dochodzi do wszystkich, że tylko wspólnie mają szanse na przeżycie, że tylko razem są w stanie odmienić rzeczywistość. Szkoda, że nie umiemy tego dostrzec na co dzień.

 

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka