Temat krzyża pod Pałacem Namiestnikowskim to nadal ogromne emocje. Nie mam jednak zamiaru dołączyć do grona, jakże już licznego, medialnych ekspertów, którzy z tego chyba zaczęli zarabiać na życie. W przeciwieństwie do nich i otaczających ich dziennikarzy doceniam inteligencję i zdolność do wysuwania własnych wniosków moich czytelników. No i mam świadomość własnych ograniczeń i zwyczajnej omylności.
Naprawdę nie mam pojęcia co sądzić o walce stoczonej w obronie symbolu śmierci tylu ofiar. Moja bardzo religijna mama była oburzona zachowaniem obrońców krzyża. Dla niej świętość tego pozornie zwykłego kawałka drewna nie pozwala na szarpaniny i przepychanki. Ona przed nim klęka. I nie wyobraża sobie zaatakowania, nawet słownego, księdza i nie wyobraża sobie przerywania nabożeństwa. No cóż, jest nieco konserwatywna.
Moim zdaniem pan Komorowski palnął jedno zdanie za wiele i teraz nikt nie wie, co z tym fantem zrobić, co było doskonale widoczne w działaniach dowodzących akcją mundurowych i urzędników. Po prostu z ogromną ulgą przyjęli podjęcie decyzji o zaprzestaniu prób przeniesienia krzyża. Bo taka decyzja to jest ogromny błąd. Wszyscy znamy krzyże przydrożne, zachwycamy się urokiem starych kapliczek. Jestem przekonany, że już za kilkadziesiąt lat ten krzyż stanie się jednym z charakterystycznych punktów Warszawy, bo jest to znak szczególny, postawiony w momencie wielkiej tragedii. A nic nie łączy tak Polaków jak ogromne straty, jak wspólne poczucie zagrożenia. I dlatego warto, jako pamiątkę i ofiar katastrofy i jedności narodowej, krzyż ten pozostawić.
Dla mnie wydarzenia 3 sierpnia mają także wymiar polityczny. Nie w sensie poparcia tej czy innej partii, tego czy innego polityka. Oto po raz kolejny przełamano bierność i uległość rządzącym. Społeczeństwo naszego kraju po raz kolejny pokazało granicę swojej cierpliwości. Grupa ludzi, mających odmienne zdanie od decydentów wyszła na ulicę i pokazała swoją siłę. To dla mnie znak, że jeszcze istnieją ludzie, którym się chce, którzy opuszczeni przez swoich przedstawicieli wzięli sprawy w swoje ręce i wygrali. Tym samym przypomnieli wielu, że to władza powinna bać się ludzi, nie odwrotnie. I to dla mnie najważniejsze.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)