krzysztofmroczko krzysztofmroczko
291
BLOG

Kac po biesiadzie

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 0

 Propagowanie czytelnictwa to szlachetny cel, ale mam wątpliwości co do środków, jakimi próbuje się tenże cel osiągnąć. Czwartkowa Biesiada Literacka na wrocławskim Rynku nie odbiegła, mimo swego szlachetnego celu, od innych imprez urządzanych w centrum. Spęd, będący wynikiem przymusu zastosowanego na gimnazjalistach i przypadkowymi ludźmi, raczej nie zachęcił nikogo do sięgnięcia po książkę. Jury ESK też zapewne nie przekonały okrzyki na cześć zwycięstwa naszego miasta. Na dodatek po wszystkim pozostały sterty śmieci.

Biesiada wydała mi się jednak dobrą chwilą na spojrzenie na tą codzienną rzeczywistość  Miejskiej Biblioteki Publicznej. W moim odczuciu od lat jest z MBP coraz gorzej. Sugeruję nie uleganie pozorom i wskazywanie na wybudowanie i otwieranie nowych filii, w tym dwóch(sic!) multicentrów. To niezbyt pokaźna liczba w stolicy Dolnego Śląska, liczącej kilkaset tysięcy mieszkańców i mającej europejskie aspiracje w dziedzinie kultury. Ponadto Mediateka utrzymywana jest w większym stopniu przez fundację Bertelsmanna, a drugie multicentrum już nie jest tak dobrze zaopatrzone. Miasto konsekwentnie, pod płaszczykiem modernizacji, zamyka kolejne filie, utrudniając tym samym dostęp do kultury, bo przecież biblioteki za takie centra uważane są przez wszystkich – i decydentów i użytkowników.

Wystarczy rzut oka na stronę MBP, by stwierdzić, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia zamknięto dwadzieścia placówek. Oczywiście, wszystko pod pozorem modernizacji i unowocześniania. Jak wygląda to unowocześnianie widać na tej samej stronie – od powstania MBP Internet otrzymała zaledwie połowa filii. Jeszcze mniejsza ich liczba dysponuje komputerowym katalogiem. Część z bibliotek umieszczono w szkołach, co jeszcze bardziej zniechęca ludzi do korzystania z ich usług. Przy przenosinach zlikwidowano pewną część księgozbioru, z różnych przyczyn. Zadziwiające jest też i to, że stan księgozbioru zmniejsza się każdego roku. Biblioteki nie mają środków na zakupy, a na co poczytniejsze pozycje organizowane są zapisy, gdzie czas oczekiwania wynosi nierzadko kilka miesięcy.

To wszystko w mieście, które chce słynąć z kultury. W mieście promującym się jako centrum nauki i studentów. Mam niestety wrażenie, że decydenci przykrawają kulturę w mieście do wymogów marketingowego PR. I dlatego mamy koncerty na poziomie dożynkowego disco polo i chaotycznie dotowane inne imprezy. A w kasie brakuje pieniędzy na utrzymanie bibliotek, których codzienna, żmudna praca, niezbyt atrakcyjna dla mediów, pozostaje dla miejskich włodarzy niewygodnym garbem, którego pozbyć się – przynajmniej na razie – jeszcze nie mają odwagi.

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka