ks. Artur Stopka ks. Artur Stopka
158
BLOG

Hamlet nago

ks. Artur Stopka ks. Artur Stopka Polityka Obserwuj notkę 4

Można wystawiać "Hamleta" nago i na strychu, tylko po co? - mawiała moja babcia, mniej lub bardziej świadomie parafrazując wypowiedź jednego z rektorów krakowskiej PWST. Można organizować kolejny szczyt wyszehradzki 4 czerwca i łączyć go z obchodami dwudziestej rocznicy wyborów do Sejmu kontraktowego. I potem robić wielki cyrk wokół tych obchodów. Angażować społeczne emocje wokół tego wydarzenia na tak i na nie. Zawracać ludziom głowę pyskówkami na temat sproszenia polityków różnych państw do Gdańska lub do Krakowa. Tylko po co? Równie dobrze można wywołać narodową dyskusję na temat koloru krawata premiera lub prezydenta.

Można organizować w katolickiej uczelni konferencję na temat homoseksualizmu z naukowego i religijnego punktu widzenia, a potem pod wpływem jakichś medialnych wypowiedzi przenosić ją do sąsiedniego budynku, który nie jest własnością uczelni. Tylko po co? Co ma wynikać z tej konferencji? Najpewniej będzie przekonywaniem przekonanych. I co ma wynikać z przeniesienia jej za płot, byle tylko nad drzwiami, przez które wejdą uczestnicy, nie było szyldu katolickiej uczelni? Czy katolicka uczelnia nagle pod wpływem lektury artykułu w gazecie ustaliła, że nie chce firmować swoją nazwą opinii na temat homoseksualizmu, które padną podczas tej konferencji? W rezultacie imię uczelni ucierpiało podwójnie.

Po co ta sprawa i po co ten gest, gdy było jak jest? - mawia moja znajoma. Odbycie lub nieodbycie konferencji o homoseksualizmie niczego nie zmieni. I tak wszyscy pozostaną przy swoich zdaniach. Nikt nikogo nie przekona. Zorganizowanie szczytu wyszehradzkiego 4 czerwca na Wawelu lub w Gdańsku po tym cyrku, jaki się wokół całego przedsięwzięcia już odbył, też niczego nie zmieni. I tak już wszyscy wiedzą, że Polacy nie potrafią się zjednoczyć w żadnej pozytywnej sprawie. I że do swoich sporów i awantur nieustannie w sposób instrumentalny mieszają Kościół. Pełne zażenowania oblicze o. Macieja Zięby, które w ostatnich dniach można oglądać w mediach, znakomicie pokazuje bezsens całej afery.

4 czerwca - szczerze mówiąc - nie za bardzo jest co w Polsce świętować. Zwłaszcza w obecnej sytuacji. Może zamiast odstawiać facecje wokół obchodów rocznicy nie wiadomo czego, idźmy jak w każdy czwartek do roboty, a w modlitwie wspomnijmy Chińczyków, którzy 20 lat temu zginęli rozjechani czołgami na Placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie.

Zobacz też: Głupota nie boli

Dziennikarz, który został księdzem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka