ks. Artur Stopka ks. Artur Stopka
51
BLOG

Nic do ukrycia

ks. Artur Stopka ks. Artur Stopka Polityka Obserwuj notkę 3

Już niedługo w internecie pojawi się twoje zdjęcie. A ty sam będziesz mógł podejrzeć, co sąsiad skrywa za wysokim płotem. Nowy Big Brother? Nic z tych rzeczy - tak firma Google pracuje w Polsce nad swoją nową usługą „Street View”. - To zbyt duża ingerencja w prywatność - alarmuje GIODO i zapowiada, że Google trafi pod lupę polskiego prawa – donoszą media. Według Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO), Google ma obowiązek poinformować wszystkie osoby, które znajdą się na zdjęciach, że są fotografowane.

Chyba większości redakcji na świecie zdarzyło się zmierzyć z pretensjami człowieka, który w sposób rozpoznawalny bez swej zgody znalazł się na jakimś zdjęciu lub filmie. Właśnie w tych dniach jedna polska piosenkarka wygrała proces z gazetą, która nie pytając o zgodę zamieściła jej zdjęcia wypoczywającej golusieńko jak ją Pan Bóg stworzył na zagranicznej plaży. Sąd przyznał jej 80 tysięcy odszkodowania, ale ona będzie apelować, bo – podobno – pewne czasopisma za rozbierane sesje oferują znacznie więcej.

Przegląd nagich biustów klientek zorganizowali sobie pracownicy sklepu odzieżowego w Rybniku. Ustawili kamery w przymierzalniach w ten sposób, że dokładnie mogli filmować przebierające się kobiety od pasa w górę. Jak twierdzi europosłanka specjalizująca się w tematyce konsumenckiej, instalowanie kamer w przymierzalniach jest niedopuszczalne w całej Europie. Jej zdanie podziela sędzia Sądu Okręgowego w Katowicach. - Klientka, która była podglądana w przymierzalni, może czuć się pokrzywdzona i domagać się odszkodowania. Jeśli sklep chce umieścić kamery w kabinach, to może to zrobić, pod warunkiem, że wyraźnie uprzedzi o tym klientów.

W przymierzalni nie wolno. Ale na ulicy, w banku w sklepie, w restauracji, na lotnisku, na stadionie i gdzie tam jeszcze – wolno mnie i wszystkich innych podglądać. Bez uprzedzenia. Gdzie są granice prywatności?

Chodząc po kolędzie lub do chorych za każdym razem irytuję się, gdy trafiam do jakiegoś domu, w którym w imię ochrony danych mieszkańców, nie ma nigdzie listy lokatorów, a na drzwiach brakuje tabliczek z nazwiskami. Bo to mi utrudnia życie. Niedawno wielki szum usiłowano zrobić z powodu przekazania przez katechetów do parafii danych uczniów, którzy nie chodzą na religię. Okazało się, że prawo nie zostało złamane.

Syn jednego z ministrów domaga się ujawnienia danych blogerki, która krytycznie - i według niego nieprawdziwie - wyraziła się w Internecie o jego ojcu. Właściciele serwisu blogowego jej danych nie mają. Ciekawe, czy syn ministra zażąda od policji ustalenia personaliów krytycznej blogerki. Ale nie mniej frapującym tematem jest czy to w porządku krytykować kogoś, a może nawet pisać o nim nieprawdę i chować się w anonimowości.

Mój przełożony, gdy powiedziałem mu, że piszę w Internecie bloga, zadał mi zaskakujące pytanie: „Ale robisz to pod nazwiskiem?”. Robię. Ale dlaczego mojemu przełożonemu tak zależy, abym nie chował się w anonimowości i jeśli coś mówię, piszę, wypowiadam się na jakiś temat, chce, bym robił to pod swoim nazwiskiem?

Na piątek: Ja ciebie też

Tekst wygłoszony na antenie Radia eM
 

Dziennikarz, który został księdzem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka