16 obserwujących
489 notek
210k odsłon
572 odsłony

Takie słowo na "P", które uzupełnia LGBT.

Wykop Skomentuj16

Podchodziłem do tego tematu trochę jak pies do jeża. Z jednej strony chciałby złapać i zjeść, a z drugiej strony boi się, żeby znowu nie zabolało kłując się w nos. Mimo to chciałem napisać o swoich przemyśleniach, co się dzieje w ostatnim czasie i jakie osobiste wątki porusza ten temat.

W skrócie chodzi o słowo na "p" czyli patologia i jak się żyje w niej. Żeby być dokładnym chodzi o życie w rodzinie, w której jeden z rodziców jest uzależniony od alkoholu (tutaj można też wpisać inne uzależnienia).

W moim przypadku właśnie tak było i w jakieś części jest. Jak ktoś czytał moje wpisy pod tytułem "Co się kryje w sercu", dowiedział się o wielu rzeczach, które są tego następstwem, ale też jakie są odczucia jak się z nich wychodzi.

Ogólniki ogólnikami, ale ważne są szczegóły. Zacznę od takiego cytatu: "Nie mów, nie czuj, nie ufaj". Nie mów - czyli nie mów o problemach w domu a przez to i w szkole; nie mów o swoich potrzebach i pragnieniach (i sobie i bliźnim); nie mów o tym, że chcesz inaczej żyć; nie mów, że jesteś zagubiony i że boli; nie mów, że masz problemy w pracy, że masz problemu w relacjach z ludźmi, że nie możesz rozpocząć i utrzymać związku; nie mów, że potrzebujesz pomocy; nie mów, że sobie nie radzisz, że masz jakieś wątpliwości do tego, jak życie w domu wygląda i jak płynie; nie mów, że nienawidzisz siebie i innych, że jesteś zły.

Nie czuj, że jest źle, że boli po przemocy w słowach i w czynach; nie czuj, że jesteś opuszczony, zaszczuty i porzucony; nie czuj, że lata lecą, a pragnienia pozostają niespełnionymi; nie czuj, że się nie rozwijasz, nie doroślejesz, a zatrzymujesz się przez to w miejscu, a nawet się cofasz; nie czuj, że ucieka ci życie; nie czuj, że jesteś okradany z dobra, prawdy, zdrowia, dobrobytu i piękną; nie czuj, że po raz kolejny umierasz.

Nie ufaj ludziom, nie ufaj sobie, nie ufaj Bogu i i to, że są prawdy obiektywne. Nie ufaj swojemu umysłowi, uczuciom, przeżyciom i temu, że mogą one być razem i ze sobą współpracować; nie ufaj w to, że może być tak, jak pragniesz, że może być normalnie, naturalnie.

Tych "Nie mów, nie czuj, nie ufaj" jest ogromna ilość. Nie wymieniłem wszystkich, bo byłaby to długa wyliczanka, a chodziło mi o zarysowanie pewnej rzeczywistości, w której wychowywałem się w dużej mierze. I jak bardzo tym przesiąkłem. Tak bardzo, że przyzwyczaiłem się do życia w nieustannym strachu i nieustannej nienawiści. Nienawiści do normalnych rodzin, do normalnych ludzkich relacji, do normalnych przeżyć i doświadczeń. Normalnych czyli naturalnych. Naturalnych z wyboru, czasami z przypadku, czasami z nieświadomych wyborów, ale zdrowych w podstawie. Zdrowych, a nie chorych.

Wiedziałem, że chorych, bo w środku miałem zdrową podpowiedź w pragnieniach. Nie wiem, jakie jest ich źródło: czy Boża podpowiedź, czy pamiątka chrztu, czy naturalne prawo wlane w serce od samych narodzin. Fakt jest faktem, że słowo chory odnosi się tutaj do tej niezgodności postępowania, wyborów, myśli, przekonań z tym referencyjnym stanem, czy niezmiennym odniesieniem, gdzie możliwe jest życie w Quincunx – pięciomianie bytu.

Wiem też, że chciałem zemsty na "normalsach", żeby zaaplikować im takie właśnie życie, jakie miałem. Zbudować im piekło na ziemi. Żeby to samo przeżyli. Z drugiej strony tworząc taki świat, żyłbym w znanym sobie świecie. W świecie, w którym nikt nie wytknie mi złego postępowania, słów, decyzji, bo wszystko jest względne, wszystko jest płynne. Bo nie ma tu nic stałego. I tak ma być, bo wtedy można robić, co się podoba w danej chwili. Nikt nie przypomni mi wtedy, że "odniesienie" woła: mimo, że jest to w pewnych aspektach przyjemne, to źle robisz, źle żyjesz, grzeszysz i umierasz na własne życzenie, rozmijasz się z powołaniem, nie rozwijasz swoich naturalnych talentów i potencjałów, nie próbujesz przez to żyć szczęśliwie (zgodnie z właściwymi i dobrymi pragnieniami), żyć w pełni, życiem spełnianym i w którymś momencie spełnionym.

Uzależnienie w takiej rodzinie przechodzi we współuzależnienie. Taka sytuacja nie uczy w dobry sposób wolności i odpowiedzialności, jak również nie uczy chęci do życia dorosłego, wypływającego z natury ludzkiej, do radowania się z rodzicielstwa, do radowania się z bycia ojcem lub matką dla kogoś spoza rodziny (jako nauczyciel, spowiednik, trener, szef w pracy czy inny przełożony, czy to zawodowy czy to wspólnotowy), ale też bycia synem lub córką dla własnych rodziców, ale "rodziców" pracowych, wspólnotowych.

Nauczone współuzależnienie prowadzi do tego, że szuka się tego współuzależnienia w swoich własnych relacjach. Nauka takich rzeczy, to też ich odtwarzanie w swojej dorosłości. Jak to mówi powiedzenie "Niedaleko spada jabłko od jabłoni".

Takie rzeczy nie tylko dzieją się w rodzinach, dzieją się w różnych sektach, gdzie patologia przybiera szaty wiary i religii. Zamknięcie na zewnętrzny świat, przywódca jako wysłannik Boga, relatywizacja praw i decyzji, wzajemne uzależnianie się, swoi i obcy, brak wolności i prywatności, własności prywatnej, własnych niezależnych decyzji, itd.

Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo