Wpolityce.pl ukazał sie interesujący przyczynek do historii UJ. Patrz: http://wpolityce.pl/dzienniki/nasze-kalendarium/21441-nasze-kalendarium-rok-1397-wydarzenie-to-wskazuje-ze-wcale-nie-pozostawalismy-w-tyle-za-reszta-europy-i-swiata.
Jak jest teraz?
Z publicznie dostępnych danych przygotowanych przez Uniwersytet w Shanghaju wynika, że moja uczelnia – Uniwersytet Jagielloński – nie mieści się wśród 700 najbogatszych uniwersytetów świata. Nakłady na 1 studenta dają UJ miejsce 667, a nakłady badawcze na jednego pracownika naukowego sytuują krakowski uniwersytet na miejscu 592. Jeśli w tej sytuacji UJ mieści się wśród 350 (czy coś koło tego) najlepszych uczelni świata, to między innymi dlatego, że w nauce i w edukacji akademickiej pieniądze to nie wszystko. Liczy się tradycja i nieuchwytny duch miejsca. Myślę, że Uniwersytet Warszawski i znakomita większość polskich uczelni publicznych też wypada lepiej aniżeli wynikałoby to z ich finansowania.
Byłoby lepiej, gdyby nie demoralizujący wpływ polityków (przy współudziale części środowiska akademickiego, nie da się ukryć), którzy 20 lat temu zgodzili się (a może zainicjowali) na korupcjogenny obecny model szkolnictwa niepublicznego. Model, który wraz z chronicznym niedofinansowaniem uczelni doprowadził do patologicznej wieloetatowości. Jeden z byłych przewodniczących sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży przekonywał mnie, ze to było dobre rozwiązanie, bo pojawiły się piękne ogrody w okolicach Pułtuska, Sierpca i gdzie indziej. Być może dyplom ukończenia wyższej uczelni, nawet niepełnowartościowy, miał i takie skutki cywilizacyjne. Z pewnością jednak doszło do wyłączenia znacznej części środowiska akademickiego z aktywnej pracy badawczej.
Przewodniczący Krajowej Sekcji Nauki NSZZ ‘Solidarność’
Prof. dr hab. Edward Malec


Komentarze
Pokaż komentarze