Dwukrotnie pokazano dzisiaj w TVN24 amatorski film, który powstał kilka minut po katastrofie. Moje wrażenia mogą być mylne, dlatego bardzo proszę o skorygowanie mnie przez osoby, które również go widziały.
Oglądając film za pierwszym razem, skoncentrowałem się głównie na szczątkach samolotu, płomieniach i dymie. Dopiero pod koniec zwróciłem uwagę na widoczność. Owszem, mgła była, ale widoczność - jak na moje oko - była na jakieś 250-300 m. Drugim razem zwróciłem uwagę wyłącznie na widoczność i nie zgadzam się z lansowaną tezą, że to była gęsta mgła. No chyba, że była to jakaś 10-minutowa mgła, która nagle się przerzedziła. Trzeba jednak uzupełnić, że nagranie - oprócz mgły - zarejestrowało również niemały dym. No, ale ten dym nie mógł pogorszyć warunków lądowania.
Nie jestem fachowcem i nie chcę snuć żadnych teorii bądź hipotez badawczych, ale Rosjanie naprawdę co nieco mataczyli i chyba nadal mataczą. Najpierw były 4 podejścia do lądowania, z których później zrobiły się 2, potem rozmowy z kontrolerem lotów w nie do końca znanym języku, a teraz ta gęsta mgła, przez którą była widoczność na co najmniej - w mojej ocenie - 300 m.
Łażący Łazarz opublikował dzisiaj notkę z rozmowy z kontrolerem w Smoleńsku, która bardziej przypominała mi rozmowę ze średnio rozgarniętym szewcem w poniedziałek rano.
Co jest grane?


Komentarze
Pokaż komentarze (89)