Dzień to, pamiętam, był jak każdy inny w Najjaśniejszej Czwartej, sobota, szabas, wypoczynek, nieświadom byłem, że tam, w Stolicy, akcja tajna się odbywa, choć sygnały dymne dawał przecież Hetman Czarnecki z dalekiej Europy. Gdzież ja bym tam jednak zwracał uwagę, tu w naszym azjatyckim zakątku niewiele nas obchodzą te dalekie, dzikie rubieże. Więc i Dzień Pański minął spokojnie, a nawet sielsko, gdyż zarówno Najniższy Premier Najjaśniejszej jak i jego wierne pachołki - Najwyższy Wychowawca Ludu i Pierwszy Oracz Mesjasza Narodów - zgodnie zagościli u swojego Papieża, Boga i Obersturmbahnfuhrera Ojca Muchomorka, w miejscu świętym, przez Kmicica do krwi ostatniej przed Szwedami bronionym, przed tłumami jedynych prawdziwych Polaków. Widok był to piękny, aż łza pociekła mi po policzku.
Doniesienia jakoweś jednak się pojawiły, że Bóg, Ojciec i Papież Narodu Polskiego, Ojciec Muchomorek, starszych braci w wierze pomówić o złe intencje był łaskaw, a do tego Najniższego Prezydenta Najjaśniejszej oszustem nazwał i zaproponował pozbycie się szacownej małżonki Jego przez zabieg grzeszny. Któż jednak wierzyłby w te kalumnie, z pewnością z tej całej Europy dalekiej pochodzące.
W poniedziałek jednak, gdy włączyłem telewizor, szok i przerażenie mnie ogarnęło. Oto Trójca Święta naszą Macierzą tak zgodnie rządząca rozpadła się! Premier jednemu ze swoich Wice precz iść kazał, w szale dzikim się unosząc i na Praworządność się Przenajświętszą powołując. Ja na kolana padłem, z oburzenia drżąc i odwagę Premiera podziwiając. Zaraz jednak Wygnany ukazał mi się przed oczami, i zapierał się, że on Niewinny, że to Spisek, że Honor! Że Koniec! Że on już nigdy! Mię przerażenie ogarnęło, bo już nie wiedząc komu wierzyć widziałem tylko, że Ojczyzna zagrożona, że w łapy odmieńców, zboczeńców i podlców wpaść teraz może.
Nie spałem noc całą, a we wtorek włączyłem znów telewizor.
Tu Nauczyciel nasz w całej swojej Wielkości i Wicepremierskości się ukazał, zapewniając, że Premiera swojego w tej chwili próby nie opusci. Ja na kolana padłem i łzę wzruszenia uroniłem. Oto Opoka, oto Jenerał prawdziwy! Nadworny Czekista Ziobro armaty jednak wytaczać zaczął na Wygnanego, całej swej Prokuratorskości używając i błyskawice z oczu groźnie rzucając. Zaraz jednak Hufiec Wygnanego pojawił się by zapewnić, że Trójca Święta trwać będzie, choć we dwóch, ale z nimi, i ja z kolan wstałem, bom trochę zdezorientowan był i postanowiłem odczekać co będzie dalej.
Nastąpił atak Hufca na Hetmana Czarneckiego, który wydalon był został. Z kolei Czekiści Najniższego przypuścili abordaż na pokład samolotu by jednego z popleczników Wygnanego cichcem dopaść. Bunt w Hufcu byłego Wicepremiera Najjaśniejszej szybko zdławiono i oto kontratak - wymierzony prosto w Najgenialniejszego z Premierów - oto Wielki Wychowawca i dawny Pierwszy Oracz ramię w ramię stanęli, i oto zamiast Trójcy jakiś dwugłowy, choć jednocześnie trójgłowy twór powstał, i oto już wydawało się, że Przenajświętsza uratowana zostanie. Ja na kolana padłem, ale bez przekonania już, bo spodziewałem się mimo wszystko ruchów kolejnych, niespokojnych.
Jako też i ruchy te nastąpiły, w epistolograficznej formie jednakże. I tak Najniższy, ruchem bezwzględnym i żadnej możliwości ucieczki nie dającym sieknął swoim listem jak szablą. Lecz i Wygnany, uchylając się zwinnie przed ciosem, szybkim ruchem odpisał, jakby toporem trzasnął. Ja na kolana padłem! Lecz data rozgrywki ostatecznej w listach zawarta minęła, i kolejna się pojawiła, i minęła, i jakoś tak pomyślałem, że oni tu szachują się swoim Premierostwem, swoim Wicepremierostwem, swoim Honorem, swoimi Zarzutami, Koalicjami, Spiskami, a Najjaśniejsza właściwie przestała ich jakby obchodzić, i z kolan wstałem i pomyślałem, że o co innego chodzić tu musi.
Więc całą się tą walką znudziłem i telewizor wyłączyłem.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)