Przez długi czas trzymano nas w ciemności. Stwarzano wrażenie, że polski Kościół jest systemem wewnętrznie złamanym na pół. Z jednej strony stawiano antysemitę Rydzyka wraz z całym skrzydłem Radia Maryja czy też kapelana Głodzia, z drugiej bardziej postępowe, wydawałoby się, towarzystwo związane z “Tygodnikiem Powszechnym”, z Życińskim, z Pieronkiem. Gdy jedna strona zbyt się zagalopowała w średniowiecznej retoryce, druga tonowała wypowiedzi, delikatnie dając do zrozumienia, że Kościół nie jest tak naprawdę organizacją skupiającą głównie ksenofobów, że potrafi otwarcie dyskutować na tematy trudne, kontrowersyjne, że jest zawsze otwarty na dialog. Wszystko po to, by także wątpiący katolicy, inteligencja, ludzie wykształceni znaleźli dla siebie miejsce w szeregach Kościoła. Konflikt między tymi odmianami polskiego Kościoła raz narastał, raz malał, granica jednak była widoczna. Kościół nie był jednolity.
To wszystko jednak było zasłoną dymną.
Wystarczyło jedno zdanie prof. Legutki, by wszyscy żołnierze Watykanu stanęli w szeregu i zawyli: “Zdrada!”. W momencie zatarły się różnice między Głodziem a Dziwiszem, między Rydzykiem a Pieronkiem. Rzucili się na państwową szkołę niczym na należne im prawnie lenno. Gotowi wydać wojnę katolickiemu rządowi tylko dlatego, że jeden z jego ministrów pozwolił sobie na chwilę niezależnego myślenia.
Bo w sprawach podstawowych nie ma znaczenia, czy wolisz “Nasz Dziennik” czy “Tygodnik Powszechny”. Czy bardziej trafiają do ciebie księża wypowiadający się na łamach “Niedzieli” czy “Gazety Wyborczej”. Czy zachęcają cię do pieszej pielgrzymki na Jasną Górę czy do wstąpienia do Klubu Inteligencji Katolickiej. Są przedstawicielami tej samej, wrogiej wolnej jednostce, siły. Różnice są kosmetyczne. Kościół jest jeden.
Jeśli ktoś sądzi, że jest wielka różnica między pogardzanymi i wyśmiewanymi moherowymi beretami, zasuwającymi na klęczkach wokół obrazu Matki Boskiej w Częstochowie i bezmyślnie chłonącymi brednie lejące się z Radia Maryja, a katolickimi inteligentami, teologami prowadzącymi wysublimowane dysputy na tematy filozofii, etyki czy moralności i uważającymi się za osoby światłe i tolerancyjne - to jest w błędzie. Różnice są kosmetyczne. Wspólny mianownik jest przecież ten sam.
Jeden Naród, jedna Wiara, jeden Kościół.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)