Nie chciałem się babrać w tym rozlanym przez Kaczyńskiego gnoju, który zalał polską scenę polityczną. Opinii jest i będzie z tysiąc. Ale po dzisiejszym żenującym politycznym teatrzyku prokuratury chciałem zwrócić uwagę na kilka punktów, które mnie osobiście najbardziej irytują:
1. Tylko banda niedojrzałych harcerzyków może być “zaszokowana” tym, że wszyscy ludzie u szczytów władzy i biznesu znają się nawzajem i ostrzegają, gdy coś niepokojącego się dzieje, często używając dosadnego języka. To dla PISowców “układ”, ale dla każdego z nas to po prostu normalne ludzkie stosunki. Wygląda to tak, jakby Jarosław Kaczyński czy Ziobro nigdy w życiu nie poznał prywatnie nikogo, nigdy nigdzie nie bywał, jakby nikt z żadnym z nich nie chciał normalnie rozmawiać. Jakim prawem zresztą prywatne rozmowy są upubliczniane w mediach?
2. Niezależnie od tego czy to legalne czy nie, gdybym miał znajomego wysoko w Policji i nie ostrzegłby mnie, że dziś w nocy będzie u mnie ekipa skontrolować legalność mojego Windowsa, to bym gnojkowi więcej ręki nie podał. Może mówiąc mi o tym popełniłby przestępstwo, ale okazałby się człowiekiem. I niespodzianka dla PISowców - takie jest realne życie. Składa się z ludzi, nie z paragrafów.
3. Biznesmeni i urzędnicy państwowi ostrzegali się nawzajem o - uwaga - najprawdopodobniej nielegalnej akcji wymierzonej w przeciwnika politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Co w tym złego? Załóżmy, że są krystalicznie czyści i niewinni (domniemanie niewinności jeszcze obowiązuje podobno), a tu nagle dowiadują się, że CBA szykuje na kogoś z nich lewe papiery - bo tak przecież było. Jak się obronić przed aparatem państwowym, który preparuje dokumenty i próbuje wprowadzić w błąd wicepremiera państwa?
Od całej tej sprawy niedobrze się robi. O tak oczywistych sprawach jak polityczne wykorzystywanie prokuratury do zamykania niewygodnych ludzi i urządzania medialnych hucp, jak jednostronne prowadzenie sprawy (czemu nie aresztowali jeszcze źródła przecieku, czyli Ziobry?), jak schizofreniczne zachowania premiera, jak próby zamaskowania niewygodnych faktów ujawnionych przez Kaczmarka przez atak na jego wiarygodność (pewno kłamie też jak pomaga synowi w zadaniach z matematyki), o tym wszystkim nawet pisać się już nie chce.
Linia jest wyraźnie narysowana. Nie można już stać na niej okrakiem, jak próbuje PO. Można być albo za państwem normalnym, nie idealnym, ale takim, w którym da się żyć, albo za państwem bolszewickim reprezentowanym przez PIS.
Dopiero niedawno wróciłem do kraju i nie chce mi się znowu wyjeżdżać, ale gdy wygra PIS nie będę miał wyboru. Jeżeli Polacy zagłosują za państwem wyznaniowym i totalitarnym - cóż, to nie będzie już moja ojczyzna. Trzeba będzie wrócić do zarzuconego pomysłu zmiany obywatelstwa. Jest w końcu jakaś granica przyzwoitości.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)