Kuba Pacan Kuba Pacan
38
BLOG

Merytoryczne ściemnianie

Kuba Pacan Kuba Pacan Polityka Obserwuj notkę 2

Irytują mnie solenne zapewnienia kandydatów, że ich kampania będzie merytoryczna. Żadnych kłamstw, marketingowych sztuczek, czy nie daj Boże argumentów ad personam, tylko szlachetne potyczki merytoryczne.

Tymczasem zapewnienia o kampanii merytorycznej tak się mają do epoki medialnej, jak zapewnienia gwiazdy filmowej o naturalnym pięknie jej cery. Wszyscy wiedzą, że to kłamstwo, ale fajnie je słyszeć. I oba kłamstwa równie łatwo obnażyć, wystarczy się tylko trochę bliżej i uważniej przyjrzeć.

Obietnica kandydatów, że ta kampania będzie merytoryczna jest ich pierwszym wyborczym kłamstwem. Bo czym jest kampania merytoryczna? Ile głosów przysporzy kandydatowi merytoryczne przekonywanie wyborców do swoich racji? Przecież to wymaga czasochłonnego tłumaczenia ograniczonemu w końcu audytorium swoich programów, wizji i planów. A i tak nie wiadomo jaki odsetek tego audytorium przekona się ostatecznie do kandydata.
 

W świecie, kiedy media już dawno kreują rzeczywistość, kampania prezydencka może być tylko medialna, oparta o chwyty marketingowe. Obecnie, gdy polityka także poddaje się wszechpotędze PR, kreowaniu wizerunku i tabloidyzacji przekazu, wybory prezydenckie upodabniają się do plebiscytu na popularność danej osoby lub wyboru Miss Polonia. Dobrze wyćwiczony uśmiech i porządnie przyczesane włosy, ważą więcej niż dziesiątki merytorycznych rozmów z wyborcami.
 

Zresztą już sama natura wyścigu o pierwszy fotel w państwie wymusza na pretendentach obranie takiej właśnie taktyki. Brak czasu i konieczność jak najszybszego dotarcia z własnym przekazem do jak najszerszej rzeszy wyborców, siłą rzeczy zmusza kandydata do komunikowania się za pomocą prostych zrozumiałych i chwytliwych haseł, do których najlepiej nadają się bilbordy i telewizja.
 

Dlatego ta kampania, jak i każda inna będzie płytka, hasła proste a tematy dotykane powierzchownie. Zamiast dokładnie wgłębiać się w materię zagadnień istotnych z punktu widzenia państwa i obywatela , kandydaci jak zwykle będą się po nich ślizgać, tak by sprawić wrażenie „i na tym też się dobrze znam, żadnych tematów się nie boję, nie mam słabych punktów”. Bo ciągłe powtarzanie przez sztabowców mantry, że ich kandydat jest merytoryczny ma takie właśnie zadanie: przekonanie wyborców, iż mają do czynienia z człowiekiem dojrzałym, doświadczonym, o dużej wiedzy i stabilnej psychice (w ramach małego eksperymentu proszę sobie uświadomić pierwsze skojarzenia po wypowiedzeniu słowa „merytoryczny”).
 

Inna rzecz, to stopień skomplikowania i spektrum zagadnień jakimi zajmuje się głowa państwa. Na ile przeciętny Polak orientuje się jakie miejsce w hierarchii władzy przewidziała dla prezydenta Konstytucja, co w istocie oznacza reprezentowanie Polski przez głowę państwa na zewnątrz, jaka jest siła prezydenckiego weta, lub konsekwencje jego aprobaty bądź dezaprobaty dla poszczególnych nominacji na najwyższe urzędy w państwie? Jest to raczej pytanie retoryczne. A wiadomo, że do tanga trzeba dwojga. Więc zbyt merytoryczne przekazy mogą trafić po prostu w próżnię. Więcej, profesjonalny sposób komunikowania się kandydata może wśród pewnych wyborców wzbudzić przekonanie, że kandydat jest zarozumiały i nieprzystępny a to rodzi poczucie nieufności i wyobcowania. Toteż z pożytkiem dla siebie musi on mówić rzeczy proste, przystępne i chwytające za serce – każdy woli „swojaka” niż światową mądralę. To niestety wyklucza kampanię w której kandydat mógłby się intelektualnie wyżyć i popisać wiedzą.
 

Prowadzenie kampanii merytorycznej niesie też ze sobą realną groźbę kompromitacji kandydata podczas wyborczego spotkania. Polityk, choćby był nie wiadomo jak błyskotliwy nie jest alfą i omegą, przyjdzie w końcu taki moment, że polegnie na jakimś zagadnieniu. Wszak nieraz już padło z sali pytanie jak najbardziej merytoryczne, po którym kandydat nie mógł się długo pozbierać i w oczach uchodziła z niego pewność siebie. Konkurencja oczywiście wykorzysta taką okazję w sposób bezlitosny. A jeśli na sali będzie jeszcze ekipa telewizyjna sprzyjająca konkurentowi, to kompromitujący wycinek filmu okraszony „odpowiednim” komentarzem murowany. Po co się więc narażać, lepiej do wszystkich bezpiecznie się uśmiechać z ekranu telewizora lub bilbordów (tu co najwyżej dorysują wąsy lub braki w uzębieniu).
Reasumując, ani ta ani następne kampanie nie będą merytoryczne z kilku powodów:

  1. Nie jest to nośne medialnie i zwyczajnie się nie kalkuluje

  2. Sama natura kampanii prezydenckiej nie sprzyja obraniu takiej taktyki

  3. Merytoryczna kampania wymaga, mniej więcej równych partnerów po obu stronach, a to oznacza min. podobną znajomość polityki ze strony tak polityka jak i wyborcy, zaś stopień skomplikowania polityki jest dzisiaj tak ogromny, iż przeciętnemu wyborcy trudno się we wszystkim połapać

  4. Politycy tak naprawdę boją się tej formuły, ponieważ istnieje realne niebezpieczeństwo wykazania się nieznajomością jakiejś dziedziny i dużej kompromitacji

Skoro więc wiemy, że kampania merytoryczna jest pustym frazesem, po co się na ten fałsz godzimy? Politycy wiedzą, że my wiemy o ich fałszu, ale przekonani o naszym braku reakcji na to oszustwo, dalej bezczelnie okłamują. Może zacznijmy zatem chwytać ich za słówka i pilnować by obietnic dotrzymywali? Mówią nam o kampanii merytorycznej? To im ją zgotujmy. Niech wykażą, że na tę prezydenturę uczciwie zasłużyli.
 

Ale czy my społeczeństwo jesteśmy na takie potyczki... merytorycznie przygotowani?

Kuba Pacan
O mnie Kuba Pacan

Od centrum w prawo :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka