Kuba Pacan Kuba Pacan
26
BLOG

Kampania nakryta milczeniem

Kuba Pacan Kuba Pacan Polityka Obserwuj notkę 3

Tragedia narodowa, źle skonstruowana Konstytucja i niesamowite przeciążenie kandydatów to przepis na kampanię zachowawczą i bierną.

Postawa Jarosława Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego jako żywo przywodzi mi na myśl obrazek z finałowego starcia dwóch dżudoków. Stoją na macie na przeciw siebie, czujni i napięci do ostateczności. Wpijają w siebie wzrok i bacznie się obserwują, ale żaden nie zaatakuje pierwszy, bo chwila nieuwagi i źle obliczony cios może kosztować utratę równowagi i decydujący kontratak przeciwnika dający mu wygraną.
 

Ta jak najdalej idąca ostrożność i obawa przed rywalem znamionuje brak pewności siebie u kandydatów. Brak pewności siebie wskazywać zaś może nieprzygotowanie i niewiarę we własne możliwości. Po części wynika to z sytuacji zewnętrznej, zaistniałej niezależnie od kandydatów, po części już od nich samych.
 

Okoliczności zewnętrzne to przede wszystkim szalenie krótki czas do wyborów, który kompletnie przeorganizował kalendarze wyborcze i podziałał na sztaby paraliżująco. Kampania prezydencka to potężna operacja logistyczna, w którą zaangażowane jest tysiące osób i tysiące środków. Kalendarz wyjazdów, spotkań, rozmów, wystąpień etc. pęka w szwach i jest rozplanowany na minuty. Tak drastyczne skrócenie kampanii wymuszone smoleńską tragedią wywraca cały wyborczy terminarz do góry nogami. Dlatego dwóch najważniejszych wybrało taktykę bierną jako najmniej ryzykowną i przewidywalną.
 

Trzeba też było zmienić język kampanii. Zamiast dobrze już wszystkim znanej wojny PO-PIS gdzie role były podzielone i obie strony perfekcyjnie przygotowane, nagle musiano wszystko przekierunkować i przepuścić przez pryzmat tragedii 10.04. A to już zupełnie inna optyka, wymagająca stworzenia nowych haseł, nowych sposobów przekazu i nowej postawy pretendentów, znających do tej pory jedynie metodę walki i kontrataku. Więc zamiast niemrawych improwizacji nowej, dopiero co przyswojonej wiedzy, kandydaci wybrali milczenie, które gładko wpisuje się w ogólnonarodowy patos.
 

Ogromne znaczenie w obraniu kampanii minimalistycznej mają również budżety. W tym przypadku znacznie okrojone. Okres wzmożonego zbierania”datków” jeszcze się na dobre nie zaczął, listy sponsorów zaczęto dopiero kompletować a tu już trzeba iść do wyborów. Szczególnie trudną sytuację ma tutaj Platforma, której relacje z biznesem są teraz pod obstrzałem opinii publicznej , a główny kasjer Miro jest na bocznym torze bacznie obserwowany przez wścibskich dziennikarzy. W PIS zabrakło Przemysława Gosiewskiego człowieka orkiestry, który był zwornikiem partii i człowiekiem do zadań specjalnych. Natomiast Jarosław będący teraz kandydatem na prezydenta został automatycznie wyłączony z wielu ważnych funkcji partyjnych.
 

Jeśli już chodzi o samych pretendentów na fakt, że kampania jest bierna i milcząca, to trzeba jasno przyznać, iż praprzyczyną w obu przypadkach były źle obstawione kandydatury. Faworyci są kandydatami zastępczymi, którzy w swej karierze politycznej nigdy o prezydenturze nie marzyli, a teraz sami nie będąc do tego przekonani muszą przekonywać miliony innych. Jarosław decydując się na start działał pod wpływem emocji i nie do końca chyba baczy co się się z partią i nim samy (czy jego temperament pasuje to prezydenckiego stolca?) gdyby te wybory wygrał. On by się na tym stanowisku zwyczajnie marnował. Z kolei Bronisław jest tak mało medialny i nie wzbudzający pozytywnych (czy też może żadnych) emocji, że staje się dla wyborców po prostu obojętny i przezroczysty, i wątpię by kierownictwo PO wystawiło go do wyborów drugi raz gdyby posiadało obecną wiedzę o jego możliwościach prezentacyjnych. Na Marszałka Sejmu może i ma wizerunek wystarczający, jednak do prezydentury potrzebne jest jeszcze coś ... "pazur" mniej więcej taki, którego Jarosław ma w nadmiarze. Wobec takich okolicznościach paradoksalnie kandydaci wypadną najlepiej, gdy publicznie udzielą się jak najmniej a na ich konto będą pracowały ich życiorysy.
 

Bo umówmy się, publiczne wystąpienia nie są ich mocną stroną. Jarosław ma naturę koguta, który może wybuchnąć w każdej chwili i wtedy będzie dziobał ostro a stroszeniu piór nie będzie końca. Spin doktorzy wiedzą, iż nawet jego solenne zapewnienia o trzymaniu nerwów na postronku spełzną na niczym w momencie gdy rywal włączy guzik z jego idee fix. A o takim właśnie błędzie marzy sztab Komorowskiego. Z kolei Bronisław Komorowski przypomina nosorożca, gruboskórny, beznamiętny, bez żadnych emocji czy empatii. Zimny automat wyrzucający z siebie mowy wyborcze. Kogo w ten sposób da się porwać i przekonać? Sztaby chyba zgodnie doszły do wniosku, choć każdy osobno, że najlepiej będzie gdy ich kandydat swoje show ograniczy do kurtuazyjnych uśmiechów i ogólnych komunikatów.
 

Poza tym kampania grzeczna i niema jest kandydatom na rękę z powodów osobistych. Jarosław zmaga się z żałobą i opieką nad schorowaną mamą. Intensywność uczuć jakie ostatnio przyszło mu przeżyć spokojnie starczyły by na niejedną antyczną tragedię. Bronisław musi balansować na ostrzu noża pełniąc trzy ważne funkcje jednocześnie: Marszałka Sejmu, p.o. Prezydenta i kandydata na prezydenta. Nowe szaty, w które ubrały go Konstytucja i kierownictwo własnej partii są bardzo ciężkie i zobowiązujące. Nie ma się więc co dziwić, że wobec takiego nagromadzenia i skomplikowania spraw obaj kandydaci z wdzięcznością przyjmują pewnie każdą chwilę oddechu, jaką obdarowuje ich logika kampanii milczącej. Bohaterowie są po prostu zmęczeni.
 

Nie sądzę jednak by to milczenie przetrwało aż do czerwca. Sztaby bardzo wnikliwie obserwują społeczne nastroje i zorientowały się już pewnie, że napór opinii publicznej naciskający by dowiedzieć się czegoś więcej (lub czegokolwiek) od kandydatów jest tak duży, że w końcu trzeba będzie mówić. Więc teraz trwa pewnie gorączkowe przygotowywanie obu liderów do debat. Na ile zdołali odrobić nową pracę domową w tak krótkim czasie, dowiemy się pewnie niedługo.
 

Szkoda tylko, że – przy pełnym zrozumieniu - na tym wszystkim najwięcej tracimy chyba my – wyborcy. Bowiem przy całej sympatii dla swoich kandydatów dalej nie wiemy jaką mają wizję i pomysł na sprawowanie tego urzędu. Pozostaje nam żywić jednak nadzieję, że do ciszy przedwyborczej zdążymy się tego dowiedzieć.

Kuba Pacan
O mnie Kuba Pacan

Od centrum w prawo :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka