Jakby smutków po smoleńskiej tragedii było mało, doszedł jeszcze ten jeden - konstatacja, że jako społeczeństwo nie mamy takiego wspólnego punktu, gdzie wszyscy możemy się razem spotkać i zjednoczyć. I nawet tak potężny dramat nie jest w stanie tego zmienić.
Myślę, że jednym z ważniejszych powodów, dzięki któremu ciągle patrzymy na siebie wilkiem i jesteśmy wobec siebie nienawistni jest istnienie w Polsce wielu „nietykalnych” ludzi, czyli jednostek i grup, które swoją uprzywilejowaną pozycję zawdzięczają cwaniactwu, łamaniu prawa, przekrętom i chorym układom.
Gdy wszystkich „nietykalnych” podliczy się razem to okazuje się, że jest ich całkiem sporo. Bo „nietykalny” jest już zwykły policjant od lat bijący żonę, do którego nikt się nie dobierze i pijany prokurator, który na pasach potrącił pieszego. Nietykalny jest burmistrz w gminie, który trzęsie wszystkimi inwestycjami i pozwoleniami, i prezydent miasta (pamiętamy co się musiało dopiero stać by usunąć po wielkich bólach prezydenta Olsztyna). Nie do ruszenia jest ordynator alkoholik, któremu zdarzy się zaszyć pacjentowi wacik i podrzędny poseł wraz ze swoją świtą. Nietykalny jest oligarcha i lokalny biznesmen, mający powiatowych urzędników w kieszeni, ale też naczelnik urzędu skarbowego i działacz związkowy wyższego szczebla umoczony w przekręty wespół z zarządem spółki. No i nietykalnymi panami na włościach są wszelkiej maści powiatowi i wojewódzcy inspektorzy do spraw wszelakich.
Niestety więzi społeczne, ta niewidzialna i krucha tkanka, która w sposób decydujący wpływa na relacje pomiędzy obywatelami, doznają wielkiego uszczerbku i dezintegracji, kiedy muszą absorbować niewynikające z pozycji, przywileje "nietykalnych". Przywileje trzeba dodać, najczęściej zdobywane w sposób nieuczciwy. Społeczeństwo, które musi ze zgorszeniem patrzeć jak na jego grzbiecie kwitną przez nikogo nie niepokojone kliki „nietykalnych” na pewno nie nabierze ochoty do pojednania i szacunku dla tych ponad prawem. I choćby nie wiadomo jak wiele wmawiano by ludziom o potrzebie zaakceptowania pozycji nietykalnych, to wewnętrznie nigdy nie pogodzą się z tak jaskrawą niesprawiedliwością. Bowiem faktu, że zwykły człowiek za każde potknięcie musi słono płacić a nietykalny z kolejnych afer wychodzi obronną ręką, zaakceptować po prostu się nie da.
Przeciętny Polak, od pokoleń dostający od życia w twarz, przez państwo zostawiony samemu sobie, przez nietykalnych "ograny" i wyszydzony – cofa się w sobie, wybiera wewnętrzna emigrację i jedyne co mu się jeszcze od czasu do czasu chce zrobić to zawyć z rozpaczy. Tak, człowiek jest wiele w stanie znieść i wiele wybaczyć, ale uczucia bezsilności, w którym w Polsce ciągle musi żyć, jest trudne do zniesienia. Bezsilność wobec bezprawia, lokalnych układów, kacyków i nietykalnych zżera przeciętnego Polaka od środka i skutkuje bardzo niebezpiecznym zjawiskiem. Odbiera mu mianowicie wszelką inicjatywę do zgodnego współdziałania.
Polak będący bezsilny wobec państwa, jego przedstawicieli i instytucji przestaje się tym państwem w końcu interesować a po pewnym czasie wcale mu już na nim nie zależy. Jest nim rozgoryczony i ani myśli o budowaniu pozytywnych relacji z innymi, czy obywatelskiej aktywności na rzecz dobra wspólnego. Bo po co? Kto na tym skorzysta? Kto spije śmietankę? Przecież nauczony doświadczeniem wie, że ani on ani jego dzieci, tylko kasta nietykalnych. Jak w takim położeniu wierzyć jeszcze w państwo i harmonijnie budować społeczeństwo? Jak wykrzesać z siebie chęci by szukać nici porozumienia? Pewnie dlatego jesteśmy jednymi z najmniej aktywni obywatelsko w Europie. Tak to już jest. Wobec rażących nieraz niesprawiedliwości ciężko odczuwać ludziom poczucie wspólnoty i łączności a bezkarność nietykalnych rodzi raczej dezintegrację więzi społecznych niż je spaja. Czy należy jeszcze wymagać od rodziny Krzysztofa Olewnika czy Romana Kluski by - po tym co ich spotkało - ochoczo zakasali rękawy i wzięli się do radosnej filantropii czy działalności pro obywatelskiej?
I gdzie w takich warunkach mają się spotkać jak równy z równym „nietykalny” z grupy uprzywilejowanej i zwykły Polak? Jak ich wzajemnie do siebie przekonać by się szanowali i razem popracowali dla dobra Polski? Przecież jeden drugim szczerze gardzi, a światy w których żyją prawie się nie przenikają. I każdy z nich – o ironio – lekceważy państwo i porządek społeczny na swój sposób. Nietykalny poprzez cyniczne wykorzystywanie układów i własnej pozycji, która stawia go ponad prawem a zwykły Polak poprzez "olewanie" tego państwa i zamykanie się na jego sprawy.
Spokojne funkcjonowanie w Polsce "nietykalnych" wprowadza duży zamęt w stosunkach międzyludzkich. Powoduje niewiarę w czystość intencji współziomków i niewiarę w państwo. W zarodku niweczy szanse na budowanie jedności opartej na szacunku i zgodzie. Nietykalni świecąc złym przykładem pokazują, że bardziej się u nas opłaca stosowanie prawa pięści, niż cywilizowane zasady współżycia.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)