Wszyscy narzekamy że klasa polityczna w naszym kraju jest zła a rządzący niemal w całości do wymiany. Jednak nasi decydenci nie biorą się znikąd, ktoś daje im legitymację do sprawowania rządu. Kto to taki ? To my wyborcy, dajemy im prawo do decydowania o nas samych nieraz kilka razy z rzędu wybierając tego samego parlamentarzystę na kolejne kadencje. Jakimi więc wyborcami jesteśmy ? Czy kieruje nami logika i konsekwencja ? Dlaczego często głosujemy na ugrupowania które mają programy w wielu punktach rozbieżne z naszymi przekonaniami ?
Same wybory są czasem szczególnym. Występują stosunkowo rzadko, raz na cztery lata a poprzedza je intensywna kampania wyborcza. To powoduje że przeciętny wyborca nie jest w stanie odnaleźć się w tej specyficznej sytuacji i podjąć racjonalną decyzję, ponieważ na co dzień się polityką w ogóle nie interesuje lub robi to w minimalnym stopniu i w konsekwencji w sądach o rzeczywistości politycznej posługuje się schematami i stereotypami, przy czym najpopularniejszy jest tu konstrukt myślowy określający polityków jako "onych" – ludzi z innego świata, sprawców wszelkich słabości i grupa wyalienowana z normalnej rzeczywistości w której żyjemy "my" – wyborcy. Nadto do podejmowania racjonalnych decyzji politycznych potrzebna jest elementarna zdolność wyborców do operowania abstrakcyjnymi pojęciami dotyczącymi zjawisk politycznych. A z tą zarówno w Polsce jak i na świecie nie jest najlepiej. Znajomość funkcjonowania państwa które jest tworem złożonym oraz takich pojęć jak np. liberalizm, socjaldemokracja, konserwatyzm, ustawa, funkcje sejmu i senatu oraz system parlamantarno-gabinetowy poza wąską grupą specjalistów i ludzi którzy ukończyli kierunki społeczne posiada niewielu obywateli. Czym więc jeśli nie znajomością tych pojęć kieruje się nasz wyborca ?
Niestety polski wyborca jest naiwny oraz nieświadomy i najczęściej kierują nim emocje. Przyczyna leży w samym systemie partyjnym, który jest jeszcze niedomknięty, co daje brak stabilności, wiele zamętu i autentyczną trudność wyboru, który zazwyczaj wyborem negatywnym tzn. głosujący wybiera mniejsze zło. W okolicznościach gdy system partyjny do końca nie okrzepł jeszcze trudno mówić o dojrzałych preferencjach wyborczych w takim stopniu jak to wygląda na Zachodzie. Najczęściej sprawdzają się u nas preferencje z podziałem na miasto i wieś, wykształcenie i wiek, są to więc preferencje tożsamościowe. Dały temu wyraz ostatnie wybory, gdzie podział głosów dokonał się (w dużym skrócie) na tej podstawie – miasto, ludzie młodzi i wykształceni na PO. Wieś, ludzie słabo wykształceni i starsi na PIS.
Jeśli jednak chodzi o identyfikację z konkretną partią polityczną na dłużej, gdzie wyborca wiąże się ze swoim ugrupowaniem na dobre i na złe mamy już problem, gdyż jej żywot w niezmienionym kształcie zazwyczaj nie przetrwa dłużej niż dwie kadencje, ponadto mało która partia wywiązuje się ze swoich wyborczych obietnic. Dlatego niewielu decyduje się na na taką toksyczną miłość ze swoją partią. Twardy elektorat nie jest znowu tak liczny a jego rola jest zazwyczaj przeceniana i jeśli jego siła o czymś już decyduje to tylko w sytuacji kiedy większość ludzi nie idzie głosować, ponieważ twardy elektorat głosuje zawsze. Poza pewną liczbą wyborców SLD i PSL nie mieliśmy w Polsce do tej pory ludzi utożsamiających się ze swoją partią, byliśmy raczej "wyborcami wędrującymi". Nie też jest łatwo jeśli chodzi o identyfikację ideologiczną bo i tu mamy spore zamieszanie. Prawdziwy liberał głosując na PO ma spore wyrzuty sumienia. Lewicy nie ma, młodzi ludzie o tej wrażliwości na SLD patrzą z pogardą jak na cwaniaków z byłej nomenklatury oraz z utęsknieniem spoglądają na Krytykę Polityczną, która jest jednak poza czynną polityką. Z kolei konserwatystę razi w PIS jego polityka gospodarcza i umiłowanie socjalu. Można by się jeszcze pokusić o ostatnią preferencję – dokonania jakie może odnotować na swoim koncie polityk, jednak tego prawie nikt w Polsce nie sprawdza, może to i lepiej bo do urn chodziło by jeszcze mniej osób. Niektórzy dodają osobowość i wygląd zewnętrzny ale są to produkty czystego marketingu politycznego.
Wracając więc do pytania czym kieruje się nasz wyborca należy z bólem stwierdzić iż najczęściej bezrefleksyjnym schematycznym myśleniem, opartym na tożsamości grupowej. W swym myśleniu nie kieruje się racjonalnymi argumentami za i przeciw, nie czyta programów kandydatów które by mu pomogły zanalizować sytuację tylko bez przeszkód daje się wciągać w emocjonalne manipulacje występujące zawsze w czasie trwania kampanii. Najczęściej jednak nie kieruje się niczym bo po prostu wcale nie głosuje. Jest przeświadczony że jego pojedynczy głos i tak niewiele zmieni i jest jedną milionową wpływającą na wynik wyborów, poza tym tak naprawdę to jaka partia jest aktualnie u steru władzy nie ma wpływu na los jego rodziny. Czy u władzy jest PIS czy SLD czy PO i tak trzeba pracować, dzieci muszą chodzić do szkoły a wielkość rodzinnego budżetu nie kurczy się dramatycznie lub nagle nie rośnie na skutek dojścia do rządów tej bądź innej opcji.
Jaki jest nasz poziom myślenia o polityce najlepiej świadczą spoty reklamowe, gdzie specjaliści od PR muszą dostosować przekaz tak aby wyborca zrozumiał o co chodzi i dotarł do niego prawidłowy komunikat. A więc jest w tym spocie wszystko co dotyczy rodziny i jej statusu materialnego. Ojciec odziany w dobre ubranie i podjeżdżający do ładnego domu po pracy dobrym samochodem. Uśmiechnięte i zadowolone dzieci które właśnie przyszły ze szkoły na wysokim poziomie, zadbana mama która stawia na stół obfity obiad i co chwila wyjmuje jakieś specjały z pełnej lodówki. Do tego przyjazny szpital gdy ze zdrowiem coś nie tak, bezpieczeństwo przez wzorowo pełniących służbę policjantów i godna starość. Przypomina to bardziej obrazki z życia mieszkańców Kalifornii niż polskie realia. Te radosne reklamy niestety pokazują że najbardziej zależy nam na zaspokajaniu podstawowych potrzeb z piramidy Maslowa. Natomiast to w jaki sposób to zrobić nikt już recepty nie daje. W czasie kampanii rzadko się słyszy o polityce kulturalnej, dyplomacji i gospodarce, obniżeniu długu publicznego etc. a nawet jeśli już występują to w formie zawalonej, takiej bardziej light, z prostymi receptami na skomplikowane zagadnienia. Ponadto im bliżej głosowania tym więcej chwytów poniżej pasa i argumentów emocjonalnych które po opadnięciu kampanijnego kurzu okazują się w ogóle nie istotne. Niestety wyborcy nie patrzą na to ze zdrowym dystansem tylko kupują wszystko bez mrugnięcia okiem.
Dlatego uważam iż marketing polityczny jest z gruntu zły, ponieważ służy tak naprawdę mydleniu oczu, sianiu nieprawdy i na pewno nie buduje świadomego wyborcy. Schlebia najniższym gustom i nie pozwala zająć się problemami najważniejszymi gdyż są niepopularne. To sztuczne kreowanie wizerunku niesie ze sobą jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Stwarza postacie medialne, polityków wirtualnych o których nic tak naprawdę nie wiemy. To jak się ubiera, wysławia i zachowuje Donald Tusk czy Waldemar Pawlak nie mówi nam nic jakim jest człowiekiem, bowiem wszystkie gesty i mowy są doskonale wyćwiczone. A przecież wiadomo że każdy z nich ma historię swojego życia, jakiś unikatowy bagaż doświadczeń który w sposób decydujący wpływa na podejmowane przez nich decyzje. Biografia polityka jest bardzo ważna i taka wiedza nam jako wyborcom bardzo by pomogła. Warto więc może prześledzić ich karierę nie tylko polityczną ale i drogę życiową by mieć pełniejszy obraz osoby której powierzamy sprawowanie rządów w naszym imieniu.
Główny zarzut jaki można postawić polskiemu wyborcy to nierozliczanie swojego posła podczas kolejnego głosowania. W całej Europie i USA jest to standard, u nas występuje w formie szczątkowej. I jest to nie tylko zwykłe zaniechanie, ma też głębsze konsekwencje. Bo gdyby Polacy zaczęli systematycznie sprawdzać owoce pracy swoich parlamentarzystów nabraliby odpowiedniej wiedzy oraz politycznego doświadczenia i nie można by im już było zarzucić że w swoich preferencjach wyborczych są naiwni i nieuświadomieni. Mało kto sobie zdaje sprawę że ta niewinna karta do głosowania ma moc ogromną, zdolną zmienić cały układ sił na scenie politycznej. Nie łudźmy się że politycy nas nie słuchają. Nadstawiają ucha i to bardzo uważnie i zatańczą tak jak im sondaże opinii, które są w końcu naszym głosem zagrają. Skoro tak jest to dlaczego od lat nie potrafimy z tego instrumentu korzystać ? Przecież to my naszą obojętnością i brakiem zainteresowania dajemy im przyzwolenie na gorszące zachowania, to my wyborcy pozwalamy im się obijać przez cztery lata siedzenia w parlamencie, bo wiedzą że choćby nic nie robili to i tak nikt ich nie rozliczy i zostaną wybrani drugi raz. Może więc powtarzać starą mantrę „mnie polityka nie interesuje” czas zacząć chodzić na wybory i być w pełni świadomym na kogo oddaje się głos.
Tekst ten pierwotnie zamieściłem na mojej kochanej Redakcjanewsweek.pl (co nie znaczy, że Salonu nie kocham :))


Komentarze
Pokaż komentarze