Kuba Pacan Kuba Pacan
42
BLOG

Polityczne centrum

Kuba Pacan Kuba Pacan Polityka Obserwuj notkę 3

Dziś, by uchodzić za osobę będącą blisko centrum sceny politycznej, trzeba płacić wysoką cenę i prewencyjnie bić po głowie równo tak PIS jak i PO.

Dzisiejszy człowiek z centrum, czy to jako czynny polityk, czy jako wyborca ma jeden poważny problem – wciąż musi udowadniać, dlaczego związał się z PIS, PO, PSL lub SLD. Nieustannie bowiem ubiera się go w utarte schematy i próbuje mu się doprawić gębę pisiora (kaczora), platformersa (aferała), chłopka lub poskomucha (lewaka). Na nic zdają się jego tłumaczenia, że kieruje się on innymi kryteriami, niż te narzucone obecnie morderczą logiką po-pisowej wojny. Usprawiedliwieniem nie jest również to, że jego przynależność do tej lub innej formacji wymusza na nim nasz ograniczony, i bezalternatywny system partyjny. A gdzieś należeć musi.
 

Dla wielu ludzi ciągłe udowadnianie, że w politycznym myśleniu jest się samodzielnym i nieszablonowy stało się już tak męczące, że aby się całkiem uwiarygodnić, zaczęli po równo krytykować tak PIS jak i PO. W tym samy położeniu są dziennikarze. By nie być posądzonym o stronniczość, krytykują po równo naszych dwóch partyjnych gigantów. Inaczej zaraz podejrzewani są o działania dywersyjne na korzyść danego ugrupowania, nieszczerość i budowanie drugiego dna lub produkowanie materiałów z kluczem i podtekstem. Przypomina mi to trochę rzeczywistość z czasów rewolucji kulturalnej w Chinach. Z tym, że tam udowadniało się oddanie dla Mao niszcząc wszelką opozycję, tutaj dla obiektywizmu i bezstronności prewencyjnie trzeba bić dwie dominujące partie.
 

Kiedy na świecie mówienie o swojej centrowej pozycji jest czymś naturalnym a nawet pożądanym, w Polsce może stanowi ono źródło problemów. Żaden polityk, czy nawet obserwator nie może stanąć spokojnie z boku i powiedzieć - ja stoję w centrum. Jeśli tak powie zaczyna być traktowany nie do końca poważnie i lekceważąco a zdarza się, że bywa spotyka go towarzyski ostracyzm. I albo podejrzewa się go o jakąś ukrytą grę, albo o kompletny dyletantyzm polityczny i brak zdecydowania. No bo czy można dzisiaj być zwolennikiem części programu i wizji świata reprezentowanych przez PIS a części przez PO? Taka postawa jest co najmniej niewiarygodna, nie mówiąc juz o wszelkich zarzutach o odstępstwo od czci i wiary i zdrady ideałów.
 

Tak, bycie w centrum nie jest łatwe, a sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy uświadomimy sobie, że do końca nie wiadomo czym ono naprawdę jest ! W gruncie rzeczy to taki trochę mityczny twór. Niby podstawą definiującą centrum sceny politycznej jest to, że reprezentuje ono middle class. Wyborca ma mieć stale ciepłą wodę w kranie i zapewnione w miarę dostatnie życie, reszta zaś mało go interesuje. Tylko, że to ogromne uproszczenie na pewno nie wystarcza i trzeba zgłębić się w ideologię. Wtedy sytuacja nie robi się już tak jednoznaczna. A od sporów ideologicznych, czy kulturowych uciec się nie da. I tutaj wyrasta prawdziwy dylemat – jakie kryterium obrać przy wyznaczaniu poglądów centrowych? Czy tylko oprzeć je na prostym wypośrodkowaniu przekonań wobec najbardziej palących kwestii obyczajowych, tak by liczba „za” i „przeciw” wyrównywała się? Można i w ten sposób.
 

A jeśli tak to stosunek do kary śmierci, aborcji, małżeństw homoseksualnych, eutanazji, podatków, narodu, Kościoła, polityki społecznej, penitencjarnej, imigracyjnej i zdrowotnej można konstruować w dowolne kombinacje, byle tylko było mniej więcej po równo lewicowych i prawicowych paradygmatów. W takim układzie możemy na przykład przyjąć, że centrowy jest człowiek uważający się za liberała (niech już będzie, że to członek PO), ale który optuje za podatkiem progresywnym. Jest za małżeństwami gejów, ale sprzeciwia się już aborcji. Chce jak najszybszej i całkowitej prywatyzacji, jednak leży mu jednocześnie na sercu szeroko rozbudowany program polityki społecznej. W służbie zdrowia chciałby większego udziału sektora prywatnego. Powiedzmy, że stosunek do narodu jest mu obojętny (choć woli używać słowa społeczeństwo), za to Kościół postrzega jako strażnika moralności. Jest to przykład hipotetyczny i równie dobrze można by tutaj postawić członka lub sympatyka PIS a nawet SLD i w.w. przykłady poustawiać odwrotnie. Oczywiście takie definiowanie centrum jest to trochę balansowaniem na ostrzu noża, jednak jest to metoda w miarę zadowalająca i dość jasna.
 

Właśnie w taki mniej więcej podobny sposób, swoje centrum definiują Amerykanie. W USA za centrowego polityka uważa się np. demokratę pro life, lub demokratę domagającego się mniejszych podatków lub szerszego dostępu do broni. I analogicznie w centrum sadowi się również konserwatysta pro choise, lub domagający się łagodnej polityki imigracyjnej, bądź wyższych podatków i większej partycypacji dochodów. Takie postawy nikogo tam nie dziwią i są bez większych zgrzytów akceptowane.
 

U nas jest podobnie. Prawie podobnie. A wiadomo, że prawie robi wielką różnicę. Naszym rodzimym centrowym politykom ciężko się żyje. Wie o tym doskonale Paweł Poncyliusz z PIS i Jarosław Gowin z PO. Równie ciężkie baty od SLD brał Antoni Styrczula w czasach kiedy był podsekretarzem stanu w kancelarii Prezydenta Kwaśniewskiego. Wszyscy ci politycy, jak i wielu innych stawiających się w centrum, ciągle musieli udowadniać swoje przywiązanie do partii i przewodniczącego oraz tłumaczyć się, że ich postawa mieści się w programie i granicach partii. Polscy centrowcy w wyborze partii kierują się praktycznym minimalizmem, i jeśli najważniejsze przekonania pokrywają się z programem partii choćby w kilku punktach, stają się jej członkami bądź wyborcami i siłą rzeczy przyjmują ją z całym dobrem inwentarza. Przykładem takiego polityka jest też Bronisław Komorowski. Przez całe lata starał się w Platformie nie wychylać zbyt daleko i zawsze dbał o to by jego przekonania nie odbiegały zbytnio od tych wyznawanych przez Donalda Tuska.
 

Jednak polityczne centrum to nie tylko równomierne wyważanie „za” lub „przeciw” różnych zagadnień. Tutaj chodzi tez o coś znacznie większego. Trzeba pamiętać, że centrum jest pewną całościową wizją. Pewną postawą społeczną i kulturową. Można nawet zaryzykować tezę, że jest to specyficzny stan ducha. Centrum w parlamencie i poza nim może zakiełkować wtedy, gdy w społeczeństwie jest jako taka harmonia i wzajemny szacunek. Dodatkowo społeczeństwo jest w miarę dojrzałe, wykształcone, bogate i tolerancyjne (tolerancja rozumiana w sposób właściwy). My niestety dopiero zaczynamy dojrzewać, ciągle się dokształcamy i bogacimy. Dlatego ciężko jest w Polsce zbudować jakiekolwiek sensowne centrum mające realny wpływ na decydowanie polityczne. Dobitnie pokazuje to aktualna sytuacja w kraju. Mamy akurat sam środek gorącej polsko-polskiej wojny. Tu już nawet nie chodzi o prosty podział na zwolenników lub przeciwników dwóch dominujących partii. Ta gorączka wchłonęła całość życia publicznego w Polsce. Każda ze stron na swoją wersję historii, własne pomysły na gospodarkę, wojsko a nawet kulturę. Wspiera je w tym prasa, oczywiście osobna dla każdej ze stron. W tych okolicznościach doszukiwanie się jakiegoś centrum w naszej polityce jest myśleniem życzeniowym.
 

Silne centrum bardzo stabilizuje scenę polityczną, stanowi tamę dla populizmu i daje szansę na przeforsowanie poważnych dla kraju decyzji w parlamencie, zbliżając do siebie głównych graczy politycznych. Przeciwieństwem tego jest panująca u nas szkodliwa dychotomia, gdzie wobec wszelkich pomysłów politycznych stosuje się zasadę wszystko albo nic. Jeśli projekt wyjdzie od opozycji to nawet, gdy jest dobry, kasuje się go w całości. No bo przecież "od nich" nic nie poprzemy. I na odwrót, jeśli zdarzy się, że spod naszego skrzydła wyjdzie oczywisty gniot, to i tak go trzeba poprzeć, często kosztem wewnętrznego konfliktu, by nie dać szansy wrogowi i udowodnić mu swoją siłę.
 

Na pociechę warto wspomnieć, że i tak jest lepiej niż było u początku naszej drogi w pionierskich latach dziewięćdziesiątych. Dziesiątki partyjek hołubiących różnym, nieraz egzotycznym wartościom i wizjom, kompletne rozbicie i prześciganie się w całej palecie radykalizmów. I tak jest wszędzie, gdzie demokracja stawia pierwsze kroki. Obszerne centrum z kolei jest przywilejem demokracji dojrzałych, które wyleczyły się już dawno z populizmu i parlamentarnych bójek. Na jakim etapie jest Polska łatwo wywnioskować (fakt, nikt się u nas w Sejmie nie bije:)). Trudno zgadywać, kiedy i u nas powstanie silne polityczne centrum. Ta nieformalna wspólnota ludzi rozsądnych, odpowiedzialnych i dojrzałych. Obecne nastroje i klimat podpowiadają, że raczej nieprędko.

Kuba Pacan
O mnie Kuba Pacan

Od centrum w prawo :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka