Manewry na naszej scenie partyjnej trwają. I wszystko dzieje się raczej zgodnie z tendencjami ogólnoeuropejskimi. Kształtują się więc z grubsza dwa bloki. Lewa strona zrobiła ostatnio znaczny krok w przód za sprawą sojuszu PO z postkomunistami. Prawicy z kolei brakuje w swej kolekcji elementu chłopskiego, tradycyjnego. Jednak niedługo i to może się zmienić.
Wszystkie znaki na naszym politycznym niebie wskazują, że jeśli PIS zdobyłby władzę w najbliższych wyborach parlamentarnych to jego najbardziej prawdopodobnym koalicjantem byłby PSL. Również współpraca ewentualnego Prezydenta Jarosława Kaczyńskiego z PSL jest raczej pewna. Obie partie wysłały już serię przyjaznych gestów.
Z jednej strony to wcale nie dziwi. Wiadomo, że partie chłopskie, agrarne zawsze ciągnęło na prawo. Tak jak liberałów do lewicy. Koalicja PIS z PSL była by więc dalszym ciągiem polaryzacji naszego systemu partyjnego na dwa bloki, co mimo wielu obiekcji świadczyło by jednak o dojrzewaniu naszej demokracji. Nasz polityczny krajobraz mógłby wyglądać mniej więcej tak. Od centrum w lewo PO wraz z SLD i lewicowy plankton. Od centrum w prawo PIS, PSL plus pomniejsze przystawki. W starych dojrzałych demokracjach takie podziały zaistniały już dawno. U nas dopiero się to rozpoczyna.
O możliwości współpracy z Kaczyńskim, napomknął sam Waldemar Pawlak, podczas którego z rzędu kryzysu w koalicji z PO. W sumie wykonał ładny gest w stronę Jarosława, dając do zrozumienia, że wcale nie przesądza o wygranych wyborach parlamentarnych PO w 2011 r. i zaznaczył, że PIS może wtedy liczyć na wsparcie PSL. Jarosław Kaczyński także całkiem poważnie rozważa głębszą współpracę z PSL. Kilkakrotnie dało się to usłyszeć z ust posłów PIS.
Mówiąc jednak słowo "współpraca" oraz "koalicja" Prezes PSL i Prezes PIS mają zupełnie co innego na myśli. O ile Waldemar Pawlak chce, jako sprawny bezideowy (trochę nawet technokrata) menadżer kolejnej koalicji parlamentarnej i rządowej, do jakich wszyscy zdążyliśmy się już przyzwyczaić. O tyle Jarosław Kaczyński jako polityczny wizjoner pragnie PSL wchłonąć w ramach budowy wielkiego prawicowego bloku, który skupia w swym wnętrzu wiele żywotnych nurtów i zdolny będzie przeprowadzić w Polsce poważne projekty cywilizacyjne.
Ostatecznie nawet gdyby PIS nie zdobyło władzy, to Prezes i tak bardzo pragnie by po swojej stronie mieć cały tradycyjny elektorat. Z klei PSL nie przekraczające progu wyborczego ma nóż na gardle i wie, że bez koalicjanta sobie nie poradzi. Cała gra będzie się więc takim przeciąganiem liny. Jarosław Kaczyński wierzy, że wchłonie z czasem PSL, choć będzie to operacja trudna i wymagająca sporego wysiłku. PSL z kolei sądzi, że zje ciastko i będzie miało ciastko. Skorzysta na sojuszu z PIS, ale zachowa własną tożsamość a nawet wyjdzie z niego wzmocniona.
Na pierwszy rzut oka Prezes nie ma większych przeszkód by doprowadzić swój plan do szczęśliwego finału. Słabość PSL jest dziś aż nadto widoczna. Balansowanie na granicy progu wyborczego i praktyczny koniec koalicji z PO stawia tą partię przy ścianie. Ponadto kandydatura Waldemara Pawlaka w wyborach prezydenckich nie powala błyskotliwością. Wcześniej zdarzało się, że w różnych wyborach ludowcy okazywali się czarnym koniem. Teraz słychać tylko trzy nazwiska Kaczyński, Komorowski, Napieralski. O kandydacie ludowców mówi się niewiele.
Przejęcie PSL wydaje się tym łatwiejsze, że obie partie łączy bardzo podobny lub ten sam elektorat. Konserwatywny światopoglądowo i socjalny ekonomicznie. Wyborca bojaźliwy i zachowawczy, potrzebujący silnego autorytetu, na którym może się oprzeć. Statystyczny mieszkaniec wsi i małych miast. Przy czym PIS zdobywa jego serce bardziej w sferze światopoglądowej (konserwatyzm, patriotyzm, silne państwo, porządek, środowisko Radia Maryja) a PSL w sferze socjalnej (KRUS, dopłaty, skup i ceny preferencyjne).
Nadto sojuszowi sojuszowi prawicy z ludowcami przyklaskuje Radio Maryja, które watro nadmienić, bardzo dba o swoich chłopskich słuchaczy. W swojej audycji „Minął miesiąc” prof. Jerzy Robert Nowak napomknął, że dobrze by było gdyby PSL zawiązał w końcu z PIS sojusz. Lecz co znamienne raczej nie z ekipą Waldemara Pawlaka. To rzuca pewne światło na taktykę przejęcia PSL. Optymalnie by było gdyby po słabym wyniku Pawlak przestał pełnić funkcję Prezesa i na jego ekipę padło odium porażki. Wtedy można by było za pomocą Janusza Wojciechowskiego, prawicowca i patriotę, który założył rozłamowe PSL „Piast” a obecnie europosła PIS, wejść do PSL i na początku wybierać pojedynczych posłów jak rodzynki z ciasta, by potem całkiem już osłabioną partię po prostu przejąć. Jest to scenariusz całkiem możliwy. Już teraz notoryczny stan niełaski u Ojca Rydzyka sporo kosztuje Waldemara Pawlaka. Pewne jest, że gdyby miał stałe dojście do toruńskiej rozgłośni, to nie musiałby teraz drżeć o przekroczenie progu wyborczego.
Jednakże wątpię czy PIS równie gładko strawi PSL jak Samoobronę i LPR. Nie wiem czy w ogóle strawi. PSL bowiem jako najstarsza partia w Polsce przeszło już różne próby z mrocznymi czasami komuny włącznie, i działa nieprzerwanie od ponad stu lat. To wzbudza szacunek. Drużyna Pawlaka to stare polityczne wygi, które niejednego już koalicjanta przyprawiły o zawrót głowy. Każdemu kolejnemu koalicjantowi wystawiają twardy rachunek za lojalność. I jeśli chodzi o polityczną wprawę to Stronnictwo wyprzedza LPR i Samoobronę o kilka klas.
Problemem ewentualnej współpracy PIS z PSL może być również fakt, że obie partie działają według innego paradygmatu. Inaczej widzą swoją rolę w polityce. PIS w swoich założeniach stawia zmianę, usunięcie patologii III RP, modernizację, nowe otwarcie, przemianę moralną – ową IV RP. PSL przeciwnie, dla tej partii najlepszy pozostaje status quo. Najlepiej kiedy nic się nie zmienia. Wszelkie słabości III RP działają na korzyść ludowców i generalnie jest to obrotowa partia władzy. Ciężko z takim koalicjantem tworzyć PISowi „nową jakość”. Tutaj raczej tandemu nie będzie i na entuzjastyczne porywy dokonywania zmian lansowane przez PIS, odpowiedzią będzie zawsze kubeł zimnej wody stonowanego i zachowawczego PSL. Więc suma sumarum Jarosławowi i tak pozostałoby tylko wchłonięcie PSL, gdyż koalicja traktująca na równi obu partnerów nie dotrwałaby do końca kadencji.
Strawienie PSL przez PIS będzie go kosztowało sporo wysiłku. Chłopi bowiem będą się bronić zaciekle. Zaczną padać hasła tak symboliczne, np. o konieczności zachowania ponad stuletniej tradycji, o potrzebie suwerenności partii, która jest ozdobą polskiego parlamentaryzmu. Jak i hasła całkiem przyziemne, wyrażające strach o stołki w podległych chłopom resortach, agencjach i całych obszarach agrobiznesu.
A jest tego sporo; Lasy Państwowe, agencje rolnicze, KRUS, pośrednictwo sprzedaży płodów rolnych, straż pożarna itd. Te konfitury to nie tylko niewyczerpalne źródło etatów dla zasłużonych działaczy, to także podstawowa racja bytu PSL. Bowiem wszyscy ludzie z powyższych instytucji, wraz ze swoimi rodzinami stanowią twardy i podstawowy elektorat PSL. Tylko to trzyma jeszcze tą partię na powierzchni. Jeśli PSL dałoby sobie wyrwać te przyczółki, to straciło by legitymizację do dalszego trwania w oczach swoich wyborców. Toteż ludowcy walczyć będą do upadłego, wiedząc, że jeśli doszło by do próby przejęcia, to byłby to dla nich bój o wszystko. Dla PIS z kolei owe konfitury i struktury lokalne byłby by darem nieocenionym. Prezentem, który w polityce zdarza bardzo rzadko. Dlatego może być tak, że PIS zostawi w spokoju wszystkie synekury ludowcom by nie zaogniać i tak już napiętej sytuacji.
Istnieje też zagrożenie, że swoją pieczeń może tutaj upiec Lepper. Na zasadzie, gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Gdyby PIS zdołało zdominować PSL, wtedy Lepper zaczął by grać na nieufności do Kaczyńskiego. Wskazywałby, że jako rodowity warszawiak nie rozumie sprawy chłopskiej. Nie potrafi się wczuć w problemy rolników, a jego chłopska przybudówka PSL już dawno zdradziła polskiego rolnika i dba wyłącznie o swoje interesy. W związku z tym, tylko on wraz ze swoją Samoobroną jest tym ostatnim sprawiedliwym, wywodzącym się z ziemi i z ziemi żyjący, który jest jeszcze w stanie poprawić ciężki los rolników.
Dla samych wyborców sojusz PIS z PSL nie oznacza wiele dobrego. Ciągłe docieranie się koalicjantów, wikłanie się w podjazdowe wojenki, tracenie czasu na jałowe spory... To wszystko w dziedzinie poprawy państwa nie wnosi nic pozytywnego. Służy jedynie próbie przechytrzenia „koalicjanta” i opanowaniu jak najwięcej jego terytorium. Nim PIS zagarnie PSL, jeśli mu to oczywiście wyjdzie, będzie czas chaosu, nerwów i kolejnej polsko-polskiej wojny. PIS może się na PSL przejechać. Sądzę więc, że lepiej by dla niego było gdyby pozostał tu gdzie jest i cierpliwie czekał, aż elektorat chłopski sam do niego przyjdzie. A robi to coraz częściej.


Komentarze
Pokaż komentarze