Przyznam szczerze, nie rozumiem lęków i fobii przed Jarosławem Kaczyńskim. Próbuję maksymalnie użyć swojej empatii by poczuć się jego prawdziwym przeciwnikiem i z tej pozycji zweryfikować jego rzekomy kato-nacjonalizm, ksenofobię i zaściankowość, etc., i mimo sporej dozy krytycyzmu nie potrafię owych grzechów w nim dostrzec. Mam już powoli dosyć kiedy słyszę kolejnego aktora, publicystę, muzyka, filozofa czy filmowca, który całkiem poważnie ostrzega opinię publiczną przed grozą rządów Jarosława.
Po wielu długich analizach skąd wobec niego taka niechęć i strach wśród wielu wybitnych intelektualistów oraz zwyczajnych zjadaczy chleba dochodzę do wniosku, że na nazwisko Kaczyński ludzie wyłączają po prostu rozum. Najzwyczajniej w świecie zachodzi w ich głowach efekt wypierania i nie dopuszczają do siebie myśli, że zdolny on jest zrobić coś dobrego i wartościowego dla innych ludzi i dla Polski. Nie wierzą również, że Platforma mogłaby dla własnych partyjnych korzyści poświęcić dobro obywateli i kraju. Oczywiście obie partie i ich przywódcy nie są święci i potrafią uczynić tak samo wielkie poświęcenia dla Polski jak i pospolite świństwa w imię partykularnych, partyjnych interesów. Problem polega na tym, że spora grupa Polaków nie potrafi tak patrzeć i widzą działalność Prezesa PIS jedynie w czarnych barwach, a poczynania PO oglądają przez różowe okulary.
Sami, świadomie bądź też podświadomie, pozbawili się zdroworozsądkowego krytycyzmu. Doskonale to widać przy okazji ogłaszania kolejnej dobrej inicjatywy PIS, czy wpadki PO. Nieraz bierze aż żal lub też pusty śmiech, kiedy znany dziennikarz, ale i wielu moich znajomych, próbuje za wszelką cenę pokazać całkiem dobre i neutralne inicjatywy PIS w złym świetle, a bezdyskusyjne wpadki Premiera Tuska usprawiedliwiać i wybielać jak tylko można. Powstaje nieraz z tego całkiem ciekawa ekwilibrystyka intelektualna. Tak było np. w przypadku afery hazardowej, i ostatnio z premiami dla najbliższych współpracowników Premiera, które dostali po zamrożeniu finansów na te cele.
Słyszałem kiedyś przed bankiem rozmowę dwóch młodych bankowców. Ot, luźna pogawędka przed budynkiem przy papierosie. W pewnym momencie jeden z nich powiedział "mój brat stwierdził, że jak wygra Kaczyński to on wyjeżdża z Polski", po czym nastąpił śmiech obu Panów. Nie wytrzymałem i bardzo grzecznie postanowiłem dołączyć do rozmowy. Panowie jako ludzie kulturalni zgodzili się chwilkę o nim pogadać. Na wstępie zadałem w sposób jak najbardziej naturalny pytanie otwarte, dlaczego nie lubią Kaczyńskiego? Po chwili milczenia, tak ja się tego spodziewałem usłyszałem znaną mi już litanię o jego zamordyzmie, antyinteligenckości i wzdychania "by polityka stała się w końcu normalna". Na moje dociekanie gdzie widzą jego antyinteligenckość, jak wyraża się jego zamordyzm i czym różni się od zamordyzmu innych polityków oraz czy to naprawdę tylko i wyłącznie jego wina, że mamy w Polsce politykę na takim a nie innym poziomie, nastąpiło zakłopotanie, konsternacja i niewprawne kluczenie. Gdy im przypomniałem, że nie może być antyinteligentem, ponieważ ma doktorat z prawa a za jego rządów obniżono podatki i spadło bezrobocie byli zaskoczeni. Na koniec stwierdzili jednak, że nie lubią Kaczyńskiego za całokształt. I koniec.
Nie, bo nie. To bardzo symptomatyczne. Każdy jego pomysł, nawet jeśli z założenia jest dobry i może wnieść wiele pozytywnych zmian, natychmiast zostaje zohydzony i wyśmiany, tylko dlatego, że podpisuje się pod nim Jarosław Kaczyński. Taki los spotkał min. ideę IV RP. Nikt już dziś nie chce pamiętać, że było to hasło odnowy moralnej, które wyszło spod pióra prof. Pawła Śpiewaka i na początku utożsamiali się z nim nawet prominentni politycy PO. Koniec tej idei zaczął się w momencie, kiedy stała się bliska sercu Kaczyńskiego. Odtąd jest ona dla wielu środowisk symbolem największego zagrożenia i zdziczenia polityki.
Klimat i atmosfera histerii towarzyszące osobie Jarosława Kaczyńskiego oraz gorące uczucia dla jego politycznych rywali jako żywo przywodzą na myśl lata 50 i hołd znacznej części polskiej inteligencji dla Stalina. Wtedy też rozum został uśpiony i dano się uwieść upiorowi stalinizmu. Wielu wybitnych naukowców, którzy w późniejszym czasie wnieśli znaczny wkład w polską naukę, uwierzyło wtedy absurdalnej propagandzie i z gorliwością neofitów niszczyli, urojonych "wrogów ludu" i "prawicowych odstępców". Dziś, podobnie jak wtedy przyznanie się do prawicowości, katolicyzmu czy sympatii dla Kaczyńskiego, równie skutecznie spycha na antypody życia intelektualnego i ostracyzm jak wtedy. Z tą może różnicą, że wtedy nie lewicowiec i polski patriota miał karierę łamaną, dziś z kolei nie zostanie do niej dopuszczony, za "nieprawomyślne" przekonania. W sumie skutek ten sam.
Niechęć do Kaczyńskiego pochodzi stąd, że miał on odwagę zaproponować inny paradygmat dla Polski niż ten panujący oficjalnie po 1989 roku a skonstruowany przez nurt dawnej opozycji powszechnie znanej lewicą laicką. W momencie, gdy pięć lat temu Jarosław wrócił po przegranej wojnie na górze do politycznej I ligi z własną wizją i programem, znacznie odbiegającym od tego, który lansuje liberalna lewica, zaczął się na niego wściekły atak z ciosami poniżej pasa włącznie. Zaczęto mu przyprawiać najróżniejsze „gęby”, i wymyślać autorytaryzm, ksenofobię, nacjonalizm oraz tysiące innych "izmów".
Lewicowo-liberalny salon zarzucał mu, że dzieli Polaków na lepszych i gorszych. Co jest akurat szczytem hipokryzji, ponieważ prym w dzieleniu ludzi na oświeconą elitę, czyli tych myślących jak Unia Wolności i resztę ciemnego, zakompleksionego w tradycjonalizmie i katolicyzmie ludu wprowadził już na początku lat 90 rzeczony wyżej salon. I zastanawia mnie tylko dlaczego tak wielu przekonanych demokratów, mających usta pełne słów o wolności i pluralizmie poglądów, chce głos Kaczyńskiego zagłuszyć, wyśmiać i skompromitować? Głos przypomnijmy biorący legitymizację od milionów wyborców. Czy tylko dlatego, że upomniał się w końcu o wartości, które są bliskie milionom Polaków, a które od uzyskania w 89 roku niepodległości były systematycznie deptane? Jak np. patriotyzm, wiara, narodowa tradycja itd. Dlaczego odmawia mu się racji do wyrażania własnych poglądów w państwie pluralistycznym?
Skoro nie zabrania się mieć ludziom poglądów liberalnych i lewicowych, to dlaczego odmawia się szacunku i poważnego traktowania ludziom o prawicowych sympatiach? Skoro lewicowo-liberalni aktywiści mogą spokojnie prezentować swoje poglądy i nikt ich z tego powodu nie wyszydza, to dlaczego prawicowcy i tradycyjny Kaczyński jest wyśmiewany? Owszem, zaraz ktoś powie, że mamy wolność słowa i mogę mieć przekonania jakie chcę, byle tylko mieściły się w ramach Konstytucji, a włos mi z głowy nie spadnie. Tak, to też jest racja. Tylko, że dyskryminowanie ludzi mających prawicowe poglądy odbywa się dzisiaj w o wiele subtelniejszy sposób. Jest to zazwyczaj przemilczanie, pomijanie, zakaz wstępu na salony, czy w końcu przylepianie krzywdzących łatek. Słowem jest to wykluczenie kulturowe, które w dużym skrócie oznacza bycie niemodnym. A ile oznacza dla młodego człowieka bycie niemodnym nie trzeba nikomu tłumaczyć.
Toteż w obecnej Polsce nic bardziej nie czyni człowieka modnym inteligentem, niż głośne utyskiwanie na antyinteligenckiego Kaczyńskiego, ciągnącego za sobą woń zaścianka. Kiedy więc młody człowiek, chce potwierdzić w swoim środowisku, że jest świadomym inteligentem, obrzuca błotem Prezesa i PIS. To zazwyczaj wystarcza, no i jest wygodne. Zamiast zgłębiać się w rozpasłe naukowe tomiszcza, czy wgryzać w trudną i niejednoznaczną rzeczywistość, wystarczy powiedzieć, że kaczory są bee i w ten sposób zyskać miano światłego i otwartego Europejczyka.
Ta niechęć jest dość szczególnego rodzaju. Będąca ze swej natury bezrozumna i bezrefleksyjna, stoi jakoby na straży rozumu i zdrowego rozsądku. Jakże często zdarza się, że ktoś do upadłego żongluje hasłami negującymi Jarosława Kaczyńskiego, nie mając pojęcia o czym tak naprawdę mówi. Nie ma świadomości, że powtarza starą wytartą kalkę, zbudowaną nie na merytorycznych argumentach przeciw, lecz na negatywnych, prostych emocjach.
Chciałbym się zapytać wszystkich oponentów. Czy to źle, że Kaczyński chce Polski silnej, sprawiedliwej, przejrzystej i dumnej ze swojego dziedzictwa? Czy naprawdę trzeba to wszystko odrzucić i zabronić mu działać, ponieważ nie dąży do tych celów pod auspicjami lewicowych ideologii?
Ps. Nie jest to tekst wyborczy, choć wiem, że i tak nikt w to nie uwierzy. Chcę tylko uzmysłowić, że Jarosław Kaczyński jest źle traktowany i strasznie żenujący jest owczy pęd w ciągłym ośmieszaniu jego osoby. Do Bronisława Komorowskiego nie mam w zasadzie nic i nie uprawiam przedwyborczej dychotomii Jarek naj..., Bronek nul.. Właściwie to tak naprawdę więcej ich jako ludzi łączy niż dzieli, i w normalnych warunkach (w innym kraju) byliby pewnie w jednej partii.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)