Kuba Pacan Kuba Pacan
70
BLOG

Czy Komorowski zjednoczy Polskę jak Łokietek?

Kuba Pacan Kuba Pacan Polityka Obserwuj notkę 12

Mamy Prezydenta zgody narodowej. W czasie kampanii Bronisław Komorowski ciągle powtarzał, że zgoda buduje, że jako Prezydent chce być dla wszystkich. Zapewniał, iż nie dzieli Polaków na tych z Polski A i z Polski B. Przekonywał, że jeśli zaczniemy budować razem to zaprowadzimy nasz kraj daleko w dziedzinie dobrobytu i reform.

Życzę mu by był Prezydentem wszystkich Polaków. Pragnę, jak miliony innych moich rodaków mieć jednego Prezydenta, o którym każdy z nas powie „mój Prezydent”. Pragnę, by wojna polsko-polska się w końcu skończyła i chcę żebyśmy się wszyscy razem zaczęli szanować. Dlatego mimo iż głosowałem na Jarosława Kaczyńskiego, akceptuję Prezydenta Komorowskiego i życzę mu by do historii przeszedł jako ten, który nas pogodził i posklejał to fatalne pęknięcie w naszym społeczeństwie. Życzę mu, bym za pięć lat mógł powiedzieć „Bronisław Komorowski był też moim Prezydentem”. Póki co, daję Prezydentowi elektowi kredyt zaufania, nawet w obliczu jego ostatnich szybkich, niefortunnych i niezrozumiałych posunięć personalnych.

Jego osobowość, temperament i polityczne centrum sprawiają, że jako prezydent ma szansę zbudować zgodę narodową. W jego lapsusach i nieporadności jest coś ludzkiego i ujmującego. Coś co go do ludzi przybliża i mu ludzi jedna. Może mu też pomóc też fakt, że jako konserwatywny polityk działa w liberalnej partii. Jako niepodległościowy antykomunista poparł grubą kreskę. Jest w nim wiele pierwiastków, które do jakiegoś stopnia łączą go ze wszystkimi liczącymi się stronami polskiej sceny politycznej. Są w jego historii punkty zaczepienia, od których może nawiązać dialog i pojednanie z różnymi nurtami polskiej polityki. Bronisław Komorowski ma potencjał by być dla wszystkich.

Poza tym ma już 57 lat i w polityce osiągnął wszystko. Jest więc w wieku przedemerytalnym, a pozycja Prezydenta daje mu bezpieczeństwo do samodzielnego działania. Po prezydenturze mógłby spokojnie odejść na spoczynek w glorii chwały. I tak osiągnął szczyty. Cóż można chcieć więcej? Teraz już może pracować tylko na swoje nazwisko. Ponadto nigdy nie miał takich ambicji politycznych jak np. Donald Tusk czy Aleksander Kwaśniewski. Może więc już spokojnie nie martwić się o przyszłe polityczne interesy i sojuszników, tylko działać na rzecz dobra wszystkich, często wbrew interesom partyjnych pryncypałów.

Oczywiście Bronisław Komorowski nie pogodzi Polaków w dzień czy miesiąc, do tego trzeba lat. Hiszpania po wojnie domowej z lat 1936-1939 jest głęboko podzielona do dzisiaj i to w stopniu ciężkim do zrozumienia dla wielu z nas. Poza tym nawet przy najszczerszych chęciach Komorowski, nawet przy piastowaniu tak wysokiej funkcji, nie będzie w stanie sam jeden zjednać wszystkich Polaków i pogodzić tak wiele zantagonizowanych nurtów. Ale może próbować. Jako Prezydent może, a nawet musi bo to obiecywał w kampanii, inicjować pojednanie, organizować spotkania różnych grup na neutralnym gruncie, próbować godzić i jednać. I co najważniejsze dawać świadectwo pojednania, swoim osobistym, prezydenckim przykładem. Świadectwo będzie dawał przez własne słowa, opinie, komentarze, podpisy pod poszczególnymi ustawami i politykę personalną.

 

Budowanie zgody oznacza, i to jest najtrudniejsze, traktowanie wszystkich na równi. Budowanie zgody, to nie faworyzowanie żadnej grupy, partii, lobby czy „swoich”. W przypadku Prezydenta idzie to nawet dalej, i polega na ciągłym udowadnianiu, że się jest obiektywnym i bezstronnym. Do tego potrzeba własnego, potężnego zaplecza politycznego, które jest dodatkowo wewnętrznie zróżnicowane i pochodzi z różnych źródeł.

Jeśli chodzi o politycznych sojuszników Bronisława Komorowskiego, to ławka jego (nie platformianych) zauszników jest krótka i nieco podejrzana. Przyjaźnie z takimi ludźmi jak Janusz Palikot czy Marek Dukaczewski są, łagodnie mówiąc niefortunne. Do tego dochodzi jakaś grupka ludzi, którzy z polityki musieli kiedyś odejść i nie wiadomo dlaczego. Właściwie najwięcej jego politycznych zasobów, tzn. tych nie pochodzących z PO, jest wśród wojskowego betonu. A to nie najlepsza kuźnia kadr we współczesnym państwie jakim chce być Polska. Jednak niczego nie przesądzam. Mimo że na pierwszy rzut oka brakuje Prezydentowi Komorowskiemu kadr, to trzeba pamiętać, że działa w polityce grubo ponad trzydzieści lat. Przez ten czas poznał tysiące różnych ludzi, z których setki to na pewno jednostki wybitne. Nietrudno ich teraz będzie poszukać i skaptować do pracy z prezydentem.

Bronisław Komorowski nie ma swojego zaplecza ani frakcji w PO i na obecną chwilę jest w tym obszarze niemal w 100% zależny od Donalda Tuska. Jarosław Kaczyński ma swój zdecydowany elektorat. Ma go też donald Tusk. A nowy Prezydent jest kandydatem zastępczym. Wybory wygrał dzięki głosom PO. Ci, którzy teraz na niego głosowali, mityczna klasa średnia z mitycznym wielkomiejskim yuppis, zrobili to z niechęcią. Jeśli można już kogoś nazwać jego elektoratem, to młodych emerytów albo ludzi tuż przed nią ze średnich i dużych ośrodków. I bardziej łączy ich z Komorowskim doświadczenie pokoleniowe i takie same patrzenie na wiele rzeczy niż sprawy stricte polityczne.

Zgoda buduje. Zgoda tak w wymiarze międzyludzkim jak i między większymi grupami społecznymi oznacza szacunek i uznanie w równości, a co najważniejsze akceptację. Można kogoś nie rozumieć, ale trzeba go szanować. Zgoda oznacza wysuwanie na plan pierwszy tego co łączy a nie tego co dzieli. Oznacza obsadzanie ważnych stanowisk politykami umiarkowanymi i chętnymi do współpracy, a przede wszystkim ekspertami. Tak zrobił Jarosław Kaczyński podczas kampanii prezydenckiej. Szefami kampanii zrobił polityków środka, umiarkowanych, a radykalne skrzydło oddelegował głęboko w cień. Czy Prezydent będzie powoływał ludzi nie według partyjnego i towarzyskiego klucza, tylko według kryteriów merytorycznych? Takim działaniem sprawiłby dla pojednania narodowego wiele więcej niż składając setki deklaracji i zapewnień.

I rzecz najtrudniejsza. Do prawdziwej zgody narodowej Prezydent doprowadzi tylko wówczas, kiedy sprawi, że projekt cywilizacyjny prawicy zostanie uznany na równi z tym liberalno-lewicowym. To są sprawy fundamentalne, niesamowicie trudne do przeprowadzenia, ale bez nich prawdziwej zgody nie będzie. Do „ruszenia” tak gigantycznego tematu potrzeba siły i determinacji męża stanu. Ale niczego Prezydentowi Komorowskiemu nie odmawiam. Wielu było mężów stanu, którzy weszli na prezydencki, ba papieski stolec trochę z przypadku, a zapisali się potem wielkimi zgłoskami.

Zgoda narodowa wymaga szacunku i prawa do istnienia Jarosława Kaczyńskiego, PIS, Radia Maryja etc. Ale wymaga też szacunku i zgody na istnienie i działanie „Gazety Wyborczej”, SLD, ateistów i wolnomyślicieli. Sądzę, że pierwszym ważnym skowronkiem narodowego pojednania byłyby wpisy na internecie. W momencie, kiedy w czasie prezydentury Komorowskiego ukazywałoby się tam coraz mniej obraźliwych postów na „kaczyzm”, „radio ma r....ja.” i „michnikowszczyzna”, można by powiedzieć, że zaczyna się rodzić zgoda.

Ciężko też będzie o zgodę, kiedy media mainstreamowe będą ciągle przeciwstawiały prezydenturę Bronisława Komorowskiego prezydenturze Jarosława Kaczyńskiego. Na zasadzie dobry i zły glina. A Prezydentowi się od nich odciąć. W czasie kampanii zaciągnął u nich potężny dług zaufania. Formę zapłaty przedstawił już Jacek Żakowski w „Gazecie Wyborczej” 5 lipca „Panie Prezydencie, kimkolwiek Pan jesteś. Pańska najważniejsza misja to ostateczne dorżnięcie zarazy, zerwanie z IV RP i przywrócenie polskiej polityki na sensowne tory. Jeżeli da Pan radę, będzie Pan miał w kieszeni nie tylko druga kadencję i sukces swojej partii w wyborach parlamentarnych, ale też trwałe miejsce w galerii polskich mężów stanu. Jeśli nie – razem ze swoją formacją utonie Pan w chaosie, który IV RP nieuchronnie tworzy” (za Łukaszem Warzechą „Fakt” nr156 z 7 lipca 2010).

Jaka będzie prezydentura Komorowskiego? Można dziś tylko zgadywać. Pewne jest raczej, że jego pierwsze 500 dni piastowania prezydenckiego stolca, będzie wypełnianiem zleceń Donalda. Czy zdąży się potem usamodzielnić i działać na rzecz pojednania wszystkich? Czy sprawi, że tysiące takich jak ja powie pod koniec jego prezydentury, że jest prezydentem wszystkich Polaków? Czy może na koniec w „garści nie zostanie nic”. Czas pokaże. Na razie jako obywatel dałem mu swój malutki kredyt zaufania.

Kuba Pacan
O mnie Kuba Pacan

Od centrum w prawo :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka