Maciej historyk Maciej historyk
480
BLOG

Boże inwazje Philipa K. Dicka

Maciej historyk Maciej historyk Kultura Obserwuj notkę 3

(Tym razem zachęcam do lektury najnowszego tekstu Łukasza)

źródło: www.philipdick.com

Książki Philipa K. Dicka tworzą jeden z najdłuższych szeregów w mojej biblioteczce. Pozornie to tylko science-fiction, raczej rozprawy filozoficzne czy też teologiczne zgłębiające teorię poznania. Zdaję sobie sprawę, że dosyć ryzykownym jest  stawiać Dicka obok Kartezjusza i Kanta, jednak to właśnie dzięki temu zestawieniu, którego dokonał Jan J. Franczak w swoim artykule “Myślę, więc jestem?”, w ogóle odkryłem tego autora.

Wspomniany artykuł ukazał się przed kilkoma laty we Frondzie (nr 34), pośród innych poruszających tematy mistycyzmu i relacji z Bogiem w prozie Dicka. Kim on jest, u licha? – pomyślałem. Umówmy się, tytuły takie jak Druciarz Galaktyki czy Słoneczna Loteria na pierwszy rzut oka nie sugerują, że autor wyszedł ze swoją twórczością poza literaturę rozrywkową, którą czytamy w czasie podróży pociągiem lub autobusem.

Z Dickiem jest inaczej. Zaczął tworzyć w latach 50-tych zeszłego stulecia powieści realistyczne, których na szczęście nikt nie czytał. Fiasko na tym polu dało impuls do przerzucenia się na science-fiction, w którym więcej chyba dystansu do fiction, a już na pewno traktowanie z lekka science.

Kim jestem? Czy istnieję? Czy świat wokół mnie jest rzeczywisty? To pytania obecne w całej prozie Dicka, choć często ukryte pod płaszczem pozornie infantylnej tematyki czy kosmiczno-rozrywkowej fabuły. W sam raz na bezsenność listopadowej nocy.

Takiej właśnie nocy sięgnąłem po raz kolejny do jego najbardziej znanej powieści – do Ubika...

(Całość tekstu znajduje się tutaj: http://www.kuchniahistoryczna.pl/boze-inwazje-philipa-k-dicka/)

 Zapraszam także do wizyty na facebooku: 

http://www.facebook.com/pages/Kuchnia-historyczna/237199766330069?sk=wall

Światopogląd konserwatywny, wzrost wysoki; w mieście, ale nie lubię miasta; bluesa lubię, piwo jałowcowe... Wspólnie z Łukaszem, "towarzyszem podróży", prowadzę blog, który, mam nadzieję, jest początkiem czegoś ważnego. Będziemy zachęcać zacne salonowe grono do regularnych odwiedzin... "Dlaczego Kuchnia historyczna? Interpretować tę kuchnię trochę jak synonim alchemii?" - pyta Lula322. Hmm, przenikliwy trop - alchemia... Metaforyczny, mistyczny... Trochę też wolnomularski;-) Czy chcielibyśmy przenosić czytelników w sferę: prawdy, dobra i piękna? - bardzo byśmy! Człowiek - substancja poddawana rozmaitym procesom... Podoba mi się ten trop. Chcemy też żeby było trochę "w poprzek" i żeby raczej czosnkiem pachniało niż farbą drukarską... Czujemy ponadto, że z życia publicznego eliminowany jest (subtelnie lub całkiem ordynarnie) pewien typ wrażliwości - powołujemy się na tę wrażliwość, ogrzewamy się przy niej... Oblężonej twierdzy tylko nie chcemy - duuużo światła z zewnątrz nam trzeba. Trochę kuchni, trochę historii, trochę historii "od kuchni". Tyle. I jeszcze Łukasz... Czy można zbudować piękną opowieść obierając sobie za punkt wyjścia posiłek? Wierzę, że tak. Na pewno można snuć historię przy stole, wieczerzając choćby. Bo czy na przykład taki bigos hultajski nie jest dobrym pretekstem by wspomnieć antenatów naszych? Czy antałek trójniaka nie przywodzi na myśl imć Zagłoby i oblężenia Zbaraża? Nawet gorzałka i śledź mogą odnaleźć swoją opowieść, na przykład zasłyszaną niegdyś z ust rotmistrza Augustowskiego o Józefie Mackiewiczu, którego okowita wpędzała w ponury nastrój, każdy haust poprzedzało długie wpatrywanie się w przestrzeń za oknem, sam zaś akt był zdecydowany, szybki i gwałtowny. Jakby jakąś myśl chciał zabić, jakby serce uciszyć. To ledwie kilka przykładów. Z kuchnią można podróżować przez kraje, przez wieki. Spożywać skrzydełka kurczaka przyrządzone przez Rossiniego, biesiadować na uczcie u Wierzynka czy też w ciszy, w kryjówkach, w puszczach chleb zwykły z żołnierzami Armii Krajowej dzielić...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura