Wniosek Ruchu Poparcia Palikota jest z pewnością próbą zademonstrowania przez nową formację parlamentarną wierności laickim ideałom neutralności państwa wobec religii i przekonań światopoglądowych. Może kryć się za tym także troska o przestrzeganie przez władze publiczne obowiązującego prawa i obowiązujących ustaw, które kształtują neutralność światopoglądową państwa.
Polska Konstytucja w art. 25 ust 2. mówi wyraźnie, że władze publiczne zachowują bezstronność w sprawach religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, natomiast ustawa o gwarancjach sumienia i wyznania z 1989 roku stanowi, że Rzeczpospolita jest państwem świeckim i neutralnym w sprawach religii i przekonań. Ekspozycja symboli religijnych w siedzibach władz publicznych, w salach obrad izb parlamentarnych czy rad samorządowych nie ma więc żadnego umocowania prawnego. Nijak ma się to również do art. 1 Konstytucji, który mówi, że Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. To, że lansowany jest tylko chrześcijański symbol religijny, narusza nie tylko powyższe ustawy, ale także zasadę równouprawnienia Kościołów i związków wyznaniowych.
Tymczasem od 1989 roku mamy w sferze publicznej – a szczególnie w polityce – do czynienia z instrumentalizacją chrześcijańskich symboli religijnych. Począwszy od tragedii smoleńskiej, obserwujemy rosnące zawłaszczanie przestrzeni publicznej przez część środowisk katolickich. Symbole religijne (przede wszystkim krzyże) pojawiają się w rozmaitych miejscach publicznych. Stawia się je nie tylko w miejscach do tego przeznaczonych, w obiektach sakralnych, na cmentarzach, ale także na placach czy – jak w wypadku sporu na Krakowskim Przedmieściu – przed siedzibami najwyższych władz państwowych. Krzyż – a szczególnie krucyfiks – dla chrześcijan wyraża konkretne przesłanie religijne. Nie dziwię się, że zwłaszcza obywatele innych wyznań czy niewierzący, mający światopogląd agnostyczny czy ateistyczny, ale także umiarkowani katolicy czują się we własnym państwie coraz bardziej obco. Eksploatacja symboli prowadzi także do ich dewaluacji. Więcej szacunku do symboli powinny więc okazywać nie tylko środowiska kontestujące, ale i sami katolicy, zwłaszcza ze środowisk integrystycznych, które krzyżem posługują się jako swego rodzaju znacznikiem przestrzeni – politycznym obuchem, który się wykorzystuje w przestrzeni publicznej. Potrzeba manifestowania przynależności religijnej dziwi w sytuacji niemal 90-procentowej dominacji katolików w sferze wyznaniowej.
Z drugiej strony państwo neutralne światopoglądowo nie powinno ignorować tego, że część jego obywateli wyznaje światopogląd religijny. Neutralności nie można postrzegać jako wyalienowanej wartości państwowej – zawsze służy ona zabezpieczeniu wolności sumienia i wyznania obywateli, ale także swobody przepływu informacji i wyrażania poglądów. Jeśli dochodzi do kolizji neutralności państwa i wolności jednostek, wtedy neutralność powinna w odpowiedniej mierze ustąpić prawom jednostki. Państwo powinno być niekompetentne w sprawach wyznaniowych – nie ingerując swoim prawem w sferę konfesyjną. Nie powinno lansować bezpośrednio czy nawet pośrednio określonych postaw religijnych, a symbolika państwowa nie powinna obejmować symboli światopoglądowych.
W praktyce bezwzględna realizacja zasady neutralności światopoglądowej jest jednak trudna. Nawet w Stanach Zjednoczonych, które są najbliższe ideałowi, Sąd Najwyższy mówi o „życzliwej neutralności”, która nie jest ani aptekarska, ani nie oznacza całkowitej obojętności. Innego rodzaju neutralnością jest neutralność we Francji, gdzie można zauważyć – szczególnie wobec islamu – pewną niechęć do obecności religii w sferze publicznej. Przejawiło się to w 2004 roku we wprowadzeniu zakazu noszenia ostentacyjnych symboli religijnych w szkołach publicznych, czy w tym roku w zakazie modlitw w miejscach publicznych. Neutralność nie oznacza, że religijność nie może być manifestowana publicznie. Wyraźnie widać, że państwo republikańskie żyje nadal w zgodzie z zasiedziałymi wspólnotami, jak katolicyzm, protestantyzm czy judaizm. Z drugiej strony nawet w tej neutralnej światopoglądowo Francji kapelani są opłacani – nawet muzułmańscy – ze środków publicznych. W Europie nie ma modelu rozdziału Kościoła i państwa rozumianego jako mur separacji między wyznaniami.
Stworzenie polskiego modelu rozdziału państwa i Kościoła będzie trudne. We wszystkich krajach, w których został wprowadzony system rozdziału państwa od Kościoła, dyskusje nie były wolne od emocji. Nie wyobrażam sobie w Polsce innego modelu niż model tzw. przyjaznego rozdziału, który zakłada jednak pewną szerszą obecność religii w życiu publicznym, niż to się odbywa w takich państwach jak Francja czy Stany Zjednoczone. Należy pamiętać, że na straży obecności pierwiastków religijnych stoją w Polsce także międzynarodowe zobowiązania, zwłaszcza konkordat z 1993 roku. Z powodzeniem można jednak osiągnąć taki stan relacji Kościół – państwo, w którym obywatele innych wyznań – ale również umiarkowani katolicy – będą się czuli bardziej u siebie. Wymaga to usunięcia szczególnie jaskrawych form obecności religii w życiu publicznym. A piastujący funkcje publiczne powinni powstrzymywać się przed szczególnie wyraźnymi formami zaangażowania religijnego. Takie ograniczenie nie zaszkodzi Kościołowi katolickiemu, a sprawi, że opadną społeczne frustracje zwłaszcza w środowiskach umiarkowanych czy różnowierczych.
* Paweł Borecki, adiunkt w Katedrze Prawa Wyznaniowego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.
** Tekst ukazał się w Kulturze Liberalnej z 25 października (nr 146) w ramach Tematu TygodniaZdejmiemy krzyż i co dalej?. Więcej tekstów - CZYTAJ TUTAJ


Komentarze
Pokaż komentarze