Do tej krótkiej notatki natchnął mnie wpis Richarda Mbewe (http://richardmbewe.salon24.pl/index.html), który próbuje analizować stan służby zdrowia w kontekście strajków lekarzy. Podzielam jego poglądy na ten temat. Niemniej jednak dodam kilka moich przemyśleń.
Pomysł z kasami chorych czy NFZ jak zwać tak zwać, byłby dobry, gdyby zachować jedno założenie reformy służby zdrowia, założenie, że "pieniadze idą za pacjentem". Niestety teraz nie idą, mimo deklaracji jakie padały w czasie wprowadzania kas chorych przez rząd Buzka. Osoby pracujące płacą składkę, która jest potem rozdzielana na poszczególne placówki służby zdrowia poprzez tak zwane kontrakty, zanim jakikolwiek pacjent się pojawi. To jest całe zło.
Moim zdaniem, NFZ powinien trzymać kasę. Gdy pacjent przychodzi do szpitala lub przychodni, NFZ wtedy wypłaca kasę, lub ją uruchamia na rzecz tego pacjenta. Ważne są tu szczegóły, żeby przy dłuższym leczeniu pieniądze spływały zanim się leczenie skończy. Podstawowa zasada, że kasa będzie dopiero jak pacjent przyjdzie powinna być zachowana.
NFZ będzie finansować z naszych składek leczenie podstawowe, czyli ten słynny koszyk świadczeń. Należeć się to będzie nam jak psu zupa. Każde dodatkowe leczenie powinno być finansowane z kieszeni pacjenta lub polisy ubezpieczeniowej. Należy stworzyć prawo umożliwiające zawieranie rozsądnych ubezpieczeń, podobnie jak przy ubezpieczeniach komunikacyjnych.
Powyższe podejście spowoduje upadek tych ośrodków, do których pacjenci nie chcą przychodzić, za to środki pójdą tam, gdzie są dobrzy lekarze, ośrodki o dobrej reputacji.
Można też rozważyć całkowitą likwidację NFZ, wprowadzić obowiązkowe ubezpieczenie (jak OC dla kierowców) i dobrowolne. Wówczas kontrolę wydatków szpitali przejmą zakłady ubezpieczeń, które ne dadzą sobie wcisnąć byle czego. Ten scenariusz uważam za najlepszy. A że kilka osób umrze bo nie byli wystarczająco przewidujący i się nie ubezpieczyli... no cóż. Głupcy wymrą, kolejne pokolenie będzie miało doświadczenie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)