Jest kilka tematów, które do czasu do czasu powracają w dyskusji publicznej. Jednym z nich jest wprowadzenie zakazu kandydowania do Sejmu osobom skazanym. Taka konstrukcja prawna jest sztuczna i prowadzi do wielu kombinacji. Jestem jej przeciw, gdyż w chwilę potem zaczyna się spór, jakie wyroki, za jakie przestępstwa czy wykroczenia odbiorą prawo do kandydowania. W końcu jak ktoś coś przeskrobał i poniósł karę, to odbieranie mu biernego prawa wyborczego jest karą dodatkową - nie zasądzoną przez sąd. Sprawa jest jasna gdy w momencie wymierzania kary sąd postanowi odebrać obywatelowi prawo wyborcze. A gdy tego nie zrobił? Pachnie to ograniczaniem swobód obywatelskich...
Z drugiej strony wcale mi się nie uśmiecha oglądać beszczelne gęby osób, które uciekając przed sprawiedliwością skryli się za mandatem poselskim. Co do zasady się zgadzam. Co do metody nie.
Co w takim razie w zamian? Jaką zaproponować metodę? Rozwiązanie jest proste. Ordynacja większościowa z jednomandatowymi okręgami wyborczymi. Jeżeli lokalna społeczność chce mieć za przedstawiciela złodzieja, proszę bardzo. Ale w większości przypadków w okręgu wyborczym będzie wiadomo kto jest kim i oszust, złodziej czy inny bandyta do sejmu się nie dostanie. Już na etapie walki wyborczej podejrzany kandydat zostanie wyeliminowany a jeżeli na jaw wyjdą machloje po wyborach, to w JOW istnieją metody odebrania posłowi mandatu przez wyborców w jego okręgu.
Możecie Państwo mieć inne zdanie, ale zanim je wygłosicie, proszę o zapoznanie się z zasadami JOW. Myślę, że ten kto je zna i czuje, będzie podobnego co ja zdania.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)