Times pisze:
"L.Kaczyński podkreślił, że nie może poprzeć czegoś, co sprawi, że Polska stanie się jednym z przegranych".
Pomijam sprawy siły głosów akceptujących i blokujących w każdej metodzie głosowania. To już było dyskutowane w S24 wielokrotnie. Problem moim zdaniem jest inny. Im bliżej do rozstrzygnięcia, bez poparcia od innych członków Unii, Polska staje się samotnym wojownikiem o "Pierwiastek". A co robi grupa kumpli, gdy jeden zawsze jest innego zdania i nie daje się przekonać? Grupa zaczyna wypracowywać metody, które zmarginalizują malkontenta, z malkontenetm nikt potem nie będzie chciał zawierać sojuszy bo każdy będzie się obawiał jego reakcji i posądzeń grupy o malkontenctwo. W końcu chłopina się obrazi i powie gdzie ma grupę i vice versa. Także wychodzi na to, że Kaczyński staje przed nie lada dylematem, między wyborem gdzie Polska zawsze będzie przegranym niezależnie od podjętej decyzji. Teraz trzeba wybrać takie rozwiązanie, które w długiej perspektywie czasu będzie korzystniejsze. Kaczyńscy nie lubią kompromisów, a przyjęcie metody podwójnej większości musiałoby prowadzić do aktywności w tym względzie. Kaczyńscy lubią bezwzględną większość. Gdy jednak mimo wszytko i na przekór wszytkiego Polska zostanie osamotnoina w Unii, to może okaże się, że do Unii należy, ale jest trochę z boku, do strefy wpływów Rosji też nie chce. I co? Trzeba się będzie kumplować z Amerykanami. I może właśnie o to chodzi?
Moim zdaniem to wrogów trzeba mieć daleko a przyjaciół blisko. Panowie K są chyba innego zdania. Kto ma rację i co komu z tego przyjdzie pokażą następne lata. Też nie chcę być w grupie przegranych, tylko czy to co dzisiaj wydaje się zwycięstwem nie okaże się jutro porażką? Lub odwrotnie?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)