Wyjeżdżając za granicę, nad ciepłe morze, zostawiłem Polskę gdy Kaczyński proponował janoskiowe referendum (zabrać bogatym oddać pielęgniarkom), pielęgniarki wciąż koczowały w Warszawie czekając na spotkanie z Jarosławem, świeży był niby sukces negocjacji w sprawach pierwiastka.
Trzy tygodnie bez telewizji, radia, gazet i internetu pozwala na nabranie dystansu do otaczającej nas rzeczywistości.
Wracam. I co? Pielęgniarki wciąż czekają (w końcu zwijają zrezygnowane cały ten swój majdan), afera gruntowa, Lepper już poza rządem, tworzą się LiSy, CBA wykonuje niejasne ruchy i pewnie będą próby utworzenia komisji śledczej, Jarosław straszy wyborami... słowem, nic nowego.
Ten rząd, ta koalicja, ci Kaczyńscy, to naprawdę żenujący poziom kierowania państwem. Średnio co miesiąc nowa afera, nowe przesilenia, straszenie się nawzajem, wyjmowanie kwitów, nasyłanie CBA na innych, szukanie agentów. Żałosne widowisko, szczególnie, że odciąga uwagę od spraw ważnych.
Kilkunastodniowa przerwa w śledzeniu bieżących wydarzeń utwierdziła mnie w przekonaniu, że te wydarzenia są nic nie warte, medialne bańki mydlane, szkoda czasu, nerwów i języka na roztrząsanie kto kogo i dlaczego.
A jak przyjdzie czas wyborów, to ja im już pokażę. Niech sami na siebie głosują. Ja głosuję na słońce, wodę, wiatr, las, góry, rzeki. I czas zaplanować emigrację. Prawdziwą.


Komentarze
Pokaż komentarze