Obiecałem sobie, że do wyborów tu nie zajrzę, gdyż poziom komentowania absurdów przekroczył w moim rozumieniu wszelkie granice. Nie chciałem w tym uczestniczyć.
Dzisiaj zalogowałem się po raz pierwszy. Cieszę się, że udało mi się wytrzymać, chociaż było trudno nie komentować zdarzeń jakie miały w ostatnim miesiącu miejsce. I nie czytać komentarzy. Gdybym się jeszcze odciął od telewizji radia i prasy... Może następnym razem, kto wie...
Ta kampania różniła się znacząco od poprzednich. Kiedyś mogłem jeszcze otrzymać do własnej skrzynki pocztowej list od kandydata. Teraz ani jednego. Kampania poszła w media. I tylko w media. Kontakt z wyborcami to wyłącznie niemal konwencje na które spędzono zwolenników - żeby oczywiście pokazać w mediach siłę i poparcie. Ogromne pieniądze przeznaczone na kampanię trafiły do telewizji, sporo do prasy, internetu i właścicieli bilbordów. To są prawdziwi wygrani w tych wyborach.
Czas byłoby to zmienić. JOW - nie byłbym prawdziwym ich zwolennikiem, gdybym przy okazji wyborów nie przypomniał o zmianie ordynacji. Uważam, że zmiana byłaby w tym momencie naszej demokracji bardzo pożądana. Gdyby były JOWy, kampania rozgrywałaby się lokalnie a nie centralnie i to jeszcze na dodatek w telewizji. Byłaby więc tańsza, byłaby większa szansa poznania kandydatów, a co najważniejsze, prawie każdy mógłby spróbować kandydować bez konieczności zapisywania się do partii i proszenia o łaskę wpisania na listę partyjnych bossów.
Pozdrawiam wszystkich salonowiczów. Życzę udanego wyboru.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)