Leszek. Leszek.
296
BLOG

Papiestwo demiurgiem Europy. I

Leszek. Leszek. Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Temat jest dość obszerny, znacznie wykraczający poza ramy jednej czy choćby pięciu notek.
Niniejsza notka stanowi jedynie wstęp do zasadniczego tematu jaki chcę poruszyć.

Opowiada się wiele o chrześcijańskich korzeniach Europy, o chrześcijańskich wartościach jakie dzięki kościołowi katolickiemu uformowały tę Europę, przypisuje się też kościołowi katolickiemu zasługę w przechowaniu dziedzictwa, jakie pozostało po Inperium Romanum.
W ogóle jeśli już cokolwiek niepochlebnego o "chrześcijaństwie" się publicznie napomyka, to jedynie przy okazji wspominania Inkwizycji i - oględnie pisząc - pewnej niechęci wobec zbytniej innowacyjności w nauce.
Niektórzy zresztą z działalności Inkwizycji i uporczywego oporu wobec naukowych odkryć uczynili główny oręż w walce z jakąkolwiek religijnością wzorem towarzysza Marksa pokrzykując, że "Religia to opium dla mas" i upatrując we wszelkich religiach źródła wszelkiego zła.
Czynią to z... religijną wręcz żarliwością często ocierającą się o fanatyzm czym dowodzą, że przynajmniej co do tego opium mają rację.
A jak było naprawdę?
Prawda jest niestety dla kościoła katolickiego (który będę nazywał papiestwem jako że miano "Koscioła mu się według mnie nie należy) mocno niepochlebna.
Nie neguję tego, że papiestwo (a raczej ludzie z nim związai) czynili i dobro ani tego, że było tego dobra całkiem sporo.
Trudno zreszta by było inaczej choćby tylko z racji jego masowego charakteru, czasu istnienia i tego, że żadna instytucja nie utrzyma się czyniąc wyłącznie zło, jednak według mnie ciemne strony papiestwa przeważają i to zdecydowanie.
Szczególnie, że działalność katolika a działalność Instytucji jaką był kościół nie zawsze się pokrywała i tak zresztą pozostaje do tej pory.
Zacznę od tego, że kościół katolicki to instytucja NIC wspólnego z kościołem o którym mowił Jezus a za Nim powtarzali apostołowie nie ma i nigdy nie miała.
O ile jeszcze przez pierwsze wieki liczne gminy rozsiane po Europie bywaly chrzeńskijańskie (nie wzystkie, nie wszystkie...) o tyle instytucja powołana de facto do życia przez Konstantyna odchodziły z biegiem lat od chrześcijaństwa zdecydowanie i bez oglądania się na nic aż w dość krotkim czasie - po ledwie kilku wiekach doszło papiestwo do zanegowania istoty i sensu chrześcijaństwa.
Żeby nie być gołosłownym:
Jezus mówiąc o swoim kościele mówił o duchowej wspólnocie wierzących, równych sobie i poddanych wyłącznie Bogu otwarcie besztając uczniów kiedy nagabywali o Go o wskazanie jakiegoś przywódcy czy choćby dominującej we wspólnocie osoby..
Ten sam Jezus otwarcie zapowiedział, że Jego kościół zawsze będzie mniejszością i to mniejszością prześladowaną, co więcej - równie otwrcie wskazał, że narodowość czy bycie czyimkolwiek poddanym jest kwestią w ogóle nieistotną, chrześcjanin bowiem jest od momentu nawrócenia "obywatelem" królestwa, w którym panować będzie Jezus. Nie da się nijak wywnioskować z tego, co mówił Jezus, żeby kiedykolwiek Jego Kościół miał dzierżyć władzę nie tylko świecką ale i duchową i to władzę absolutną.
Jasno dał do zrozumienia, że w Jego kościele nie będzie kasty kapłanów pośredniczących między nimi a Nim (a tym samym i Bogiem), wskazał też, że jest w stanie osobiście kościołem (a więc i każdym wierzącym) kierować co zresztą przyobiecał.
Oznacza to tylko tyle i aż tyle (a zostało to poświadczonem cudem - samoistnym rozdarciem zasłony w Świątyni w momencie kiedy Jezu skonał ze słowami "Wykonało się!" na ustach) że jego śmierć i zmartwywstanie daje każdemu możliwość bezpośredniego (ściśle - za Jego, Jezusa wyłącznym pośrednictwem) dostępu do Boga, tym samym rola kapłanów kończy się.
Zresztą - nawet i na tak zwany zdrowy rozum - rola kapłanów polegała i ograniczała się w zasadniczej swej warstwie do składania ofiar umożliwiającej jakikolwiek "kontakt" z Bogiem. W momencie smierci Jezusa o żadnych dlaszych ofiarach mowy być nie mogło bo w jakim niby celu?
Na koniec najważniejsze - nie da się inaczej odczytać przesłania Ewangelii (i całej zresztą Biblii) jak tylko jako deklaracji Boga, że każdy, kto wierzy Bogu dostąpi przez tę wiarę zbaienia a gwarantem tego jest doskonała Ofiara złożona przez Jezusa.
Po powyższym nie ma w katolicyzmie śladu (po wielu innych zresztą rzeczach również) jest i byla za to ściśle ziemska instytucja z gigantycznymi wpływani w polityce i gospodarce, monstrualnie rozbudowaną hierarchią mającą w pogardzie "ciemny lud" i realizującą jak najbardziej ziemskie interesy..
Postawiło się nadto papiestwo w roli Boga (a nawet ponad nim) "unieważniając" zbawienie przez wiarę i uzależniając je od neopelagiańskiej filozofii uczynków i konieczności odbywania mnóstwa zbędnych a dziwacznych rytuałów i obwieszczając, że jest w posianiu nie tylko monopolu na wykładnię słów Jezusa ale też stawiając własne czy też z tych czy innych względów mu wygodne "wynalazki" (czyli tzw. Tradycję) na równi z Jego słowami.
To mniej więcej (na początek) tyle, jeśli chodzi o podstawy papieskiego "chrześcijaństwa" przy czym nie należy zapominać o tym, że dość wcześnie zaczęło dopuszczać się ono zwykłych, orydynarnych fałszestw dla osiągnięcia materialnych jak najbardziej dóbr (Dar Konstantyna) i dla zapewnienia sobie władzy (Dekrety pseudoizydoriańskie) czy bezkarności (fałszerstwa symmachiańskie).
I o tym, że wyżej wspomniane trzy dokumenty weszły i to na stałe do wspomnianej Tradycji, będącej wedug papiestwa równorzędną Bożemu Słowu.

Powtórzę, bo to ważne - to cesarz Konstantyn do końca zresztą życia pozostający poganinem powołał do życia nie tyle może katolicyzm ile papiestwo i kierował się przy tym nie transcendencją a politycznym wyrachowaniem - chrześcijaństwo niosło ze sobą gigantyczny potencjał i znakomicie mogło posłużyć mu - po drobnych "modyfikacjach" doktryny rzecz jasna i przy życzliwości modyfikujących - do odbudowy świetności Cesarstwa.
Następcy Konstantyna zresztą jego myśl kontynuowali i rozwijali.
I nie da się ukryć, że pomogło a nawet przejęło niebawem jego funcje (na ile to było możliwe).
Nie można więc mówić - chcąc pozostawać w zgodzie z prawdą historyczną o Kościele Katolickim jako o instytucji religijnej a w każdym razie jako o czymś, co może być określanie przy pomocy przymiotnika "chrześcijański".
Mowy też nie ma o tym, jakoby papiestwo "przeniosło przez wieki ciemne ocalałą po upadku część jego wiedzy" bo (pomijając już to, że samo walnie przyczyniło się do tego, by pogasło możliwie dużo świateł) nie było żadnej katastrofy powodującej upadek Rzymu a papiestwo rękę w rękę z cesarzami piastowało w nim władzę, przed upadkiem więc Rzymu jak i po upadku Cezasrstwa - miało pełen i nieskrępowany niczym do tej wiedzy dostęp.

Jest to zapewne religia, jeśli rozumieć religię według panamarksowej wykładni - jako teatr odgrywany dla całych rzesz i pokoleń ludzi mający maskować rzeczywiste zamierzenia nawet nie tyle aktorów ile reżyserów i ułatwiać im rząd dusz..
Papiestwo bowiem powstało od samego początku jako instytucja służąca polityce i sobie; Konstatyn (poganin!) ustanawiając  "chrześcijaństwo: religią państwową nie napotkał na żaden opór ze strony posłusznych mu "biskupów" przebierających z niecierpliwości nogami by rozpocząć wyścig do wpływów, władzy i lubej kasy mimo tu i ówdzie podnoszących się wśród wierzących protestów..
Przyznać trzeba, że papiestwo mimo różnych przeciwności losu w tym wyścigu utrzymywało się cały czas w ścisłej czołówce przez dobrych kilkaset lat niezagrożone okupując pozycję lidera.

O czym w następnej notce.

Leszek.
O mnie Leszek.

Osobnicy o inteligencji niższej lub równej inteligencji owczarka niemieckiego, trolle a także gawędziarze nie potrafiący rozpoznać meritum notki na tym blogu banowani są niezwłocznie i z przyjemnością.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura