Nie można rozpatrując dowolny okres historyczny, szczególnie, kiedy w polu naszego zainteresowania są wielkie i różnorodne społecznoości ludzi brać pod uwagę wyłącznie zdarzeń odnotowanych na kartach historii.
Raz, że historia zwykle pisana jest przez zwycięzców a więc niekoniecznie odzwierciedla rzeczywistość a dwa - to siłą rzeczy obraz jednostronny i narzucony nam przez owych zwycięzców.
Konieczne jest co najmniej równą porcję uwagi poświęcić okolicznościom i środowisku w jakim odbywało się rozpatrywane zagadnienie a jedną z najważniejszych rzeczy (uporczywie pomijaną) jest ludzka mentalność i ich sposób postrzegania świata.
Rzecz jasna - wymyka się to ścisłemu opisowi, ani bowiem nie żyjemy w przeszłości ani też nie dysponujemy opisami sporządzonymi przez psychologów czy innych magików od ludzkiej duszy, sporo jednak możemy wydedukować na podstawie zwykłych obserwacji i odrobiny myślenia.
Jak więc postrzegalli świat u progu naszej ery ludzie?Co było dla nich istotne, czym żyli?
Warunki w jakich żyli ludzie nie były sielankowe - klęski głodu zdarzające się co jakiś czas a między nimi okresy, kiedy żywności ledwie wystarczało, mimo, że nad jej wytworzeniem trudziła się znacząca część ludzi - w tym dzieci i starcy.
Banalne dziś choroby zbierały śmiertelne żniwo a nierzadkie epidemie dziesiątkowały ludność.
Wysoka śmiertelność dzieci, średnia długość życia oscylująca w okolicach czterdziestki, ciężka praca nie dająca nawet gwarancji przeżycia - nie dziwi więc, że dla ówczesnych ludzi tym, co ich najbardziej zaprzątało poza walką o prtzetrwanie była religijność. Z trudem dając sobie radę w świecie materialnym, pociechy szukali w duchowym.
Za każdym krzakiem siedziała jakaś boginka, każdy opad deszczu (albo jego brak) to sprawka jakiegoś boga, złamana noga, obfite zbiory, zaraza, łagodna zima czy letnia wichura - to wszystko w rozumieniu łudzi było efektem działania bogów.
Bogów zwykle mało przyjaznych człowiekowi ale jednocześnie dającycch się łatwo udobruchać jakimś drobnym darem a ich zdecydowaną przychylność zyskiwało się darem obfitszy
Wrogość bogów nie była jednak dyktowana jakąś szczególną złośliwością - po prostu bóg od deszczu "gospodarował" sobie deszczem jak tam chciał nie dbając za bardzo o ludzi a stosowna ofiara, miała sprawić, że postąpi zgodnie z zamówieniem co jemu nie sprawiało różnicy a ludziom mogło w życiu ulżyć.
Bogowie mieli swoje, boskie sprawy a ludzie uznający swoją wobec nich niższość po prostu szukali sposobów jeśli już nie na zjednanie sobie ich życzliwości to przynajmniej neutralności.
Kilka rytuałów, złożona ofiara i powsztrzymanie się od rzeczy według samych ludzi za występne "załatwiało" im spokój ducha i pozwalało cieszyć się życiem o ile to tylko możliwe.
Zaprzątające ludzi pytanie "A co po śmierci?" również w pewnej mierze w niektórych religiach znajdowało mniej lub bardziej sensowną odpowiedź, tym większą więc estymą i znaczeniem cieszyły się religie.
Co więcej - ludzie na początku naszej ery pozbawieni byli niemal rozrywek - raz na jakiś czas publiczna egzekucja, sporadyczne pijatyki (sztuka destylacji dotarła do Europy dość późno, bo dopiero na przełomie XI i XII wieku), z rzadka jakiś romansowy skok w bok - i to tyle, jeśli chodzi o rozrywki.
Nie było sportów, polityki - ta była zarezerwowana dla arystokracji, która w odróżnieniu do dzisiejszych panów nie udawała, że interesuje icj o tej polityce opinia "zwykłych ludzi" - pozostawała religia.
Religia regulowała całe życie, wyznaczała cykl pracy i odpoczynku, kształtowała obyczajowość, określała to, co dobre a co złe, jej zasady były prawem, religia "oswajała" ciężkie życie i wrogi świat - była wszystkim.
Była tym bardziej ważna, że w kazdym człowieku drzenie - często nawet nie uświadamiana - teśknota za transcendencją, czyli - ludzie szukają Boga jak tam który umie.
Współcześńie to uczucie jest silnie tłumione - przez kulturę, przez "tryndy", przez modę wreszcie i zastępowane surogatami zwanymi "paską" czy "fascynacją" czymś tam.
Był jeszcze jeden aspekt silnie rzutujący na ludzką mentalność - ściśle okrelona, hierarchiczna struktura społeczeństw.
W nikim nie budziło żadnych, najmniejszych nawet wątpliwości to, że stojącemu wyżej w hierarchii wolno więcej a obowiązek posłuszeństwa wobec wyżej postawionych i przekonanie o ich uprzywilejowaniu wynikające z tytułu urodzenia bądź piastowanego urzędu nie podlegało nie tylko dyskusji ale i wątpliwości.
W dodatku - ta struktura była nadzwyczaj sztywna - również w tym sensie, że zmiana statusu społecznego było nieomal niemożliwe - o ile jeszcze degradacja nogła zdarzyć się każdemu jeśli dopuścił się szczególnie obrzydliwych postępków o tyle już zakwalifikowanie się do wyższej społecznie kasty było nieomal niemożliwe bez zaistnienia szczególnie korzystnych warunków i zależne było od widzimisię wyżej postawionych, z ktoirych zresztą tylko nieliczni mieli możliwość "awansowania" kogoś do wyższej kasty.
Do tych "wyżej postawionych" zawsze, w każdej kulturze i w każdej cyilizacji zaliczali się kapłani.
Stanowili oni "namacalny" lącznik z bogami a przy tym - co wynikało wprost z tego, czym się zajmowali - przypisywano im "znajomości" z siłami wielokroć potężniejszymi niż ludzie i to, potrafią rzekome koneksje wykorzystywać.
Rzecz jasna - kapłani robili wszystko, by takie przekonanie w ludziach ugruntowywać - dzięki temu wszak stawali się faktycznymi inżynierami dusz o władzy częstokroć silniejszej niż władza "ziemskich" władców.
Nie tylo, że i owi władcy sami poddani bywali silnemu wpływowi kapłanów bo i wśród nich przecież głód transcendencji nie był wiele mniejszy niż u pospulstwa, ale zdawali sobie sprawę z siły i potencjału jaki drzemie w religiach. Stąd też w co wyżej zorganizowanych społeczeństwach normą było, że władca jest jednocześńie najwyższym kapłanem tego, owego czy - jak w Rzymie - wszelkich bóstw.
Rozwiązywało to mnóstwo potencjalnych problemów koncentrując pełnię władzy w jednym ręku.
Rzecz jasna - wszystko co piszę to rozważania natury ogólnej, różnie to bywało w konkretnych sytuacjach, jednak co do zasady - rzeczy tak się właśnie miały.
W tak ukształtowane społeczeństwa wkroczyło chrześcijaństwo - początkowo w czystej swej formie, z czasem coraz bardziej podporządkowane interesom władców którzy po prostu nie mogli nie wykorzystać nowej religii stwarzającej im nowe możliwości wpływania na poddanych im ludzi.
"Kłopot" w tym, że i samozwańczy przywódcy chrześcijaństwa doskonale zdawali sobie sprawę z możliwości jakie daje im "właściwie" przedstawione ludziom chrześcijaństwo i mieli szczery (to chyba jedyny przypadek, kiedy papiestwo o szczeroość można pomówić) zamiar nie tylko w pelni te możliwości wykorzystać, ale znacznie je poszerzyć.
O tym JAK to zrobili napiszę w kolejnej notce.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)