Na czym więc polegało owo narzucanie rządu dusz i to ludom wielu kultur?
Rzecz zdawałaby się niemożliwa - i rzeczywiscie taka jest dla normalnych, przeciętnych ludzi.
Papieże jednak - jak większość polityków - to ludzie napędzani misją i żądzą władzy a przy tym w miarę upływu czasu przekonani o swojej ważności i wszechwiedzy.
Walczyło papiestwo o rząd dusz na trzech "frontach":
1. W zasadzie można powiedzieć, że ludziom powinno być wszystko jedno jakiego Boga będą czcić.
Mieli blade pojęcie o tym w co wierzyli dotychczas - bo w istocie ich wiara sprowadzała się do kilku obrzędów i paru ofiar a nowa religia nie propagowała niczego odstręczającego i przy tym dzięki adoptowaniu starych wierzeń była jakoś znajoma.
Co więcej - samo przesłanie - coraz bardziej wypaczane ale i coraz lepiej dopasowywane do między innymi oczekiwań ludzi było sporym magnesem.
Przyjmowano więc nową religię dość powszechie i bez zbyt wielkich oporów szczególnie, że to tylko na kartach książki do historii wygląda tak, że całe kraje nawracały się w kilka dni.
W rzeczywistości mijały pokolenia od czasu kiedy władca się ochrzcił "wraz z poddanymi" zanim ci poddani się połapali że zmienili religię, szczególnie kiedy mieszkali poza wielkimi ośrodkami miejskimi a takich była przecież większość.
To było proste, istotniejszy był drugi sposób.
2. Przede wszystkim - "chrześcijaństwo" było religią panujacą, co oznaczało nii mniej nie więcej jak tylko to, że wyznający inną religię byli przestępcami.
To bardzo motywowało do konwersji, podobnie jak i perswazje w rodzaju wybijania przednich zębów przyłapanym na łamaniu postów (jak w Polsce za Chrobrego) silnie przyczyniało się do umocnienia "wiary".
Ludzie, którzy zachowali resztki dawnej wiary upierali się najsilniej przy święceniu soboty, co było solą w oku papiestwa. Sobota jako dzień poświęcony Bogu był otwartym niemal sprzeciwem wobec nowego porządku i tak też było to odbierane - jako stawianie wierzeń wyżej, niż polecenia papieży.
Już Konstantyn zaczął prześladowania tych, którzy nie zechcieli podporządkować się nakazowi święcenia niedzieli i z czasem przesladowania ludzi tak czyniących stawały się coraz dotkliwsze aż niemal wszędzie wytrzebiono ten sprośny, niby to żydowski (a więc z definicji - obrzydliwy) obyczaj.
Jednak nie tylko na represjach zasadzało się krzewienie nowej religii.
Wysłannicy Watykanu mieli do zaoferowania porządek - nakierowany na realizację własnych interesów i często brutalny - ale zawsze był to porządek a w ludzkiej pamięci nigdy nie zatarła się wspomnienie jazd Hunów czy innych tzw, barbarzyńców.
Watykański porządek miał solidne podstawy i jest powielany bez wielkich zmian przez współczesne rządy - opieral się na wiedzy o tym, jak radziło sobie z organizacją życia podbitych społeczeństw Cesarstwa Rzymskie, którego całą przecież spuściznę przechwyciło.
Co więcej - papiescy emisariusze dysponowali wiedzą o jakiej nie śniło się na przykład Germanom i chętnie się tą wiedzą dzieliło (choć tylko w takim zakresie, który pomagał im zapanować nad danym obszarem).
Wreszcie kwestia autorytetu. Ludzie widząc, że cały szczyt społeczny chrzci się - z automatu uznawali, że "tak trzeba" - coś jak dzisiaj z demokracją.
A że funkcje państwowe mieszały się, łączyły i w większości były po prostu nieczytelne dla "zwykłych" ludzi - traktowali oni jako najzupełniej naturalne to, że oto ktoś przychodzi i mówi mu: " Od dzisiaj Macieju będziecie wierzyć w tak a tak".
Nie miał Maciej innego wyjścia jak temu się poddać - bo co innego mógł zrobić? Nie bardzo mógł decydować czy wolno mu się ożenić a zresztą - to byłby bunt.
3. I patent autorski papiestwa - najważniejszy: władza blisko ludu.
Dotychczasowym władcom wystarczało w zupełności to, że wiedzieli mniej więcej gdzie są granice ich królestw i póki podatki spływały w miarę regularnie i w wystarczającej ilości - nie bardzo interesował się tym, co się dzieje.
Dokładnie takie samo nastwienie szło "w dół" po drabinie społecznej i jakoś ludzie se żyli.
Ale widać koło któregoś papieża kręcił się jakiś praprzodek pewnego bandyty i szepcąc mu że "Zaufanie jest dobre ale kontrola lepsza" spowodował tyle, że kontrola stała się idee fixe papiestwa.
"Władza bliżej ludzi" i to najlepiej tak blisko jak tyllko się da.
Mająca do powiedzenia coś o WSZYSTKIM - o diecie (w piątek mięcha nie nada), o seksie (o-brzy-dli-wość), jak się ubierać, kogo i czego uczyć, co czytać wolno a lektura których ksiąg prowadzi do ciupy...
Owowcowało to niebywałą rozbudową sieci placówek kościoła i wzorcowo zorganizowaną i stale rozbudowywaną strukturą.
Nawet chyba pomysłodawca nie zdawał sobie sprawy z korzyści jakie z tego płyną.
Stały, bezpośredni nadzór nie tylko nad możnymi ale nad ich poddanymi, ciągły z nimi kontakt oparty na relacji kapłan-petent dawał możność niemal dowolnego sterowania nastrojami.
Tym bardziej, że z jednej strony kościoły i klasztory były już nie tylko "depozytariuszami prawdy" ale i ściśle praktycznej wiedzy i przez wiele stuleci - jedynymi ośrodkami "naukowymi" a z drugiej - stan kapłański był niemal jedyną możliwością zmiany statusu społecznego i nikt przytomny nie chciał występować przeciw niemu.
Życie byle braciszka w klasztorze było rajskim żywotem w porównaniu z życiem zwykłych śmiertelników - zero obowiązków (poza modlitwą) zero trosk o utrzymanie i bezpieczeństwo z tytułu bycia zakonnikiem.
Co bardziej ambitni z powodzeniem pięli się w górę w hierarchii i to wcale nie w atmosferze wyścigu szczurów - długie stulecia był ciągły niedobór nadzorców a jednostki wybitne natychmiast dostawały potężnego kopa w górę gdzie wykorzystywano ich zdolności "ku chwale kościoła".
Rzecz jasna - brak odpowiedzialności, niebywale wysokie dochody (w porównaniu ze "zwykłymi" ludźmi). władza nad ludźmi ograniczona w istocie tylko wolą bezpośredniego przełożonego prowadziły nieuchronnie do demoralizacji i rzecz początkowa puszczona na zywioł o mało nie doprowadziła do upadku kościoła, ale na szczęscie znalazł się prawdziwy geniusz - niejaki Hildebrand aka Grzegorz VII.
Człowiek z wizją, wolą i dokładnie opracowanym planem co do tego, jak też kościół powinien działać.
Wziął rozpasane bractwo na łańcuch, jako jeden z pierwszych zakazał małżeństw (od czego jednak musiał pod presją odstąpić), ograniczył samowolę lokalnych kościelnych kacyków, doprowadził do tego, że jego następcy z dziecinną już łatwścią doprowadzili do całkowitej centralizacji kościoła i niemal uniezależnił kosciół od władzy świeckiej.
Nie, żeby kościół był od niej przesadnie zależny - raz to on rządził królami, raz królowie nim (później zresztą zdarzały się takie przekładańce wcale często) - "zasługą" Hildebranda było to, że dostrzegał przewagę faktycznego rządu dusz nad jedynie dzierżeniem jej znamion i wiedział, że o ile "chrześcijaństwu" prześladowania już raczej na wielką skalę nie grożą o tyle pozycja władców bez oparcia w kościele znacznie się osłabi.
Kolejna, ostatnia już notka będzie podsumowaniem sytuacji w jakiej znalazło się papiestwo po wyjściu z wieków ciemnych, krótka lista "cywilizacyjnych" osiągnięć papiestwa i ostateczna konkluzja.
Ale to jutro





Komentarze
Pokaż komentarze (8)