ladynoprofit ladynoprofit
310
BLOG

Soczewka polityki

ladynoprofit ladynoprofit Rozmaitości Obserwuj notkę 2

Philip Zimbardo o istocie zła:

Zwykle zaczyna się od ideologii. To ona napędza zło. Zło jest etykietą, którą naklejamy, oceniając postępowanie innych. Ale we własnym mniemaniu nikt nie czyni zła. W Mein Kampf Hitler pisze, że „rozwiązując kwestię żydowską, wykonuje wolę Boga”. Nadużycia w Abu Ghraib i tortury w Zatoce Guantanamo były przeprowadzane w imię „bezpieczeństwa narodowego”. W wielu krajach Ameryki Południowej i Łacińskiej rządy pozostające w rękach junty wojskowej głosiły, że trzeba chronić bezpieczeństwo narodu przed wrogami. Wrogami byli socjaliści i komuniści, profesorowie i studenci. Zło zwykle rozpoczyna się od wielkiej wizji.

We wszystkich moich wpisach - niezależnie od profilu tematycznego - ujawniam tęsknotę, uwrażliwienie na człowieczeństwo jako takie.

Przed płcią, metryką, profesją, geografią pobytu, poglądami - zawsze przed tym wszystkim jest człowiek.

W pełni podzielam zdanie Zimbardo w kwestii: jakie plony niesie ze sobą dehumanizacja.

Dehumanizacja jest jednym z pierwszych procesów, które prowadzą dobrych ludzi do popełniania zła. W eksperymencie więziennym jeden ze strażników powiedział, że zaczął myśleć o więźniach jak o bydle, kłębiącym się i śmierdzącym. Zapomniał, że to byli także studenci, tacy sami jak on. Jeśli zaczynasz myśleć o ludziach jak o zwierzętach, wtedy możesz zrobić z nimi wszystko, co chcesz.

Wielokrotnie też tkałam refleksje o nawyku kategoryzowania, etykietowania bliźnich.

Dochodzi do nas mnóstwo wrażeń i nasz umysł automatycznie organizuje je w kategorie. Nie możemy wręcz dostrzec czegoś, jeśli nie mamy odpowiedniej kategorii. A najważniejszym wymiarem, na jakim kategoryzujemy ludzi, jest wymiar podobny – różny, swój – obcy. Wyodrębniasz ludzi podobnych do ciebie, do znajomych, na których ci zależy i odróżniasz ich od pozostałych, różnych. Ale wtedy narzuca się, że ci różni są zawsze mniej dobrzy niż ci podobni, znajomi. A potem coraz bardziej rozciągasz te kategorie, dzielisz ludzi na należących i nienależących do twojej własnej grupy.

Kategoryzacja jest potrzebna tylko tym, którzy muszą mieć wyznaczonego wroga. Wg Boga, ale i prawa cywilnego - człowiek jest równy drugiemu człowiekowi.

Trudno jest kanalizować swoje frustracje, ropnie duszy na chaotyczną, przypadkową grupę ludzi. Tu potrzebna jest sztuczna miedza: my - oni.

A wtedy:

 Musisz uzasadnić tę kategoryzację. Więc przypisujesz im odpowiednie atrybuty, a to sprawia, że ta różnica między nami i innymi staje się coraz bardziej skrajna. Wielu mężczyzn twierdzi, że kobiety są inne, bo są bardziej emocjonalne, mniej racjonalne, więc nie można im ufać. Wodzą cię na pokuszenie, deprawują cię. I wtedy masz argumenty na to, że ci inni są niebezpieczni: dla twojej ideologii, dla twojego sposobu życia, a zatem są wrogami.

Wrogami demokracji, wolności, twojej religii, moralności. Musisz ich zatem oddzielić, izolować, wsadzić ich do więzienia, a nawet niszczyć, zabijać.

Taka etykieta automatycznie wyzwala nienawiść w ludziach, a propaganda podsyca ten strach. Sprawia, że będziesz bał się wroga, nienawidził go do tego stopnia, że poślesz swojego syna do walki z wrogiem i zapłacisz pieniądze, by zabijać wrogów.

Autor Efektu Lucyfera  wskazuje dopalacze zła.

Anonimowość, uniform, maska – to wszystko, co pozbawia cię poczucia tożsamości, indywidualności, co czyni cię numerem lub przedmiotem – sprawia, że nie czujesz się już odpowiedzialny osobiście za to, co robisz. To już nie jesteś ty. Jesteś tylko strażnikiem, ojcem, szefem, jakąś rolą czy kategorią.Philip Zimbardo

Istnieje pomost kontekstowy pomiędzy mym wpisem o autoryzacji siebie a tym. Bo bakcyl zła najszybciej rozbiera zdrową tkankę duszy tym, którzy mają problem z ukonstytuowaniem swego Ja. Którzy nie potrafią być sobą, którzy najczęściej nawet nie wiedzą jak bardzo nie są sobą.

Zofia Pierzchała pisze:

Osoba, która traci swoją wolność, własne „ja”, przestaje być sobą, przestaje być zdolna do dokonywania wyborów.

Jej życie emocjonalne wypełnia lęk, poczucie krzywdy, złość, nienawiść, zawiść, zazdrość, nuda, niezadowolenie z siebie i z otaczającego świata.

W takim stanie wewnętrznym jest zdolna do procesu niszczenia. Niszczenia siebie i innych. Staje się zdolna do czynienia zła.

W twórczym przystosowaniu konieczny jest kontakt z emocjami drugiego bieguna: miłością, współczuciem, radością, zadowoleniem, twórczym niepokojem. Tworzenie i niszczenie. Jedno jest zapowiedzią drugiego; drugie w zasadzie nie istnieje bez pierwszego.

I taka mała egzemplifikacja do rozważań powyżej.

Mamy za sobą kolejną akcję Orkiestry.

Salon 24 zdominowały wpisy krytyczne, negujące, wręcz ze słowami, że porządny człowiek  w tym nie uczestniczy.

Jeśli autorzy takich wpisów są ludźmi honoru, są ludźmi logicznymi, konsekwentnymi - zapewne mają w pakiecie swych dokumentów deklarację, iż w przypadku leczenia, ratowania życia - nie zgadzają się na sprzęt zakupiony w ramach Orkiestry.

Ich bliscy, rodzina też powinna mieć takie udokumentowane zatrzeżenie, gdyż są ludźmi porządnymi, a więc kwestionują na całej linii sens Orkiestry.

Przez prawie 2 dekady tej akcji w szpitalach ponad 80% sprzętu pochodzi z Orkiestry - reszta - czyli niespełna 20 % - od państwa lub innych organizacji humanitarnych.

Te 80% sprzętu pojawiło się jedynie z woli nieporządnych, nieprawych  - jak twardo kategoryzują przeciwnicy Orkiestry.

Takie kuriozalne oceny mogą pojawić się jedynie wtedy, gdy komuś puszka na potrzebujących kojarzy się jedynie z urną wyborczą.

Soczewka polityki także ma moc dehumanizacji. Niestety.

 

Zakochana w suwerenności. Smakoszka autentyzmu. Ze słabością do erekcji intelektu. ministat liczniki.org

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości