Polecę Martinem L.K: miałam sen....
Żadna konwencja literacka - bo naprawdę miałam sen...
Zawsze śnimy, nie zawsze pamiętamy - u mnie wynik dość wysoki - bo powyżej 80%.
Trafiałam na książki, artykuły stawiające tezy, jak możemy zaprogramować sny.
Odrzucam tego rodzaju manipulacje - też dlatego, że w opracowaniach pokrewnych podkreśla się funkcję naprawczą snów.
Czyszczą dysk pamięci, maltretują niszczarką złe emocje - których my nie mieliśmy odwagi przepracować etc.
Kombinowanie z treścią snu - może więc przypominać strzał w kolano.
Po wtóre - pamięć onirycznych wydarzeń to jak bombonierka przywoływana w znanym filmie.
Przy jakiejś tam skuteczności programowania snu - element niespodzianki, smakowania zaskoczenia - odpada.
Jest coś takiego jak świadomy sen (ang. Lucid Dream, w skrócie LD) – sen, w którym śniący zdaje sobie sprawę, że śni.
W empirii jest to nudne - bo przypomina to dystans widza na sali kinowej.
Dla mnie najgorszą wersją snu jest tzw. Fałszywe przebudzenie
Zjawisko związane blisko ze świadomym snem. Często występuje ono podczas niepełnego wybudzenia się. Śpiący otwiera oczy, rozgląda po pokoju, czasem zaczyna swoje poranne czynności. Po chwili orientuje się, że to wszystko wciąż jest snem – bardzo rzeczywistym snem. Prawdziwe przebudzenie następuje na ogół kilka chwil później.
Najgorsze - bo zawsze dotyczyło trwożnych wydarzeń.
A czy może być coś gorszego od iluzji, że już się nie śpi, że funkcjonujemy na jawie - a ktoś chce nas zabić, okraść etc?
Otoczenie wtedy jest kalką realiów - identyczny pokój, mieszkanie - wszystko zgadza się, każdy detal - ale nie intruz pod dachem.
Wiele razy doświadczyłam czegoś takiego. W chwili rzeczywistego przebudzenia byłam prawie martwa ze strachu.
W okresie dojrzewania - co też jest opisane i uzasadniane w medycznej literaturze - zalała mnie fala snów autentycznie proroczych. Łącznie z morderstwem, czy napadem na mnie, czy też interwencją medyczną w górach.
To były zawsze złe przepowiednie senne, nigdy pozytywne.
Sen z minionej nocy nie był koszmarem, nie był też kołysanką erotyczną - ale jednak był specyficzny w splocie swych wydarzeń.
Scenariusz rzucił mnie w miejsca, których nie rozpoznaję.
Ludzie wokół mnie - też bez pomostu z realiami.
Co dziwne - łamana była chronologia - jak w beletrystyce.
Gdy chciałam pojąć dlaczego to robię, tam jestem - sen symultanicznie porywał mnie wstecz - dając szanse na to, by pojąć - co z czego wynika.
Ale i tak nie kumałam...
Zbyt egzotyczna byłam tam dla siebie samej, śmielsza - niż faktycznie, z poczuciem - że to ja jestem reżyserem kolejnych scen - nie mylić z programowaniem.
Analizując sen świadomie, z kawą w jednej dłoni, drugą budząc mieszkanie - wiem, że moja rola ze snu nie ma szans na powielenie jej w realiach.
Nie dlatego, że jest to niemożliwe - ale dlatego, że ja tak nie konsumuję życia.
Nie wartościuję tego. Po prostu tak jest, tak mam.
Jednak nie tyle moja postawa mnie zastanawia, co logiczne pytanie: dlaczego takie zdarzenie wyśniłam?
Ucz się ze swoich snów, czego ci brakuje. Wystan Hugh Auden
Ta myśl jest w tym wypadku bardzo adekwatna.
Sen dotyczył deficytu.
Nie muszę wertować snów, by mieć świadomość braku w tym zakresie, w jakim istnieje.
Sen był o tym, że znalazłam sposób na wyrugowanie tego deficytu.
Gdybym nie widziała siebie w centrum obrazów onirycznych - powiedziałabym - to nie mogłabym być ja.
Ale byłam twardym podmiotem akcji.
Postaci wokół mnie też jawnie dziwiły się, że to ja.
A nie było to nic kompromitującego, zawstydzającego.
Po prostu wyrywałam życie dla siebie. Takie życie jakiego w danej strefie znaczeniowej chcę.
O tyle to wszystko zastanawia, że ów deficyt mnie nie uwiera, nie odpala gorzkiej frustracji.
I nie ma w tym rezygnacji - raczej świadomość co jest możliwe, a co nie.
Czasami sny gryzą jak pchły i pozostawiają małe, swędzące krostki na całej skórze. Wiesz, że nie są rzeczywistością, wiesz, że to tylko twój mózg wymiata śmieci z zakamarków. Ale to nie pomaga. Wizja tak jak ugryzienie pchły powoduje swędzenie, które trudno byłoby zignorować. Jonathan Carroll
Nie ignoruję snów - bo to tak jakby wykopać suflera z teatru.
Ale nie są też rodzajem dermatozy, która irytuje swędzeniem.
Rozpływa się w ustach - jak przywołana zawartość bombonierki - i pozostaje tylko zdefiniować skład.
Jesteśmy z tego samego materiału co nasze sny.
William Shakespeare
Ok, ale pozostaje pytanie o intencjonalność Krojczego.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)