Onieśmielona swym zdecydowaniem... zrzuca pewnym gestem ornamentykę z blatu ich spotkania...
Spadają kwiaty, czekoladki...nawet pluszowy miś...
Oboje są wytrawni....
Tu i teraz....
On zdjął z siebie jeszcze te kilka myśli, co nieadekwatne do chwili.
Nie sięga po nowe, choć stan bezmyślności na pewno mu nie grozi...
Dlatego swobodny strumień, bez portów kontekstu.
Jako pan miejsca i chwili - wypełnił szkła wybranym przez siebie gatunkiem procentów.
Usiadł swobodnie...
Ona:
- Zdejmij z nadgarstka zegarek....
On:
- ......
Ona:
- Albo nie, bo męska nagość z zegarkiem jest bardzo seksy.
Źrenice ubrał w niemy uśmiech.
To ją ośmieliło....
On statyczny. Ona pokonuje południk i równoleżnik czasu im danego.
Wypełnione szkło podnosi do swych oczu, by nie mógł jej widzieć.
Niemy uśmiech z jego źrenic spłynął do kącików ust...
Już to odsuwa hamulcowego w cień jej zawstydzenia i zmniejsza tym samym dystans.
On wciąż w fotelu.
Ona w choreografii asystentki tego, co zaraz....
Jego myśli znajdują swoje porty, także w anatomii.
Ona czeka....
Na gest aprobaty...
Ujmuje jej dłoń, chwilę przetrzymuje w swej, by uwolnić ją dla podroży po katedrze bezdyskusyjnej... wolnej woli....
Za chwil kilka szuka stabilności dla swego jeszcze pełnego szkła.
Nie ma kwiatów, czekoladek, misia.
Zrezygnowali z ....pretekstów...
Nie zerka na zegarek, choć coraz bardziej go czuje...na swym nadgarstku.
Ona tak blisko, że czuje jego zapach pełen nut cierpliwego... ale wyrazistego protekcjonalizmu.
Dezercja nie grozi, ale asekuracyjny dotyk przytrzymuje welon jej włosów.
Zniewolona akordem - bierze co jej.
Jego... półświadomy autograf ...
Inne tematy w dziale Rozmaitości