Zaskoczył mnie niedawno pewien, znacznie starszy ode mnie, profesor, który mówiąc o swoim wyobrażeniu stanu świata w przyszłości stwierdził, że najprawdopodobniej nasze wnuki nie będą w stanie w ogóle nas zrozumieć, gdyż jesteśmy właśnie świadkami rozpoczynającej się rewolucji komunikacyjnej, która w bezpośredni sposób zmieni to, co nazywamy ludzką naturą.
Począwszy od pierwszych rysunków naskalnych i opisujących polowania pomruków przy rozpalonym w jaskini ognisku, kultura ludzka jest kulturą opowiadania. Narracja leży tak głęboko u podstaw naszego myślenia i wyobrażenia otaczającego świata, że na codzień tego nie dostrzegamy. Narracją są eposy o bohaterach, książki historyczne, badania naukowe, ale także nasze wyobrażenie o nas samych, sposób, w jaki postrzegamy i oceniamy nasze życie i ludzi dookoła. Narracją jest życie polityczne w kraju, to co czytamy w gazetach, to co widzimy w telewizji. To co czytamy w Internecie?
No właśnie.
Jestem w takim dziwnym momencie własnego życia, o którym nie wiadomo do końca co myśleć. Według standardów osiemnastego wieku byłbym już człowiekiem starym, a przynajmniej w wieku zaawansowanym, kiedy powinienem myśleć już o summa vitae. Na początku dwudziestego pierwszego wieku uważam się za ledwie dojrzałego, w fazie, kiedy już mniej więcej zrozumiałem, o co chodzi w przygodzie zwanej życiem, ale wciąż oczekującym, że przydarzy mi się sporo przygód i zmian, zanim przyjdzie czas na podsumowania. Przygód w szerokim sensie: nowych zdarzeń, ale także: krajobrazów, książek, zaskoczeń, oczarowań.
Jestem więc człowiekiem w pełni życia. Mam codzienny kontakt z nowymi technologiami, umiem obsłużyć przeładowane funkcjami urządzenia domowe, do Sieci jestem podłączony od czasów BITNET-u w Polsce, a nawet wcześniej, korzystając z JANET-u w Anglii. Moja pierwsza komórka miała kształt i rozmiar małej cegły, tworzyłem pierwsze strony WWW, które oglądało się w przeglądarce Mosaic, a wcześniej nawet uruchamiałem serwisy gophera. Przez IRC komunikowałem się w czasach sprzed wojen botów, kiedy rozmowy na kanałach były ciekawe i inspirujące, do grup dyskusyjnych Usenetu pisałem kiedy jeszcze nie trzeba było było tłumaczyć co to jest netykieta, a dzieci Neostrady tłukły się dopiero łopatkami w piaskownicy. Wiem jak działają te wszystkie nowoczesne technologie wokół nas, Internet, komórki, uczestniczę od wielu lat w dziejącej się na naszych oczach rewolucji informacyjnej, dołożyłem swoją cegiełkę do powiązanej z nią rewolucji biotechnologicznej.
Rozumiem to wszystko, z czym już mają kłopot moi Rodzice. Opieram się ze wszystkich sił znalezieniu się w sytuacji odwróconej hierarchii, kiedy dzieci uczą dziadków obsługi codziennych urządzeń, a rodzice przestają być autorytetami, bo nie bardzo wiedzą o czym ich dzieci mówią gdy wracają ze szkoły. A jednak tli się we mnie przeczucie, że ludzie młodsi ode mnie pochodzą z innej planety.
Podstawową różnicą międy nami: trzydziesto- i czterdziestolatkami, a młodszymi jest to, że my przeżyliśmy dzieciństwo w świecie analogowym. Czytaliśmy książki, nie nosiliśmy do szkoły komórek, jeśli graliśmy w gry komputerowe, to na Atari czy ZX Spectrum. Z kolegami i koleżankami komunikowaliśmy się przez telefon i w tzw. realu, nie prowadziliśmy blogów, nie używaliśmy Twittera ani Blipa. Ba! Nawet pisaliśmy listy!
Niech ktoś z młodszych mnie wyprowadzi z błędu, jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że ich świat jest bardziej poszatkowany. Komunikacja asynchroniczna składa się z coraz krótszych przekazów. Myśmy pisali listy, potem maile. Dzisiaj, zdaje się, wśród młodzieży e-mail jest już passé, oni używają głównie esemesów, komunikatorów i mikroblogów. Przyzwyczajeni do coraz krótszych komunikatów nie są w stanie czytać powieści, dłuższy tekst omawiany w szkole jako lektura odbierany jest jak katorga. Narracja, taka jaką człowiek zna od czasów prehistorycznych opowieści w jaskini, na naszych oczach się kończy.
I druga rzecz – komunikacja. Dzisiejsze dzieci pytają rodziców: jak wyście się w ogóle umawiali bez komórek? Jak utrzymywaliście kontakt? Dzisiaj społeczeństwo dzieli się na tych, którzy są podłączeni oraz na tych, którzy są out of the loop. Z tym że ci drudzy są skazani na wymarcie albo na wegetację na marginesie. Ciągła dostępność komunikacyjna jest już oczywistością.
Ale my częściej się widywaliśmy twarzą w twarz.
Może to z tego powodu, że komunistyczna Polska, w której dorastałem była tak cywilizacyjnie zacofana, moje dzieciństwo upłynęło w warunkach, które pozwoliły mi uzyskać pewną ciągłość mentalną ze światem dzieciństwa moich Rodziców. Oczywiście, była czarno-biała (a potem nawet kolorowa) telewizja zamiast radia z zielonym okiem, tym niemniej to wiejsko-leśne życie codzienne było wciąż zależne od przyrody, kształtowane w dużej mierze przez tradycyjne stosunki społeczne w małej miejscowości i rzeczywistość komunistycznego państwa. Świat moich Dziadków czy Rodziców miał nieco inny sztafaż, dekoracje wyglądały nieco inaczej, ale mechanizm jego funkcjonowania był w zasadzie taki sam. Czytając na przykład wspomnieniową książkę Franciszka Wysłoucha (rocznik 1896) o jego dzieciństwie i młodości na Polesiu, do opisywanych tam zdarzeń i krajobrazów mogłem przywiązać analogiczne zdarzenia czy pejzaże ze swojego dzieciństwa. Czy nasze dzieci też będą w stanie odtworzyć mentalnie nasz świat, czy raczej będziemy dla nich kompletnie niezrozumiali?
Ktoś powie, że wieszczę tu koniec narracji pisząc te słowa na blogu, czyli medium na wskroś nowoczesnym. No dobrze, ale ilu z was – z nas – przeczytałoby poświęconą temu problemowi dwustustronicową książkę? W końcu, jak głosi klasyczne już powiedzenie, dzisiaj wszyscy piszą, ale nikt nie czyta. Zresztą, te truizmy, które tu publikuję, to tylko moje półpubliczne, półprywatne notatki, dokładające trochę informacyjnego szumu do cyberprzestrzeni. Myślę sobie czasem, że dzisiejsi młodzi tracą coś, co myśmy w ich wieku mieli – dążenie do uzyskania spójnego obrazu otaczającego świata i sensu własnych czynów, które miały zamykać się w całość. W tym momencie jednak zwykle przypominają się lektury pamiętników z dziewiętnastego czy początku dwudziestego wieku, gdzie szacowni autorzy także kontestowali zabijającą wrażliwość i pozbawiającą spokoju nowoczesność w postaci dróg żelaznych, ryczących automobilów i telegrafu.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)