Cztery miesiące temu wydawca The Times‘a zirytował mnie wprowadzeniem opłat za dostęp do serwisu Times Online, który regularnie czytałem. The Times należy do News Corporation, której właścicielem jest prasowy magnat Rupert Murdoch. Tym niemniej, ciekaw byłem wyniku tego eksperymentu, obserwowanego z uwagą (i nadzieją, jak sądzę) przez wydawców gazet, którym Internet z miesiąca na miesiąc odbierał czytelników i prenumeratorów. Sytuacja prasy tradycyjnej jest w pewnym sensie podobna do tego, co spotkało parę lat temu branżę muzyczną, której dochody ze sprzedaży nośników z muzyką spadły dramatycznie wraz z upowszechnieniem się standardu MP3 i nagrywarek CR-ROM. Koszt uzyskania kopii treści cyfrowej jest zbliżony do zera, a łatwość jej wykonania coraz bardziej się zwiększa. Ludzie nie są więc skłonni do płacenia za coś, co mogą łatwo uzyskać za darmo. Poza tym użytkownicy Internetu, medium u swoich źródeł całkowicie wolnego i anarchicznego, często nie akceptują tradycyjnego paradygmatu postrzegania informacji jako towaru.
Murdoch stwierdził, że darmowa prasa jest ślepą uliczką („suicidal economics”) i wprowadził opłaty za dostęp do elektronicznej wersji Times‘a i Sunday Times‘a. Dzienna opłata wynosi 1 funt, miesięczny abonament 9,99 funta, serwis dostępny jest także dla prenumeratorów wersji papierowej. Wczoraj po raz pierwszy od wprowadzenia opłat opublikowano statystyki oglądalności.
Przed wprowadzeniem opłat, Times Online notował miesięcznie 21 milionów unikalnych odwiedzających stronę główną. W tej chwili ta liczba spadła do 2,1 miliona. Pamiętajmy, że strona główna jest ogólnodostępna. News Corp. podało, że mają 105 tysięcy subskrybentów wersji elektronicznej, do czego trzeba doliczyć 100 tysięcy prenumeratorów wersji papierowej, którzy także mają dostęp do serwisu. Z tego około 50 tysięcy to subskrybcje miesięczne, a reszta to jednorazowe (jedno- lub dwudniowe). Niestety nie wiadomo, co byłoby bardzo ciekawe, jaki jest trend w ciągu tych czterech płatnych miesięcy, podejrzewam, że do wspólnego worka wrzucono „próbne” subkskrybcje z początku obowiązywania opłat, kiedy niektórzy mogli testować nową odsłonę serwisu.
Wydawca uważa, że eksperyment przyniósł sukces, co raczej trudno przyjąć za dobrą monetę. Około 99,3% redukcji liczby czytelników (100 tys. / 21 mln) nie może cieszyć, zwłaszcza, że prosta arytmetyka wskazuje, iż wiąże się to ze znacznym spadkiem przychodów, na oko dwukrotnym w stosunku do tego, co można pozyskać z ogłoszeń przy takiej liczbie wizyt. Oczywiście, kwestia finansowa jest bardziej złożona, bo tak naprawdę należałoby porównywać ilość prenumerat elektronicznych do nakładu papierowego (ponad pół miliona w przypadku The Times). Poszerzenie audytorium o dwadzieścia czy nawet dziesięć procent nie jest takim tragicznym wynikiem. Nadal wisi jednak w powietrzu to pytanie o trend – raczej trudno się spodziewać, że w dłuższym okresie ta ilość subskrybentów internetowych zostanie utrzymana, zwłaszcza, że wprowadzeniu opłat towarzyszyła zmasowana kampania reklamowa w telewizji i innych brytyjskich mediach.
Poza tym dochodzi jeszcze jedna kwestia: w Internecie czego nie ma w wyszukiwarkach, nie istnieje. Ponieważ przestano linkować artykuły z Times Online ze względu na zamknięcie dostępu, przestały się one pojawiać w wynikach wyszukiwania. Trudno liczyć na masowy napływ użytkowników, jeśli nie można do nich najpierw dotrzeć. Times wypadł z internetowego obiegu i dla internetowego klienta przestał istnieć. Po co płacić za coś, co nie istnieje?
Czas pokaże, jak się zakończy ta próba zastosowania mechanizmów klasycznej ekonomii do Internetu. Gdybym miał się założyć, raczej bym stawiał na porażkę. Jej źródłem będzie po pierwsze spostrzeżenie, że gorsza, ale wystarczająco dobradarmowa informacja jest bardziej pożądana od lepszej, ale płatnej. A po drugie – niezrozumienie zmiany jakościowej jaką przyniosła światu masowa i tania komunikacja. Jest tyle innych źródeł informacji dostępnych swobodnie, odległych tylko o kliknięcie myszą.Koszt dostępu do nich jest niemal zerowy, powielenie także nic nie kosztuje. MacLuhanowskie zatarcie granicy między przekazem a medium unieważnia stare zasady i mechanizmy gospodarcze. Wygrają ci, którzy znajdą zupełnie nowe sposoby osiągania zysku w nowym świecie, w którym cały czas pływamy w informacyjnej zupie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)