Musze przyznać, że uśmiech mi się z rana pojawił jak to przeczytałem. Amnezja co do naszej historii jest przypadłością jaką często na naszej prawicy można spotkać. Nie mówię już o karkołomnych tezach Free Your Mind`a (z takiego Truszczyńskiego zrobił ostnio czołowego komunistę, który buduje nowy komunizm w Brukseli - na wzór PRL oczywiście i tak masakrycznie idiotycznych i narodowo szkodliwych akcji jak "1000 szkół"). Mówię o prostym, zwykłym Niesiołowskim i tym kim on zawsze był i co zawsze mówił.
To, że Niesioł (czołowy prawicowiec IIIRP) jest chamem widomo już co najmniej od czasów "pornogrubasów". Lecz oczywiście wtedy to pewnie miło się o tym słuchało - bo jak tu lubić Kwaśniewskiego. Niestety tak już jest, że na prawicy poczucie co jest chamstwem a co nie zależy do przynależności partyjnej.
W weekend Zaremba w Dzienniku biadolił, że Komorowski śmie komentować żenadę jaką urządza PiS w Sejmie i mówić, że jak PiS wyjdzie to i tak można głosować a nawet będzie łatwiej - ale jednocześnie zauważa, że kiedyś tak samo traktowano (za AWS bodajże) SLD. Tyle - jak mówi Zaremba - wtedy to było do zaakceptowania (bo SLD niesłuszne) ale teraz to zbrodnia przeciw demokracji.
No ale niestety tak nie jest, Szanowni Panowie Zaremba i Rybitzky. To nie jest tak, że można być chamem wobec SLD a wobce PiS już nie. Milczenie przy "pornogrubiasie" albo przy "ZOMO" Kaczyńskiego spowodowało, że dziś Niesiołowski mówi takie a nie inne rzeczy. Mówi, bo kanajctwo jakie ustawicznie prezentowane jest w polskiej polityce, nigdy nie spotkało się z żadnym potępieniem. A zwłaszcza potępieniem ze strony własnych sympatyków owych Niesiołowskich czy Kaczyńskich.
Niestety jednak nie ma nadziei na zmianę.
Pisze Rybitzky: "Bardziej prawdopodobny (bo już obserwowany) jest jednak scenariusz, w którym politycy PiS nie wytrzymują napięcia i sami odpowiadają bluzgiem. Wówczas nie będzie problemu z wykazaniem kto jest chamem i prostakiem, kto niszczy poziom debaty publicznej". Nie ma nadziei bo ludzie sympatyzujący z PiS niczego się nie nauczyli i niczego nie zrozumieli. Żadnych wniosków z zomo, z KPP. Nic, zero.
Żadnego słowa "przepraszam" z ust Kaczyńskiego za jego obraźliwe słowa z poprzedniej kadencji (ale nawet i teraz) nigdy pewnie nie usłyszymy. I nigdy też, żaden sympatyk PiSu, nie będzie o to prosił. Bo i po co. To "oni" są chamami a nie "my".


Komentarze
Pokaż komentarze (7)