i nic mnie nie obchodzi, co tego dnia będzie robić premier lub prezydent.
Ktos, kto uważa, że ich słowa mają taką moc sprawczą uważa też Naród warszawski za stado baranów codziennie rano śledzących w mediach, co też dzisiaj głowy tego Państwa będą robić.
Za stado baranów uważa też cały Naród, który nie odróżnia wyborów od referendum i sugestie rządzących odbierze jako zniechęcanie do wyborów.
Słowa polityków mają taką moc sprawczą, że namawiam do szukania szczawiu i mirabelek, bo w przyszłym roku znaleźć ich nie będzie można.
A skoro już mają taką moc to może warto codziennie rano pokazywać gimnastykę premiera, a przed południem
Pani Prezydentowa pokaże na ekranie
co też dobrego mogą nasze Panie
przygotować dziś na obiad?
A może chodzi o co innego?
Może chodzi o kolejny, bezpieczny temat dla polityków, dziennikarzy i publicystów o ataku głów naszego państwa na demokrację i zaśmiecanie mediów jałowymi dyskusjami?
Wszak wypowiedzi o gospodarce, finansach czy systemie emerytalnym są niebezpieczne i łatwo zostać wyśmianym nie tylko przez eksperta w tych dziedzinach, ale i przez szeregowego pracownika banku.
I wspominanie o tym, że referendum to nie wybory i, że pozostanie w tym wypadku w domu także jest głosem to rzucanie grochem o ścianę i krytycy prezydenta i premiera swojej tezy trzymają się jak przysłowiowy rzep psiego ogona.
Dlatego..Nie pójdę na referendum choćby dlatego, że nie jestem z Warszawy…


Komentarze
Pokaż komentarze (3)