Na salonie.24 przeczytałem notkę gw1990, w której napisał, że w 1983 r. papież chłodno potraktował podczas spotkania Wałęsę. Czy wyczytał to u Zyzaka, czy też sam doszedł do takich wniosków – nie wiem. Wiem, że napisał coś zupełnie nieadekwatnego do tamtych czasów, do sytuacji, w której znajdowało się całe społeczeństwo. Co za absurdalne słowo „chłodno”… Jest głupstwem tak pisać. Wziąłem się więc w garść i szerzej dla gw1990 co nieco napisałem o tamtej pielgrzymce. Nie szerzej, bardzo szeroko, aby Zyzak nie był dla niego wyrocznią.
„Przygotować teren do generalnej rozprawy z kościołem”
Pielgrzymka, która miała odbyć się w 1983 roku była planowana rok wcześniej na 600-lecie obecności Jasnogórskiego Obrazu, ale władze PRL uniemożliwiły przyjazd Papieża. Wydając zgodę wiosną 1983 r. były przekonane, że zdołały już „zneutralizować” Wałęsę i rozbić „Solidarność”. Natomiast nadziei na kompromis nie był pozbawiony Jan Paweł II.
Polscy biskupi byliświadomi stanuświadomości społeczeństwa i niecierpliwego oczekiwania na przyjazd Papieża. Dali temu wyraz w opublikowanym komunikacie ze 190 Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski, która odbyła się 23 i 24 lutego, w którym pisali,że całe społeczeństwo z nadzieją czeka na pielgrzymkę. Wyrażono nadzieję, że„do tego czasu przynajmniej niektóre pilne problemy społeczne naszego kraju zostaną rozwiązane. Oczekiwane jest ogłoszenie amnestii wobec skazanych za czyny związane z wprowadzeniem stanu wojennego w grudniu 1981 r. Oczekiwana jest pełna sprawiedliwość społeczna dla wszystkich obywateli kraju. Działania te będą prowadzić do pojednania narodowego oraz do uczestnictwa całego społeczeństwa w odnowie”. Przypomniano o obowiązkach i prawach: „praca na rzecz dobra wspólnego jest obowiązkiem moralnym. Po stronie zaś pracodawcy obowiązkiem moralnym jest rzetelna płaca. Ludzie pracy i inne grupy społeczne muszą też posiadać prawo do organizowania się w takie związki, które im odpowiadają i które bronią ich rzeczywistych interesów, z uwzględnieniem dobra państwa. [...] Biskupi z głęboką troską śledzą problemy nurtujące środowiska twórców kultury i sztuki, których udział w życiu kraju jest niezbędny. Ludzie sztuki i kultury muszą mieć zapewnione właściwe warunki życia, pracy i zrzeszania się”. Biskupi oczekiwali, że wizyta Jana Pawła II w kraju przyniesie wiele zmian na lepsze.
Kościół apelował o przywrócenie pluralizmu i pojednanie narodowe. Natomiast władze państwowe realizowały za pomocą służb specjalnych najważniejszy cel, obok likwidacji „Solidarności”, ograniczenie wpływu Kościoła na społeczeństwo. Informacje o planach władzy w ramach akcji „Kruk” jeszcze w stanie wojennym przedostały się do podziemnej „Solidarności”, która niezwłocznie poinformowała o planowanej akcji w swych nielegalnych pismach:
Założenia: wprowadzić i upowszechnić pojęcie „ksiądz ekstremista”, przy jego pomocy stworzy się pozory, że większość księży oraz biskupi pragną zgody z władzami państwowymi, a tylko nieznaczna część, podobnie jak w „S” jest ugodzie przeciwna.
Cel akcji: poróżnić duchowieństwo między sobą poprzez rozróżnienie wśród nich lojalnych „ekstremistów”. Przy tych ostatnich odizolować od społeczeństwa wierzących, a osamotnionych zniszczyć. Przygotować teren do generalnej rozprawy z kościołem. […] Po 13.XII.81 próbnie dokonano kilku aresztowań księży, każdego pod innym pozorem – w Koszalinie, Otwocku, Jarosławiu, Gdyni: za antypaństwowe kazania, za współpracę z „terrorystami”, za wzbudzanie antypaństwowych nastrojów wśród młodzieży, za udział w zamieszkach. Miały one za zadanie sprawdzić reakcję biskupów, by w razie niezdecydowania uderzyć ostrzej. Zdecydowano, że na liście księży „ekstremistów” nie mogą figurować proboszczowie wielkich parafii, pracownicy kurii i profesorowie uczelni katolickich.
(„Informacja Solidarności Region Mazowsze”, Warszawa 7–11.01.1983 r., nr 106–107)
Władza listy pisze
Ojciec Święty przyjął zaproszenie do odwiedzenia Ojczyzny i prosił „o uwolnienie wszystkich skazanych i sądzonych z dekretu stanu wojennego”, a także wyraził nadzieję, że wzmoże ona uczucia solidarności.
Na słowaPapieża odpowiedział 2 maja w obszernym piśmie Henryk Jabłoński, przewodniczący Rady Państwa PRL, który zgodził się z Janem Pawłem II, że wizyta w kraju będzie miała charakter religijny, ale od razu zaznaczył, że „dochodzi ona do skutku w momencie szczególnie istotnym dla świata, Europy i Polski. Rośnie międzynarodowe napięcie i groźba wojny nuklearnej. [...] Polska leży w sercu Europy. Muszą nas więc niepokoić głęboko wieści dobiegające ostatnio z Republiki Federalnej Niemiec. Próby kwestionowania granic Polski, podobnie jak próby podważania sojuszów są wysoce groźne dla pokoju w Europie i na całym świecie”.
Wstęp listu, jako żywo przypominający czasy tuż sprzed wybuchu II wojny światowej, nie był bezcelowy. Miał usprawiedliwić postawę władz, rysował apokaliptyczną wizję świata a na tym tle jakże „bohaterskie” usiłowania gen. Jaruzelskiego zapewniania w świecie pokoju, a co za tym idzie w Polsce. Przewodniczący Rady Państwa pisał dalej: „Dalsza stabilizacja sytuacji w Polsce leży nie tylko w interesie Polaków, ale ma istotne znaczenie dla sprawy pokoju światowego. Sankcje ekonomiczne i sprzężona z nimi agresja propagandowa przeciw Polsce są elementem gry politycznej, która jest działaniem obliczonym na zmianę układu politycznego w Europie”.
Jabłoński utożsamił krytykę władz PRL z krytyką Polski i apelował do patriotyzmu Papieża, aby ten przeciwstawił się „propagandowej agresji” i ekonomicznym sankcjom – na to głównie liczyły władze godząc się na papieską pielgrzymkę. Jabłoński podpowiadał, że wizyta w Polsce „mogłaby też niewątpliwie poważnie wpłynąć na łagodzenie trudności gospodarczych Polski i jej obywateli gdyby cieszący się powszechnie uznawanym autorytetem Papież znalazł możliwość ustosunkowania się do sankcji ekonomicznych [...]. Byłby to doniosły akt, z wdzięcznością przyjęty przez wszystkich patriotycznie myślących Polaków”.
Ustosunkowując się do prośby o uwolnienie więźniów, pisał z taką obłudą, któraszokuje jeszcze dziś: „Władze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej dawały i dają ustawiczne dowody dążności do pojednania, tolerancji i dobrej woli w stosunku do wszystkich, którzy z politycznych pobudek naruszali prawa naszego kraju”. Podał przykłady działań, które większość ludzi miało z ufnością przyjąć w odróżnieniu od grup osób, „które demonstrując nieprzejednaną postawę przekreślają każdy krok do zgody, odrzucają dobre intencje, negują totalnie obowiązujące prawa, otwarcie deklarując swoje zdecydowanie w dalszej, nie przebierającej w środkach walce z obecnym ustrojem”. Te „grupy” nie mogły być zwolnione z więzień, gdyż miały zagrażać „bezpieczeństwu narodowemu”. Ci, którzy nie mogli być zwolnieni to „korowska ekstrema” i kilku przywódców „Solidarności”.
Wałęsa i Papież? Niemożliwe!
Jedynie z powodu nieustępliwej postawy samego papieża strona kościelna wpisała do planowanego programu pielgrzymki spotkanie Jana Pawła II z Lechem Wałęsą. Władze nie wyraziły na to zgody. Kiszczak w rozmowie 11 maja z ks. Orszulikiem argumentował, że nielegalna opozycja gromadzi środki wybuchowe i produkuje rakiety, które mogą przebić kuloodporne szyby, a „jednym z tych, którzy przystąpili do tych produkcji jest znajomy Wałęsy – współpracownik KOR-u – Macierewicz” – zanotował w swoich notatkach ks. Orszulik. Następnie Kiszczak przedstawił argumentację usprawiedliwiającą sprzeciw władz dla spotkania Wałęsy z Papieżem:
[...] Wałęsa nawiązał kontakt z podziemiem „Solidarności”. Nadaje temu rozgłos. Robi posunięcia, które są na granicy prawa. Można by go aresztować – stwierdził gen. Kiszczak – ale władze nie robią tego. Wałęsa udziela wywiadów w prasie zagranicznej. Wałęsa przestał być osobą prywatną, stał się politykiem. Nie ukrywa negatywnego stosunku do rządu i istniejącej rzeczywistości. Trudno traktować dziś Wałęsę jako zwykłego obywatela. W tej sytuacji spotkanie Papieża z Wałęsą musiałoby być źle odebrane. Tym bardziej, że musiałyby wyjść na światło dzienne rzeczy, które ukazują go od strony negatywnej etyczno-moralnej. Chodzi o pieniądze, to już nie ten Wałęsa, który mówił kiedyś, że ma tylko jedne skarpety. Znana jest jego rozmowa z bratem Stanisławem. Jest to nagranie oryginalne. Dlaczego i dla kogo to robił nie możemy dać sobie odpowiedzi. To go mocno kompromituje. Są tam też opinie negatywne o Watykanie, o Ojcu św., o Kościele. Sprawy te są znane, bo daliśmy egzemplarz Watykanowi i Episkopatowi. Wydaje się słuszne stwierdzenie, że to nie ten sam Wałęsa, którego Papież przyjmował w Watykanie. Wałęsa jest otoczony doradcami – znanymi masonami – którzy chcą Wałęsę wepchnąć do więzienia, bo będzie dla nich lepiej, gdy Wałęsa będzie w więzieniu.
(P. Raina, Droga..., s. 56-57)
Władza troszczyła się o etykę i moralność…Kiszczak podczas rozmowy z ks. Orszulikiem, przy której był także o. Roberto Tucci, dyrektor generalny Radia Watykańskiego, przedstawił cały wachlarz brudnych, propagandowych oskarżeń, które miały na celu zniszczenie wizerunku Wałęsy oraz zastraszenie strony kościelnej przez przekazywanie nieprawdziwych informacji o przygotowywaniu zamachów. Kościół wiedział o tym z jakimi ludźmi prowadzi rozmowy i chciał je prowadzić, bo kierowały nim wyższe cele niż osobisty osąd konkretnych funkcjonariuszy systemu i samego systemu. Wiedział też, dlaczego władza z całych sił chce uniemożliwić spotkanie Wałęsy z Papieżem – gdyby do niego nie doszło byłoby to wykorzystane przez władzę do rozprawienia się ze społeczeństwem, gdyż odczytałoby, że Papież jest niechętny „Solidarności”.
Po kolejnym spotkaniu abp Dąbrowskiego z sekretarzem KC PZPR Milewskim, 10 czerwca w swym sprawozdaniu arcybiskup zanotował ostrzeżenia sekretarza, w tym dotyczące Lecha Wałęsy i ks. Jankowskiego:
„Prosimy o wnikliwe potraktowanie informacji, że organizują się pewne grupy, które na trasie chcą zatrzymać Papieża i urządzić manifestację antypaństwową. Na Górze św. Anny bp. Adamiuk organizuje sektor z działaczami „Solidarności”. W Mistrzejowicach ks. wikary przygotowuje zorganizowaną grupę działaczy b. Solidarności dla manifestacji. W Niepokalanowie organizuje się sektor z transparentem dla b. internowanych i b. Solidarności Wiejskiej. Pewne ośrodki KOR-owskie przygotowują się do demonstracji. Są przygotowane pewne upominki i dary na ofiarowanie o wydźwięku antypaństwowym. [...] Wzmogły swoje działanie służby wywiadowcze i ośrodki dywersji. [...] Prosimy, aby Kościół użył swoich wpływów, by Wałęsa zrezygnował ze spotkania z Papieżem – jeżeli wizyta ma sprzyjać stabilizacji. Nie wolno nikomu dawać argumentów, tym, którzy chcą sami wizytę postawić w cieniu a wywindować Wałęsę. Tu nie idzie o samego Wałęsę, tu chodzi o podgrzewanie atmosfery i odżycie ekstremistów Solidarności. Uspokójcie Ks. Jankowskiego – on jest złym doradcą Wałęsy (Uwaga: powyższe wypowiedzi p. Milewskiego są dosłowne, choć niepełne). [...] p. Milewskiemu powiedziałem: [...] Próbami politycznych manifestacji się zainteresujemy, bo ich nie chcemy. Radzimy jednak, byście wiele rzeczy nie widzieli. Wydajcie polecenia milicji, aby była rozważna i cierpliwa – nie wolno reagować na jakikolwiek wyskok – np. transparent czy podniesienie palców. Jesteście zbyt wrażliwi na każdy znak, na każdą aluzję, na każdy gest i ruch, który was razi. To jest niebezpieczne. W medycynie nazywa się to alergia – alergia to choroba, z której trzeba się leczyć. [...] Stwierdzam, że wasze służby wywiadowcze znoszą wam plotki, a wy łatwo wierzycie i przejmujecie się.
Władza obawiała się wizyty Papieża. Starała się do niej przygotować tak, aby jej społeczny wydźwięk był jak najmniejszy. Podejmowano różnorodne działania: od akcji „Kruk” po rysowanie apokaliptycznych wizji grożących Polsce i światowemu pokojowi oraz usiłujące skłócić duchowieństwo z Wałęsą i podziemnymi strukturami „Solidarności”. Oficjalna propaganda miałaprzedstawić efekty stanu wojennego jako jej sukces ekonomiczny i polityczny, a opozycję jako niedobitki nieodpowiedzialnej „ekstremy”.
Przedstawiciele strony rządowej usiłowali ze wszystkich sił niedopuścić do spotkania Papieża z Wałęsą. Powracano do tego tematu przy każdej okazji. Sprawę spotkania Papieża z Wałęsą poruszali Milewski i gen. Straszewski. 18 kwietnia Doszło do ostrej polemiki pomiędzy abp. Dąbrowskim i ks. Orszulikiem a przedstawicielami władz PRL:
M. Milewski: [...] Zamiar w sprawie Wałęsy może skomplikować wizytę.
K. Straszewski: Byłbym zdania, aby Ks. Arcybiskup był orędownikiem, aby do tego nie doszło.
M. Milewski: Mówiliśmy przecież o tym w założeniach wizyty.
B. Dąbrowski: Ale my też mówiliśmy, że nie możemy ludzi wykluczać.
K. Straszewski: Kościół ma także doświadczenie, że będzie wiedział jak wybrnąć z tej sprawy.
M. Milewski: Jest to gest przeczący założeniom i będzie czymś co zostawi trwały ślad.
B. Dąbrowski: Założenie dotyczyło nie spotkania się Papieża z grupami, a to jest drobny szczegół.
K. Straszewski: To nie jest drobny szczegół. Wałęsa początkowo był przeciwnikiem podziemia, ale teraz zwrócił się w przeciwnym kierunku.
B. Dąbrowski: Nie może być tak, iż ktoś w MSW powie, że Papież nie może spotkać się z kim chce. Papież sam prosił, żeby tę sprawę przedstawić i nie chcemy tego robić poza wiedzą władzy. Abp Silvetrini będzie tę sprawę domawiał. [...]
A. Orszulik: Było wiele wypowiedzi, które są merytoryczne, ale i budzące niepokój. Między innymi sprawa przyjęcia przez Papieża p. Wałęsy z całą rodziną. Pan Sekretarz stwierdził, że takie przyjęcie byłoby sprzeczne z „założeniami” – takiego stanowiska i interpretacji „założeń” nie możemy przyjąć. [...] Każda strona musi reagować spokojnie
i swoimi decyzjami nie izolować się od społeczeństwa. Nie reagować nerwowo – takimi reakcjami są aresztowania prewencyjne, rewizje. One podtrzymują wątpliwości o dobrych intencjach władz.
K. Straszewski: Nie ma takich aresztowań prewencyjnych.
A. Orszulik: [...] Jeśli chodzi o moje doświadczenia z Wałęsą – to byłem pośrednikiem między Kard. Wyszyńskim a Wałęsą przed rejestracją „Solidarności” 9 XI 1980 r. Na ile go znam, to wiem, że on posłucha Kościoła. Jego wypowiedzi nieraz mogą być denerwujące, ale należy go zachować jako pewną rezerwę, bo w szerokich kręgach społecznych funkcjonuje jako symbol. Może na Komisji Wspólnej powiemy więcej o tych znaczących gestach spektakularnych w kierunku społeczeństwa, wytrąciłyby one broń z rąk radykałom, a byłyby atutem dla Episkopatu. Nie można dać się zdenerwować, bo wizyta jest szansą dla Kraju, znajdującego się w ciężkim kryzysie. [...]
M. Milewski: [...] Do stref bliskich nie może się dostać nikt niekontrolowany.
A. Orszulik: Ten kogo Ojciec św. zaprosi lub gospodarz uroczystości powinien być dopuszczony.
M. Milewski: [...] Czy wizyta nie będzie wskrzeszaniem umarłych struktur czy osób? Proszę traktować to co mówię szczerze. Kłócimy się, ale twierdzę, że to co będzie wbrew ustaleniom, nie będzie tym co wyjdzie na dobre.
A. Orszulik: Czy zaproszenie tego czy innego będzie dla niego umocnieniem?... Co do tego jest polemika czy wizyta umocni reżym i generała, czy wskrzesi umarłe struktury...
A w Argentynie wizyta Papieża nie umocniła tamtejszego generała. Uważam, że trzeba przyjąć jako zasadę, że jeśli Papież lub gospodarz kogoś zaprosi – to nie należy stawiać barier. W przeciwnym razie znaleźlibyśmy się w opinii światowej w trudnej sytuacji. [...]
M. Milewski: Jeszcze w sprawie Wałęsy – nie widzieliśmy go jako człowieka, z którym Papież się spotka. Jeśli nie odstąpi od tego zamiaru, to nie wyjdzie to na dobre dla obu stron. [...]
A. Łopatka: Wydawało się, że Kościół awanturę z „Solidarnością” już skończył.
B. Dąbrowski: Człowiek działający w imię Ewangelii nie może nigdy drugiego człowieka odrzucić. Papież nie nalegałby, gdyby nie było Waszego nalegania.
K. Straszewski: Zaczynają grać emocje... Dziwię się temu co mówi Ks. Dyrektor. Wałęsa traci autorytet. Ruchy, które teraz wykonuje są w celu jego odzyskania, ale jego zamiary są antysocjalistyczne i z nich nie zrezygnuje. Dziwię się, że Ks. Dyrektor, który zna tego człowieka, jego wymiary intelektualne i moralne, występuje w obronie tego człowieka – uważam, że nie jest to partner dla Papieża.
A. Orszulik: Jakie ja mam wyobrażenie o Wałęsie? Jest mi obce to, co jest w tym zapisie na taśmie magnetofonowej. Na pewno jeśli chodzi o wiedzę nie jest on teologiem. Ale czy jest złodziejem, rozpustnikiem, kłamcą? – z mojego punktu widzenia nie i ja nie mogę go dyskwalifikować. Nie kreuję go na bohatera ani na świętego, ale daję wyraz memu przekonaniu.
M. Milewski: Nie chcę kwestionować ani jego wiary, ani przekonań religijnych, ani jego morale, choć są na to materiały. Jestem w dużym kłopocie, bo boję się, że ten szczegół może przekreślić nasze ustalenia. Może mieć wpływ na czasokres wizyty Papieża, może ją skrócić...
B. Dąbrowski: To nie jest poważne postawienie sprawy, to jest stawianie wszystkiego na głowie.
M. Milewski: Stwierdziliśmy, że przyjazd Papieża ma wpłynąć na spokój w Kraju.
B. Dąbrowski: Takie stawianie sprawy zadziwia mnie i przeraża. Chcecie, by Kościół kogoś potępiał?
M. Milewski: W Polsce jest 36 milionów ludzi, większość wierzących. Czy trzeba, żeby właśnie z tym jednym Papież się spotkał?
B. Dąbrowski: Jeśli tak sprawy stawiacie, to nie może być mowy o dialogu.
M. Milewski: Uważam, że Episkopat ma wpływ na to, co Papież zrobi.
B. Dąbrowski: To ostatnie stwierdzenie jest przerażające, to po prostu ścina z nóg... Po co tego typu deklaracje, po co straszyć. Ja w tej sytuacji mam możliwości ograniczone tymi pogróżkami. [...]
A. Orszulik: To jest sprawa wyższej dyplomacji, pozostawmy to na inne forum.
Później poruszył sprawę spotkania 11 maja gen. Kiszczak przedstawiając Wałęsę jako człowieka niegodnego z powodów moralnych do spotkania z Ojcem Świętym i grożącego, że będą musiały być ujawnione jakieś materiały związane z pieniędzmi, które zaświadczą o tym jaki naprawdę jest przewodniczący Związku. Propagnadowy obraz Wałęsy kreowany przez służby specjalne był drobiazgowo planowany i przekazywany stronie kościelnej oraz do państwowych mediów.
Po wizycie Papieża wahadło historycznych losów było niezdecydowane, ale w postawie Kiszczaka i Milewskiego widać wyraźnie, że usiłowali rządzić w stalinowskim stylu. Milewski nie stosował gry, to nie były tylko twarde negocjacje, on wierzył w to, co mówi i jasno dawał do zrozumienia, że jest gotów zrobić wszystko by było tak, jak uważa za właściwe. Mimo iż gen. Kiszczak zastąpił go na fotelu ministra MSW, to jego wpływy w tym ministerstwie były bardzo duże. Milewski i Kiszczak nie wykazywali w bezpośrednich kontaktach z Kościołem chęci dialogu z „umarłymi strukturami”.
Przyjeżdżając do Polski Papież nie spotykał się tylko z kochającymi go rodakami, musiał się też spotykać z ludźmi, którzy chcieli zmusić go do postępowania zgodnego z ich wytycznymi, do mówienia tylko o tym, co mu pozwolono powiedzieć, do spotykania się tylko z tymi, z którymi pozwolono by mu się spotkać. Na takie postępowanie Papieża liczyła władza.
Jak prowadzić ku pojednaniu?
Ojciec Święty zwrócił się do ludzi władzytak, jak do wszystkich, których wzywał do pojednania w bulli inaugurującej Jubileusz Odkupienia wygłoszonej 6 stycznia 1983 roku. Zadał w niej pytanie: co czynić, kiedy drugi nie chce pojednania, nie szanuje życia człowieka „w jego małości, w jego poczęciu, słabości, w starości, jak i wszystkie jego podstawowe prawa”? Wzywał do przyczynienia się do „wzrostu, krok po kroku, takiego poszanowania dla człowieka, dla każdego człowieka” i odpowiadał na pytanie:
pojednanie zaczyna się w nas, przez nas i dziś. A jeśli chodzi o znaczenie przebaczenia, znacie zapewne odpowiedź Jezusa, która tak często pojawia się w Ewangelii: najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim; pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, póki jesteś z nim w drodze; ustąp temu, kto chce prawować się z tobą (por. Mt 5, 24. 25.40). Dobrze jest równocześnie starać się dostrzec w sobie to, co może, nie bez racji, odpychać innych, i pod tym właśnie względem dokonać w sobie koniecznej przemiany.
Ale mimo to zdarza się, że ktoś odrzuca przebaczenie i propozycję pokoju. W takim wypadku, według Ewangelii, nie mamy czekać aż inni zechcą pojednać się z nami. Wyjdźmy im na spotkanie. Przemieńmy w czyn to, co mówi nam starożytna Księga Przysłów słowami podjętymi później przez świętego Pawła: „Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. Jeśli pragnie – napój go. Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę” (Prz 25, 21-22; Rz 12, 30). Jednym słowem: Jeśli ktoś się skarży, coś się w nim dokonuje; zresztą, często nie znamy wewnętrznych przeszkód, których on doświadcza. Zróbmy w dziedzinie pokoju to, co zależy od nas. […]
Jest rzeczą jasną, że taka pokora i wielkoduszność w przyjmowaniu innych nie powinna w żaden sposób umniejszać pragnienia szukania prawdy i tej pewności w wierze, którą Bóg daje nam jako łaskę. [...]
Postawa Jana Pawła II, jego stosunek do komunistycznej władzy wynikał ze zrozumienia przesłania Ewangelii. Papież nie uprawiał polityki, nie grał, nie stosował forteli. Wierzył i zgodnie ze swoją wiarą postępował, dlatego też nie widział przeszkód aby z ludźmi, którzy nie chcieli pojednania, rozmawiać. Ojciec św. nikogo nie wykluczał, przebaczał swym wrogom i jednocześnie nie odstępował od szukania prawdy – „tej pewności w wierze, którą Bóg daje nam jako łaskę”. Nie uznawał pojednania osiąganego w skutek wybiegów, szantażu czy oszustwa.
Przed wizytą rzecznik rządu Jerzy Urban zapytany o spotkanie Papieża z Lechem Wałęsą miał do powiedzenia tylko tyle, że Wałęsa złożył podanie o urlop w stoczni, ma swobodę poruszania się, ale i obowiązki związane z postępowaniem karnym i karno-skarbowym toczącym się przeciwko niemu. Spytany o możliwość zniesienia stanu wojennego i ogłoszenia amnestii w następstwie wizyty Jana Pawła II, Jerzy Urban stwierdził: „Termin ten nie jest przedmiotem rozmów między Kościołem a państwem”.
Jasna Góra
Jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam
Jakie napięcie towarzyszyło wizycie Papieża w Polsce najlepiej opisuje reakcja władz po słowach, które wygłosił Jan Paweł II w Częstochowie.
Ojciec św. tłumaczył wieczorem 18 VI młodzieży na Jasnej Górze, że heroizm oraz moc ducha są konieczne by przeciwstawić się rzeczywistości. Najpierw musiał ją uciszyć.
Wieczorny Apel, chyba jak żaden inny, był dla uczestników traumatycznym przeżyciem. Jan Paweł II od zawsze miał niezwykły kontakt z młodzieżą, która widziała w nim ojca i nauczyciela, tego, który może jej dać to, czego młode serca najbardziej potrzebują – wartości duchowych i wskazania celu w dorosłym życiu. Młodość, tak jak młode rośliny deszczu, potrzebuje przewodnika, któremu można bez reszty zaufać. Ojcu Świętemu ufano bez reszty. Wynikało to z nauczania Papieża, dla którego konkretna osoba zawsze była pierwsza, który twierdził, że człowieka należy kochać z powodu samego jego człowieczeństwa. Papież mówił, aby nie zgadzać się na zło w rzeczywistości: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Nie ulegać złu i pokusie tolerowania zła. Trzeba być wiernym miłości i czuwać:
Pani Jasnogórska jest nauczycielką pięknej miłości dla wszystkich. Jest to zaś szczególnie ważne dla was, młodych. W was bowiem rozstrzyga się ów kształt miłości, jaką będzie miało całe wasze życie. A przez was – życie ludzkie na ziemi polskiej. Życie małżeńskie, rodzinne, społeczne, patriotyczne – ale także: życie kapłańskie, zakonne, misyjne. […] Powiedz mi, jaka jest twoja miłość – a powiem ci, kim jesteś. [...] Co to znaczy: „czuwam”?
To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam
i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężając je w sobie. To taka bardzo podstawowa sprawa, której nigdy nie można pomniejszać, zepchnąć na dalszy plan. Nie. Nie! Ona jest wszędzie i zawsze pierwszoplanowa. Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy się łatwo z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza, jeżeli tak postępują inni.
[…] Do was, do was należy położyć zdecydowaną zaporę demoralizacji – zaporę tym wadom społecznym, których ja tu nie będę nazywał po imieniu, ale o których wy sami doskonale wiecie. Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali. Doświadczenia historyczne mówią nam o tym, ile kosztowała cały naród okresowa demoralizacja. Dzisiaj, kiedy zmagamy się o przyszły kształt naszego życia społecznego, pamiętajcie, że ten kształt zależy od tego, jaki będzie człowiek. A więc: czuwajcie!
[...] Czuwam – to znaczy dalej: dostrzegam drugiego. Nie zamykam się w sobie, w ciasnym podwórku własnych interesów czy też nawet własnych osądów. Czuwam
– to znaczy: miłość bliźniego – to znaczy: podstawowa międzyludzka solidarność.
Wobec Matki Jasnogórskiej pragnę podziękować za wszystkie dowody tej solidarności, jakie dali moi rodacy, w tym również młodzież polska, w trudnym okresie niedawnych miesięcy. Niełatwo mi tutaj wymienić wszystkie formy tej troski, jaką otoczone były osoby internowanych, uwięzionych, zwalnianych z pracy, a także ich rodziny. Wy wiecie o tym lepiej ode mnie. Do mnie także dochodziły sporadyczne, choć częste wiadomości.
Niech to dobro, które wyzwoliło się w tylu miejscach, na tyle sposobów, nie ustaje na ziemi polskiej. Niech stale potwierdza owo „czuwam” z Apelu Jasnogórskiego, które jest odpowiedzią na obecność Matki Chrystusa w wielkiej rodzinie Polaków.
7. Czuwam – to znaczy także: czuję się odpowiedzialny za to wielkie, wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa. To imię nas wszystkich zobowiązuje. To imię nas wszystkich kosztuje.
[…] Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała. Natomiast czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo. Naród zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi. Bogaty człowiekiem. Bogaty młodzieżą! Bogaty każdym, który czuwa w imię prawdy, ona bowiem nadaje kształt miłości.
[...] pragnę wam na koniec powiedzieć, że wiem o waszych cierpieniach, o waszej trudnej młodości, o poczuciu krzywdy i poniżenia, o jakże często odczuwanym braku perspektyw na przyszłość – może o pokusach ucieczki w jakiś inny świat.
[…] Dobrze, że jesteśmy tutaj razem w godzinie Apelu Jasnogórskiego. Wśród doświadczeń obecnego czasu, wśród próby, przez jaką przechodzi wasze pokolenie – ten Apel milenijny jest nadal programem.
W nim zawiera się jakaś podstawowa droga wyjścia. Bo wyjście w jakimkolwiek wymiarze: ekonomicznym, społecznym, politycznym – musi być naprzód w człowieku. Człowiek nie może pozostać bez wyjścia. […]
Ojciec Święty przeciwstawiał się tendencjom zniechęcenia i rezygnacji, które pchały młodzież do emigracji. Uprzedzał, że wolność ludzka zawsze kosztuje i zawsze jest związana z odpowiedzialnością. Tym bardziej jest cenna i tym większe mają zasługi ci, którzy temu zadaniu podołają. Dlatego uczył młodzież o trudzie, ale i o pięknie miłości oraz wolności, o prawdzie i złu. Uczył, że człowiek jako syn Boży nie może być niewolnikiem. Gdy tłumaczył, że miłość – to „solidarność”, odpowiedziała mu burza oklasków.
Wolność dla narodu i Ojczyzny
Jubileuszową mszę św. Papież odprawił 19 czerwca na Jasnej Górze przy ołtarzu, nad którym widniał krzyż w kształcie kotwicy, a w tle znajdowało się sześć królewskich orłów. Zostały ukoronowane cztery obrazy Matki Boskiej. Najważniejszym przesłaniem było – wolność człowieka i wolność narodu.
W momencie, gdy Ojciec Święty składał Matce Boskiej Częstochowskiej jako wotum biały pas podziurawiony kulami, który miał na sobie w chwili zamachu, miliony rąk wyciągnęło się w górę pokazując znak „V” – znak zwycięstwa. Tego samego dnia do Częstochowie został przywieziony na przechowanie sztandar „Solidarności”, który przywieźli dwaj robotnicy ze Stoczni Gdańskiej. Papież w swojej homilii powiedział m.in.:
[...] Wolność jest dana człowiekowi od Boga jako miara jego godności. […] Wolności […] może człowiek używać dobrze lub źle. Może przez nią budować lub niszczyć. Zawiera się w jasnogórskiej ewangelizacji wezwanie do dziedzictwa synów Bożych. Wezwanie do życia w wolności. Do czynienia dobrego użytku z wolności. Do budowania, a nie do niszczenia.
[...] jasnogórska ewangelizacja wolności ma jeszcze inny wymiar. Jest to wymiar wolności narodu, wymiar wolnej Ojczyzny, której przywrócona została godność suwerennego państwa. Naród jest prawdziwie wolny, gdy może kształtować się jako wspólnota określona przez jedność kultury, języka, historii. Państwo jest istotnie suwerenne, jeśli rządzi społeczeństwem i zarazem służy dobru wspólnemu społeczeństwa i jeśli pozwala narodowi realizować właściwą mu podmiotowość, właściwą mu tożsamość.
To pociąga za sobą między innymi stwarzanie odpowiednich warunków rozwoju
w zakresie kultury, ekonomii i innych dziedzin życia społecznej wspólnoty. Suwerenność państwa jest głęboko związana z jego zdolnością promowania wolności narodu, czyli stwarzania warunków, które mu pozwolą wyrazić całą swoją własną tożsamość historyczną i kulturalną, to znaczy pozwolą mu być suwerennym poprzez państwo. [...]
Tu, na Jasnej Górze, gdzie mieszkała Królowa Polski, w jakiś sposób zawsze byliśmy wolni. […] Tutaj też nauczyliśmy się tej podstawowej prawdy o wolności narodu: naród ginie, gdy znieprawia swojego ducha – naród rośnie, gdy duch jego coraz bardziej się oczyszcza; tego żadne siły zewnętrzne nie zdołają zniszczyć!
[...] Mamy bardzo trudne położenie geopolityczne. […] Bolesne doświadczenia historii wyostrzyły naszą wrażliwość w zakresie podstawowych praw człowieka i praw narodu: zwłaszcza prawa do wolności, do suwerennego bytu, do poszanowania wolności sumienia i religii, praw ludzkiej pracy... Mamy też różne ludzkie słabości, wady i grzechy, i to grzechy ciężkie, o których stale musimy pamiętać – i stale z nich się wyzwalać... […]
Kościół ma służyć prawdziwej wolności człowieka i narodu
Podczas spotkania z biskupami na Jasnej Górze Jan Paweł II przywołał postać śp. kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia. Ojciec św. przypomniał to, co napisał po jego śmierci i złożył mu hołd. Wskazał polskim biskupom zadanie pozostania w głębokiej więzi z narodem w duchu przykazań Ewangelii i Vaticanum II – „Kościoła ubogich”, która nakazuje nie zamykania się przed nikim, przed żadną grupą społeczną ani człowiekiem oraz mówił o rzetelnej solidarności z ludźmi pracy:
[...] Prawda jest pierwszym i podstawowym warunkiem odnowy społecznej. Bez niej nie może być mowy o dialogu społecznym, który Episkopat tak słusznie postuluje, a którego społeczeństwo z pewnością oczekuje. Społeczeństwo polskie bowiem ma ścisłe prawo do wszystkiego, co zabezpiecza właściwą mu podmiotowość, czyli sumę uprawnień wynikających z samej natury ludzkiej osoby oraz narodowej wspólnoty. [...]
Istnieje potrzeba troski o każdego człowieka, obrony każdego rodaka, chronienia każdego życia i zabezpieczania od kalectw, o które łatwo w wypadku pobicia – zwłaszcza gdy chodzi o młode i słabsze organizmy. [...]
Kościół w Polsce ma ręce pełne pracy charytatywnej. Ta zaś czynna miłość bliźniego przeobraża ponury w wielu punktach i bolesny obraz życia społeczeństwa, jaki wytworzył się na przestrzeni ostatniego roku. Na ten bolesny obraz pada jakiś promień światła, który przynosi czynna miłość bliźniego. [...]
[...] Chrześcijańska nauka o pracy uwydatnia z jednej strony solidarność ludzi pracy, z drugiej zaś potrzebę rzetelnej solidarności z ludźmi pracy.
Przemawiałem na ten temat w czerwcu 1982 r. w Genewie, na zaproszenie Międzynarodowej Organizacji Pracy: „Aby – cytuję – zbudować świat sprawiedliwości i pokoju, solidarność musi obalić podstawy nienawiści, egoizmu i niesprawiedliwości, zbyt często wynoszone do godności zasad ideologicznych czy też zasadniczych praw życia społecznego. W ramach tej samej wspólnoty pracy solidarność prowadzi raczej do odkrycia wymogów jedności tkwiących w naturze pracy niż tendencji do dzielenia i przeciwstawiania. Solidarność sprzeciwia się pojmowaniu społeczeństwa w kategoriach walki „przeciw”, zaś stosunków społecznych w kategoriach bezkompromisowego przeciwstawiania klas. Solidarność, która swój początek i swoją siłę bierze z natury pracy ludzkiej, a więc z prymatu osoby ludzkiej nad rzeczami, będzie umiała tworzyć narzędzie dialogu i współpracy, pozwalające rozwiązywać sprzeczności bez dążenia do zniszczenia przeciwnika. Nie, twierdzenie, że można świat pracy uczynić światem sprawiedliwości, nie jest utopią” (n. 9). [...]
Otwiera się tu, w nowym jakby wymiarze i z nową intensywnością, stare, ażeby nie powiedzieć: odwieczne, zadanie Kościoła – zadanie dla duszpasterstwa i apostolstwa
w Polsce. Sens tego apostolstwa i duszpasterstwa jest dwoisty: chodzi o ducha pracy ludzkiej, chodzi też o jej społeczny kształt. Problematyka związków zawodowych w ich autentycznej postaci tkwi korzeniami w jednym i drugim. [...]
Ogromne oburzenie władz państwowych wywołało spotkanie Papieża z młodzieżą. Do klasztoru późnym wieczorem 18 czerwca przylecieli przedstawiciele władz. Minister Kuberski oświadczył kard. Casaroli, że władze są zaniepokojone, gdyż otrzymały wiadomość, że „Solidarność” przekazała przez jakiegoś paulina Papieżowi memoriał, w którym prosi go o uznanie „Solidarności”. Zdaniem ministra jeśli ta informacja przedostałaby się do prasy zachodniej to byłby skandal. Ostrzegał, że duża grupa młodzieży przygotowała na dzień następny prowokacyjną manifestację na placu. Przed północą poprosił kard. Macharskiego o przyjęcie rano w pilnej sprawie delegacji rządowej.
Rano w klasztorze odbyła się rozmowa ministra Łopatki, gen. Straszewskiego, min. Kuberskiego z kard. Macharskim i abp. Dąbrowskim, który zanotował w sprawozdaniu, że przedstawiciele władz, którzy z Warszawy przylecieli helikopterem, byli bardzo zdenerwowani. Przynieśli ze sobą protest, który odczytał min. Łopatka, zażądano w nim od Papieża, aby zmienił treść przemówień. Tekst za sprawozdaniem Sekretariatu Episkopatu Polski:
Rząd z wielkim rozgoryczeniem i oburzeniem zapoznał się z homilią [...] do młodzieży, wygłoszoną przez Papieża w dniu wczorajszym. Tekst do młodzieży niema nic religijnego, ma wybitnie charakter polityczny. Prowadzi do zakłóceń spokoju i podburza. Merytorycznie jest nieprawdziwy i niesprawiedliwy. Roztaczanie wizji beznadziejności, to nawoływanie do buntu przeciwko władzy. Nikt więcej niż obecny ustrój nie zrobił w Polsce dla ludzi i młodzieży. Przedstawianie dzisiejszych trudności jako klęski i sytuacji bez perspektyw, zamiast nawoływania do nauki i pracy jest niemoralne i dla narodu szkodliwe.
Wczorajsze częstochowskie postępowanie Papieża odczytujemy jako jednostronne łamanie uzgodnionych założeń wizyty. Dzieje się to wtedy, gdy rząd wiernie dotrzymuje wszystkich uzgodnień, a nawet spełnia dodatkowe życzenia strony kościelnej.
Treść homilii do młodzieży traktujemy jako wezwanie do buntu i do wojny religijnej. Czy Kościół chce awantury i wojny religijnej w Polsce?
Władze udowodniły 13 grudnia 1981 roku, że są w stanie skutecznie przeciwstawić się destabilizacji ustroju i państwa. Rząd zastrzega sobie prawo do wprowadzenia korekt do programu wizyty (dotyczy to zwłaszcza transmisji telewizyjnych i radiowych), podjęcia polemiki z wypowiedziami Papieża jeszcze w czasie trwania wizyty oraz innych odpowiednich kroków”.
(P. Raina, Wizyty Apostolskie Jana Pawła II w Polsce, s. 216–217)
Duchowni wysłuchali odczytywany protest w milczeniu. Gdy minister przestał czytać odetchnął i powiedział, że powie jeszcze kilka słów od siebie. Ze sprawozdania Sekretariatu Episkopatu Polski:
Wczorajsze przemówienie do młodzieży sprawiło Generałowi wielką przykrość. Uważa on, że to wszystko odbiega od szczerości rozmów i atmosfery w Belwederze. Stanowi to właściwie głęboki zawód – tak to można powiedzieć. Prosimy bardzo o poważne potraktowanie tych obaw rządu. To naprawdę nie są żarty.
Gen. Straszewski: Jestem odpowiedzialny nie tylko za bezpieczeństwo, ale za ład i porządek. Od pierwszego dnia tego spokoju nie ma. W Warszawie kilkutysięczny tłum podburzany przez korespondentów zagraniczny szukał zaczepki. MO nie reagowała. Podobnie przebiegał i drugi dzień w Warszawie. trzeba przyznać, że wtedy kościelne służby walnie się przyczyniły do uspokojenia, a także wezwanie Ojca św. na Stadionie. Niestety grupy rozpalonej młodzieży prowokowały MO. Jak do tej pory utrzymujemy zasadę nieingerowania.
Jeżeli dojdzie do dalszych ekscytacji czy też manifestacji użyjemy siły. Czy to będzie dobra sprawa? Mamy dostateczną ilość siły, aby nie zezwolić na stabilizację – nie wolno nam pozwolić na zachwianie z takim trudem zdobytej stabilizacji.
Odpowiedzialność za słowo to podstawowa zasada. Wczorajsze słowa nie prowadziły do pojednania narodowego. Wiemy, jak Polska wyglądała wczoraj i jak dzisiaj. Bardzo ładne powiedział to Papież na stadionie. Zgodnie z Encyklikami i Soborem Watykańskim powinno się prowadzić linię pojednania i dialogu.
Min. Kuberski: Ja, jako towarzyszący, znalazłem się w wyjątkowej sytuacji. Jestem przygnębiony. Jeżeli dalej wizyta tak się potoczy, to konsekwencję poniosą ci, co byli jej rzecznikami. Obraz wizyty w prasie jest szokujący, podkreśla się elementy konfrontacji. Jest to typowa ingerencja w sprawy wewnętrzne państwa. Martwimy się o Wrocław
i Mistrzejowice.
Min. Łopatka: Jeżeli tak wizyta będzie się rozwijać to zostaniemy sami, nikt nam ręki nie poda.
Min. Kuberski: Ta ekipa wzięła całą odpowiedzialność na swoje barki.
Gen. Straszewski: Ta ekipa nie ma żadnej uchwały ani gremium partyjnego ani rządowego.
Min. Łopatka: Będziemy współpracować.
Gen. Straszewski: Generał był bardzo spięty, bo wziął wszystko na siebie.
Min. Kuberski: Widzieliście sami, jak było z zaproszeniem. W Watykanie nie powinno być wątpliwości.
Min. Łopatka: Odgłosy prasy tragiczne. Od Brazylii po Oslo nie pisze się nic pozytywnego.
Uwaga – Nasze głuche milczenie zaniepokoiło rozmówców. Mieliśmy wrażenie, że błagają o litość.
Kard. Macharski: Jest jakieś nieporozumienie w Waszej ocenie faktów. Katecheza papieska jest niezbędna. Ojciec św. wykazuje wielką troskę o pomyślny rozwój wizyty, o spokój społeczny. W trosce o lepszą przyszłość jesteśmy razem. Proszę się nie emocjonować, ale spokojnie przeczytać tekst. Z jakim spokojem go wypowiedział. Młodzież utrzymał w napięciu i spokoju. Zrezygnował z udzielania odpowiedzi na pytania młodzieży. Apelujemy do rozwagi i spokoju. Trzeba długomyślności. Z całej książki wyrwaliście jeden rozdział i chcecie orzekać o całej książce.
Abp Dąbrowski: Trudno przyjąć przeczytany protest. Jest w nim wiele wielkich słów, wydaje się, że nieprzemyślanych do końca. Nie możemy przyjąć określenia, że jakaś wypowiedź Ojca św. jest „niemoralna i dla narodu szkodliwa”. Czyście się zastanowili twierdząc, że Papież dąży do destabilizacji? Weźcie tekst przemówień i przeczytajcie je
w spokoju, jak radzi Ks. Kardynał, bez emocji i przerażenia, a zmienicie zdanie. Ojciec św. ma cały zwarty program nauczania, dopiero więc na zakończenie wizyty można go ocenić. Radzę się nie denerwować. Tyle. Postaramy się odpisać.
(Peter Reina, Wizyty Apostolskie Jana Pawła II w Polsce, s. 217–218)
Arcybiskup Dąbrowski przekazał Ojcu Świętemu żądania przedstawicieli władz, aby zmienił treść przemówień. Kardynał Dziwisz wspomina, że w odpowiedzi za pośrednictwem abp Dąbrowskiego
Papież oświadczył, że jeśli we własnym kraju, w Ojczyźnie, nie wolno mu powiedzieć tego, co myśli, i wygłaszać przygotowanych przemówień, nie pozostaje mu nic innego, jak wracać do Rzymu!. Widząc nieugiętość Jana Pawła II, nic nie odpowiedzieli. Wrócili do Warszawy i złożyli sprawozdanie. A Ojciec Święty złagodził odrobinę tekst „Apelu”, ale jedynie w tonacji, nie w znaczeniu ani w tematyce. Prosił również o odwagę prowadzenia społecznego dialogu, a na to generał Jaruzelski absolutnie nie miał ochoty”.
(Kard. Stanisław Dziwisz, Świadectwo, s. 136)
Tego samego dnia po południu na ręce min. Łopatki zostało przesłane oświadczenie Episkopatu Polski:
[…] Episkopat Polski podziela zatroskanie Rządu o godny i spokojny przebieg wizyty papieskiej. Takiego przebiegu wizyty pragnie również Ojciec św., a Władze Kościelne o to usilnie zabiegają i zabiegać będą.
Episkopat Polski nie może natomiast przyjąć takiej interpretacji wypowiedzi papieskiej, jaka jest zawarta we wspomnianym oświadczeniu. Wypowiedzi Ojca św. są niesłychanie ostrożne i wyważone, chociaż dotykają problemów związanych z trudną i skomplikowaną sytuacją w naszym Kraju.
Należy przy tym stwierdzić, że wczorajsze uroczystości na Jasnej Górze, z licznym udziałem młodzieży, przebiegały w klimacie spokoju i ładu. Czyż może budzić zdziwienie żywy sposób reagowania młodzieży na ojcowski i bezpośredni stosunek Jana Pawła II do niej? Papież jako Nauczyciel wiary i moralności miał prawo i obowiązek prowadzić dialog z konkretnym człowiekiem i dlatego nie mógłby poprzestać na wypowiedziach ogólnikowych. Treść wczorajszych przemówień nie odbiega wcale od generalnej linii poprzednich przemówień Papieża nacechowanych troską o pomyślną przyszłość i bezpieczeństwo Państwa Polskiego.
Episkopat odrzuca przeto pogróżki i protestuje przeciwko bezpodstawnym pomówieniom Papieża Jana Pawła II, jakoby rzucał „wezwanie do buntu i do wojny religijnej” oraz dążył do „destabilizacji ustroju i państwa”. Tego rodzaju ostre reakcje zakłócają spokojny i godny przebieg II pielgrzymki Ojca św. Jana Pawła II do Ojczyzny.
Częstochowa, dnia 19 czerwca 1983 roku.
(Peter Raina, Wizyty Apostolskie Jana Pawła II w Polsce, s. 218–219)
Pielgrzymka trwała dalej. W Poznaniu Papież po raz pierwszy wprost przywołał „Solidarność” cytując słowa prymasa Wyszyńskiego wypowiedziane do „Solidarności Wiejskiej”. W Katowicach potwierdził „przyrodzone” prawa ludzi pracy do zakładania wolnych związków zawodowych. We Wrocławiu, gdy powiedział, że należało ocalić całe dobro, które zrodziło się z „Solidarności”, ministranci podnieśli komże i pokazali koszulkę z napisem „Solidarność”.
W takiej atmosferze doszło w końcu do spotkania Jana Pawła II z Lechem Wałęsą.
„Pilnujcie mi tych szlaków”
Na spotkanie z Lechem Wałęsą władza ostatecznie zgodziła się dopiero drugiego dnia pielgrzymki 17 czerwca. Minister Łopatka postawił warunek: Wałęsę zostanie przewieziony z rodziną w góry helikopterem, ale pod warunkiem, że nie pojedzie na żadną z papieskich mszy. Gdyby Wałęsa próbował wyjechać poza Gdańsk, to miał zostać zatrzymany. Po przedstawieniu sprawy przez abp. Dąbrowskiego, Prymas Glemp podjął osobiście decyzję, aby przez telefon ks. prałat Goździewicz powiadomił Wałęsę, że Papież spotka się z nim w górach i aby wcześniej nie wyjeżdżał z Gdańska.
23 czerwca Jan Paweł II odbył podróż w Dolinę Chochołowską. Była ona trzymana
w głębokiej tajemnicy. Ksiądz Bronisław Fidelus, kanclerz krakowskiej kurii, był głównym organizatorem papieskiej wyprawy, której pomysł wyszedł od księdza Dziwisza. Do ostatniej chwili o celu wycieczki wiedział poza nimi tylko kardynał Franciszek Macharski oraz władze państwowe. Wojsko zamknęło znaczną część zachodnich Tatr, ogłaszając manewry. Na ogromnym terenie od Siwej Polany po wierch Wołowca zostało tylko kilkunastu cywili. Schronisko zostało odnowione. Na hali zostały jedynie owce i baca Wojciech Gal Ziemba.
Najpierw do schroniska przyjechał Lech Wałęsa z żoną i czwórką dzieci oraz metropolita gdański Tadeusz Gocłowski. Abp Gocławski wspominał, że w drodze do schroniska samochód musiał raptem stanąć, gdyż drogą szedł góral. Człowiek popatrzył w szyby i zobaczył Wałęsę. Wzniósł palce w kształcie litery V. Jadący samochodem esbek powiedział, że góral nawet nie rozumie, co to znaczy. – On nie musi. Wystarczy, że pan wie – miał odpowiedzieć Wałęsa.
W chacie gazdy Jaśka Szwajnosa, która w centrum hali jest jedynym domem, wojskowi zainstalowali radiostację. Góral opowiadał dziennikarzom, że „gdzie spojrzeć las się ruszał, jak żywy. Potem wszytcy się w krzakach pochowali”.
W schronisku Papieża przywitała pokrojonym oscypkiem i gałązką limby Janina Pawłowska. W holu czekał Lech Wałęsa. Spotkanie z Wałęsą miało się odbyć w specjalnie przygotowanym pokoju. Biskup Dziwisz wskazał jednak stolik w holu i Papież wyprowadził Wałęsę na korytarz, gdzie usiedli na ławce. Jeśli i tam był zamontowany podsłuch to nie miało to większego znaczenia. W okolicznościach roku 1983 nie była ważna treść rozmowy z Wałęsą, ale sam gest Papieża. Kardynał Dziwisz wspomina słowa Papieża: „»Chciałbym powiedzieć Panu tylko jedno: codziennie za was się modlę«. Każdego dnia modlił się za Wałęsę, za wszystkie kobiety i za wszystkich mężczyzn z »Solidarności«. Pokazywał w ten sposób całemu światu, a przede wszystkim komunistycznym władzom, że ten ruch wciąż żyje i wcale nie stanowi zamkniętego rozdziału”.
Wałęsa w książce Droga nadziei wspomina: „Wziąłem w ręce dar dla Ojca Świętego – łódź z dziobem, zakończonym mocno zamkniętą dłonią, trzymającą krzyż. Spotkaliśmy się na półpiętrze, w hallu, i przeszliśmy do dużej sali jadalnej. O czym będziemy rozmawiać? – zapytał, uniósłszy przy tym w znamiennym geście ręce ku górze i ścianom, jakby chciał powiedzieć, że i one są świadkami naszej rozmowy. Zrozumiałem. [...] Ojciec Święty przywitał nas bardzo serdecznie. Siedliśmy na wielkiej ławie tuż przy drewnianych schodach, łódź postawiłem na stoliku przed nami. Zaczęła się rozmowa, w której Ojciec Święty uważnie wsłuchiwał się w to, co mówiłem. [...] Mówiłem o stoczni, o ludziach, których znam, o tym, jak naród żyje, co czuje, jakie ma nadzieje. Stawiałem sobie samemu pytania. Mówiłem to, co czułem. Rozmawiało mi się tak, jak u mnie w domu – spokojnie, bez żadnego napięcia [...]. Na koniec nawiązałem do zamachu na Ojca Świętego sprzed dwóch lat i spytałem o zdrowie. Odpowiedź była pogodna: – Nie gorzej niż przedtem. Jestem tylko starszy o dwa lata”.
Rozmowa trwała około dwadzieścia minut. Później Papież ubrał turystyczne buty i ruszył na krótką wycieczkę do Doliny Jarząbczej. W drodze powrotnej do schroniska zaszedł do bacówki Galów. Jako kardynał w czasie wypraw na Wołowiec gościł już w jego szałasie – raz baca naprawiał mu zepsuty but. Żegnając się z pracownikami schroniska pogłaskał po głowach dzieci i na pożegnanie powiedział zapamiętane do dziś słowa: „Pilnujcie mi tych szlaków”.
Tam, gdzie papież chodził, ludzie zaczęli układać kamienie i krzyżyki z szyszek. Na chacie, w której był Papież, zrobiono tablicę z napisem: „23 czerwca 1983 Jan Paweł II wrócił do hal”. Trasę wędrówki Papieża oznakowano. Służba bezpieczeństwa niszczyła szlak: malowane na drzewach oraz układane z kamieni napisy „Solidarność” i znak Polski Walczącej. Za wmurowaną na schronisku tablicę kierowniczka Janina Pawłowska straciła pracę. Na jej miejsce zatrudniono osoby, których zadaniem było inwigilowanie turystów i pracowników. Na pamiątkę wizyty Ojca Świętego w „lepszych czasach” zbudowano w Dolinie Jarząbczej kapliczkę, a na pobliskim głazie umieszczono pamiątkową spiżową tablicę.
Rok 1983 wypełniły najpierw rozważania na temat pielgrzymki Papieża, a następnie wszyscy żyli jej przebiegiem. Podczas pielgrzymki szczególną wagę miały narodowe treści przesłania. Były one widoczne na poziomie symboli, aluzji, gry skojarzeń oraz były wypowiadane wprost. Jan Paweł II w tym bardzo trudnym czasie odradzał w społeczeństwie wielką wspólnotę ducha, wbrew władzom partyjnym, które atakowały, reinterpretowały i poddawały ocenie treści papieskiego przesłania. Papież przywracał prawdy uniwersalne dla uzasadnienia konieczności przywrócenie zwykłych warunków dialogu społecznego.
Tłumy, mimo powściągliwości duchownych, odpowiadały Papieżowi śpiewając „Ojczyznę wolną racz na wrócić Panie” z wyciągniętymi w górę lasem rąk z palcami ułożonymi w kształt litery „V”. Na nic się nie zdały pejoratywne wypowiedzi rzecznika rządu, który nazywał te manifestacje społecznych aspiracji „objawami wichrzycielstwa” albo „faktami wywołania stanu podniecenia o politycznym kontekście” przez „skrajne wrogie socjalizmowi grupy” i zapowiedź, że „nie będzie dialogu między rządem a byłą „Solidarnością”.
Papież podczas pielgrzymki przedstawił plan rozwiązania kryzysu, którego podstawą było nawiązanie „dialogu społecznego” uwzględniającego interesy różnych grup, gdyż tylko tak może dojść do „pokojowego porozumienia przez dialog, przez demokratyczne przestrzeganie wolności i wypełnianie obowiązków przez wszystkich, dzięki strukturom zapewniającym współuczestnictwo oraz dzięki wielorakim instytucjom rozjemczym”. Wskazując potrzebę dialogu Papież określił duch i literę porozumienia osiągniętego w 1989 roku przy Okrągłym Stole.
„Dobro potężniejsze od zła”..., ale zło nie zamierzało się poddać. Po zakończeniu pielgrzymki głównym celem władz było ograniczanie „skutków negatywnych” oraz jednoczesne spożytkowanie płynących z niej korzyści. Optymistycznie pisano w wewnętrznych sprawozdaniach, że „Episkopat wyciszył siły ekstremistyczne Kościoła, władza zaś łagodzi stan wojenny”, oraz że „Był to uroczysty pogrzeb Solidarności jako organizacji, z utrzymaniem jednak idei Solidarności i jakiejś jej reinkarnacji w bliżej nieokreślonej formie”. Ekipa Jaruzelskiego spodziewała się, że w następstwie wizyty nastąpi uspokojenie społeczeństwa i zalegalizowanie władz stanu wojennego oraz zniesienie sankcji gospodarczych.
Jak więc miało dojść do dialogu, za jaką cenę miał być on podjęty? To było zasadnicze pytanie na kilka najbliższych lat. Stanowisko władzy w 1983 r. było jasne: należało zapomnieć o „Solidarności” i Porozumieniach Gdańskich. Stanowisko polskiego Kościoła nie było jasno sprecyzowane – niektórzy duchowni byli gotowi poświęcić „Solidarność”. Ojciec Święty był takim opiniom stanowczo przeciwny. Dał temu wyraz zaraz po zakończeniu pielgrzymki, gdy w „L’Osservatore Romano” ukazał się tekst zastępcy redaktora naczelnego Virgilio Levi, który skomentował spotkanie Papieża z Wałęsą opinią, że Papież poświęcił lidera „Solidarności” w imię nawiązania dialogu z władzą. Jego stwierdzenie musiało wyrażać opinię części członków polskiego Episkopatu. Jan Paweł II zareagował natychmiast: redaktor został zwolniony już kilka godzin po ukazaniu się artykułu. Zanim mogło dojść do dialogu musiało minąć więc jeszcze kilka lat. Wcześniej władza zaplanowała zamiast dialogu walkę z Kościołem, który w osobie Papież sprzeciwiał się na warunki stawiane przez komunistów.
Władze przystępowały do kontrataku. Po pielgrzymce oceniły, że siły i możliwości „Solidarności” są mizerne. Aby powrócić do stanu sprzed Sierpnia ’80 musiały jednak ograniczyć wpływ Kościoła. Zamierzano to osiągnąć stosując jednocześnie różne działania.
W kontaktach oficjalnych podkreślano stale, że poprawne zachowanie duchownych przyczyni się do „narodowej zgody” i harmonijnego współżycia Kościoła z władzą. Nie zamierzano otwarcie straszyć, gdyż zdecydowano się na stosowanie wobec „niepokornych” duchownych na pozaprawne działania. Władze liczyły także, że uwięzionych działaczy uda się przy wsparciu duchownych przekonać do wyjazdu z kraju. Episkopat podjął się nawet takiej misji. Ten ruch duchownych może nie dziwić, skoro doradca prymasa Glempa, Andrzej Micewski (jak się okazało tajny współpracownik SB), wspominał w wydanej kilka lat później książce Kościół wobec „Solidarności” i stanu wojennego, że mimo zabiegów w obronie „Solidarności” otoczenie prymasa traktowało Związek jako rozdział zamknięty, któremu przyznawano co prawda rolę „największego ruchu społecznego w historii”, ale nie mającego jako organizacja już żadnego znaczenia. Zdaniem Micewskiego wiosenna rozmowa prymasa Glempa z Jaruzelskim „zamykała okres realnych nadziei na reaktywowanie Solidarności. Kościół podtrzymywał ten postulat, doskonale znając nastroje społeczeństwa. [...] Z drugiej strony rodziły się jednak wątpliwości – czy można łudzić społeczeństwo?” (cytat za: Artur Domosławski, Chrystus bez karabinu. O pontyfikacie Jana Pawła II, Warszawa 1999, s. 30)
Po wyjeździe Ojca św. wróciliśmy do codzienności, byliśmy jednak wzmocnieni. Także dlatego, że papież spotkał się mimo sprzeciwu władz z Wałęsą. Nasz duch domagał się spełnienia ideałów, spełnienia się celów stawianych przez Jana Pawła II. Bardzo wielu miało nadzieję, że spełni się to w niezbyt odległym czasie. Zderzenie z rzeczywistością, niestety, nieraz bywało bolesne i sił z czasem zaczynało brakować.
Komentarze
Pokaż komentarze (33)