leszek.sopot leszek.sopot
409
BLOG

"Zwycięskie" powstanie...

leszek.sopot leszek.sopot Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 30

Pojutrze rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Dwa tygodnie wcześniej zwycięstwem zakończyło się powstaniw w Wilnie, nad którym przez dwie godziny powiewały polskie flagi. Zdjął je nowy okupant... Powstanie w Warszawie mogło się zakończyć jak w Wilnie - zwycięstwem nad jednym wrogiem, ale i klęską zarazem zadaną przez "wyzwolicieli".

 Do akcji „Ostra Brama” przystąpiły wileński i nowogródzki okręg AK, które wystawiły odpowiednio 9 i 6 tysięcy żołnierzy. Pomysł Operacji „Ostra Brama” zrodził się w kwietniu 1944 roku przed postanowieniami jałtańskimi. Rząd polski i dowództwo AK nie wiedzieli jak się zachowają Rosjanie. Celem „Ostrej Bramy” było zdobycie w lipcu 1944 roku ufortyfikowanego przez Niemców i zamienionego na twierdzę Wilna.
Żołnierze AK walczący w Wilnie nie byli z oddziałów „Wilka” – Sowieci nie dopuścili bowiem, aby weszły do miasta – lecz z wileńskiego garnizonu AK i atakowali Niemców od środka. „Wilk” skoncentrował partyzantów w Puszczy Rudnickiej. Rozmawiał z dowódcą Frontu Białoruskiego generałem Czerniachowskim o wspólnej walce, zreorganizowaniu oddziałów w korpus piechoty i brygadę kawalerii, ale wietrzył podstęp. „Wilk” sugerował „Borowi” wystąpienie do aliantów o przysłanie komisji rozjemczej albo oficerów łącznikowych. 
Bataliony polskich oddziałów AK przygotowywały się do akcji „Burza” i „Ostra Brama”. Oznaczały one walkę z regularnym wojskiem niemieckim o dużym doświadczeniu frontowym i doskonałym uzbrojeniu. Polskim młodym żołnierzom brakowało doświadczenia w walce z regularnym wojskiem nieprzyjaciela, ciężkiego uzbrojenia, broni pancernej, środków szybkiego transportu i wyposażenia w sprzęt łączności, który był konieczny dla dowodzenia w różnych fazach walki. Walka była trudna i skomplikowana, szczególnie w istniejących warunkach militarnych i politycznych: różnica sił w stosunkach uzbrojenia, wrogie i podstępne zachowania sowietów wobec żołnierzy Armii Krajowej, którzy 6 lipca wyruszyli w kierunku obwarowanego Wilna.
Poszczególnym batalionom wyznaczono zadania i obszar działania. Oddziały AK pierwszego zrzutu miały opanować Rossę i współdziałając z innymi batalionami, dotrzeć do centrum Wilna. Dowództwo AK liczyło na możliwość załamania się wojska niemieckiego i jego odwrót na zachód. Rzeczywistość okazała się inna. Wilno Fester Olatz dowodzone przez gen. Reinera Stahela było fortecą doskonale uzbrojoną i przygotowaną do działań wojennych. Walka oddziałów AK z potężną siłą nieprzyjaciela była trudna i krwawa. Huk dział armatnich, granatów, pocisków z samolotów przygłuszały polskie karabiny maszynowe; ziemia drżała i dudniła – wspominała Alfreda Starostka, świadek wydarzeń. Siła ognia potężniała, a do walki nie wystarczały puste ładownice i ostrza bagnetów. Grad kul, szrapneli i wozów pancernych nie przeraził jednak żołnierzy partyzantów, chociaż mundury ich ociekały krwią. W bohaterskim zrywie żołnierzy wileńskich AK zdobyto Rossę, Wilno, a na Górze Zamkowej harcerze Czarnej Trzynastki zawiesili polską flagę, symbol polskości Wilna (wkrótce zdjęli ją sowieci). Na polu walk o miasto Armia Krajowa poniosła dotkliwe straty w ludziach, zginęli dowódcy i oficerowie (I Wileńska Brygada AK pod dowództwem „Juranda”; porucznik Cz. Grombczewski zginął w walce o Wilno 12 lipca 1944 r. Ostatnim dowódcą brygady został kap. Roman Korab-Żebryk). Wkrótce Armia Czerwona wkroczyła do Wilna. Zetknięcie się oddziałów AK z czołówką wojsk sowieckich było nieprzyjazne, wrogie. Sowieci nakazywali Polakom złożenie broni. Po tygodniowych walkach oddziały AK wraz z Armią Czerwoną 13 lipca opanowały Wilno. Wśród rozbitych domów, gruzów, porzuconej broni, ulic zasłanych trupami zaległa cisza. Polskie oddziały, które zwycięsko zakończyły wileńskie powstanie, zostały przez sowietów rozbrojone.
17 lipca Krzyżanowski na ponowne zaproszenie gen. Czerniachowskiego przybył ze sztabem oficerów do Wilna, do jego kwatery, celem podpisania umowy między Armią Czerwoną i Armią Krajową oraz omówienia szczegółów dalszej współpracy. Doszło do aresztowania „Wilka” oraz oficerów AK. Zamknięto ich w lochach piwnicznych, a następnie w więzieniu na Łukiszkach, gdzie NKWD przystąpiło do długotrwałych przesłuchań. Wiadomość o aresztowaniu „Wilka” wraz ze sztabem spowodował przemarsz oddziałów w kierunku Puszczy Rudnickiej, gdzie wyznaczone było miejsce koncentracji.
W Puszczy Rudnickiej otoczono oddziały AK, partyzantów zmuszono do złożenia broni, izolowano ich w Miednikach i deportowano do Workuty, Kazania, Kaługi. Oddziały sowieckie, metodami podstępu, szantażu organizowały zasadzki na partyzantów Armii Krajowej na drogach wiodących do punktów koncentracji oddziałów oraz w puszczach Rudnickiej, Ruskiej, Nolibockiej. Terror w Wilnie i Wileńszczyźnie nie ustawał, aresztowania przybierały na sile, akcję niszczenia Polaków przejęły oddziały NKWD.
Wspomina były partyzant Aleksander Litomski „Piorun”:
Maszerujemy bardzo zmęczeni. Przed nami rozległa dolina otoczona wzgórzami, na których rozmieszczone jest wojsko radzieckie z bronią. Nad nami przelatywały samoloty. Oficer sowiecki krzyknął: „Braszajte drużja wy okrużeny”. Przegraliśmy. Uformowano z nas konwój, który otaczali uzbrojeni w pepesze żołnierze NKWD. Pomaszerowaliśmy w nieznanym kierunku. W pobliżu domów widziałem, jak z kolumny urwało się kilku chłopców, padli pod seriami pepesz. Wieczorem dotarliśmy do Miednik. Zmęczeni całodziennym marszem żołnierze kładli się na ziemi z chlebakami pod głową. W ciągu kolejnych dni internowanych przybywało. Było nas już około pięciu tysięcy, w tym dziewczyny pełniące w oddziałach funkcje łączniczek i sanitariuszek. Warunki były skandaliczne, brakowało miejsc, nie było wody i urządzeń sanitarnych. Po kilku dniach przyszedł do mnie bojec i kazał iść po wodę. Po drodze powiedział: Przyszła twoja mat i żdajot na tjebie. Moja mama pieszo przyszła do Miednik. Przyniosła ubranie i jedzenie, zaproponowała ucieczkę. Całowałem jej ręce, dziękowałem, z oczu płynęły łzy. Mówiłem, że nie mogę opuścić kolegów, którzy ratowali mnie od śmierci, a w tej tragicznej sytuacji może będę im pomocny.
W obozie pojawił się polski oficer. Celem jego wizyty była rekrutacja do I Armii Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Berlinga. Kandydatów nie było. Wszyscy odmówili, skandując słowa „My chcemy Wilka”. To przywiązanie do dowódcy było symbolem naszej niepodległości, uświadomienia Sowietom niemożności podporządkowania sobie zatrzymanych żołnierzy. Wkrótce przyjechali radzieccy oficerowie. Po krótkiej rozmowie sowiecki oficer z przekleństwem powiedział: „do Wołka choczycie, charaszo pojedziecie na wołki”. Wyrok zapadł. Nasz kapelan był z nami, mówił o zwycięstwie prawdy, o ufnej wierze, udzielał rozgrzeszenia in ariculo mortis. W ciszy uniosła się modlitwa do Pana. Śpiewaliśmy naszą modlitwę śpiewaną w oddziałach leśnych: O Panie, któryś na niebie, wyciągnij sprawiedliwą dłoń. 27 lipca przybyli liczni żołnierze radzieccy i przeprowadzili kontrolę rzeczy. Zabrali dokumenty. Otoczeni konwojem bojców doszliśmy do stacji, na której czekały bydlęce wagony towarowe z zakratowanymi oknami. Padł rozkaz: „Pa wagonam”. W wagonie umieszczano po ponad 60 osób. Ciasno, głodno, brudno. Drzwi zaryglowano od zewnątrz. Transport ruszył w kierunku nieznanej ziemi. Wolne narody świata milczały. Najgorsze były warunki sanitarne, słońce paliło, nie było wody. Wywiązała się epidemia biegunki, pojawiły się wszy. Zmarło dwóch chłopców. Ich ciała zasypano przy torach. Przygnębiający nastrój. Brak wody, słone śledzie potęgowały pragnienie. Po około dziesięciu dniach morderczej podróży znaleźliśmy się na stacji Kaługa. Na dworcu radzieccy podoficerowie, orkiestra wojskowa. Kamandir krzyknął: „Zdrastwujtie orły”. Koszary były w dzielnicy miasta na rzeką Oką. Maszerowaliśmy do koszar pod komendą nieznanych nam sierżantów. Podzielono nas na „roty”, „wzwody” i zaprowadzono do „bani”. Otrzymaliśmy „gimnastiorki, ab motki i inne gotowyje ubiory”. Ostrzyżonych i przyodzianych przeglądał starszyna z uśmiechem i rzekł: „Nastajaszczyje bojcy”. Dostaliśmy broń. Nastąpiło szkolenie. Zebrano nas na placu koszarowym pod komendą oficerów radzieckich. Oznajmiono nam, że po przeszkoleniu nadejdą rozkazy i będziemy skierowani na front. Obowiązuje posłuszeństwo, dyscyplina, kary za jej łamanie według prawa wojennego. Protesty i głosy oburzenia zostały pominięte milczeniem. Koszmarnie minęła noc, na dodatek dokuczały pluskwy. Rano sierżant śmiejąc się, powiedział: „No cztoż pożywiosz, prywykniesz”.
Zbuntowanych Polaków, którzy nie godzili się na służbę w armii Berlinga, umieszczono w rozległych lasach w pobliżu Jegorewska około 200 km od Moskwy. Zadanie do wykonania: „Zagatowka drow Moskwie”. W lesie podmokłe, pełne robactwa ziemianki przeznaczono do zamieszkania. Głód, chłód, choroby, bardzo ciężka praca („pilszczyków” – ładowaczy lub „gruszczyków”) ponad siły wyczerpanych fizycznie ludzi była nadzorowana przez brutalne brygady wojskowe. W ziemiankach gryzły pluskwy, wszy, było wilgotno i duszno, dokuczał głód, choroby i niepewność losu. Mijały lata, coraz częściej ogarniała apatia i rozgoryczenie. Wielu nie wytrzymywało nieludzkich warunków. Wyniszczenie fizyczne, załamania psychiczne powodowały ucieczki – a uciekinierów surowo karano... Niebezpieczeństwem była utrata nadziei na powrót do kraju, utrata samokontroli, woli do samoobrony przed rozważaniem krzywd i bezsilności wobec bezprawia. Przetrwali ci, którzy wierzyli, że wrócą, pomocna w przetrwaniu była wiara w opatrzność Boską, opiekę Matki Boskiej Ostrobramskiej.
 
W Wilnie następił okres repatriacji, przesiedlenia Wilnian do Polski w nowo ustalonych granicach na mocy umów zawartych między PKWN a rządem ZSRR 9 i 22 września 1944 roku. Rozpoczęli nowy etap zmagań.
 
„[...]
– prześledziłbym szlaki złowrogie,
na wschód i północ biegnące,
kibitkami, wagonami dla bydła
znaczone;
nieludzkim wysiłkiem – jak stada –
przez mil tysiące, stopami
zdeptane,
w nieznane jutro, jak w otchłań
wiodące,
cichą i głośną rozpaczą wibrujące,
skropione łzami tysięcy
tęsknicami owiane,
westchnieniami osnute,
krzyżami usłane [...]”
 
Jan Michniewicz, fragment wiersza Wilno – miasto żegnane
 
Dziś jest dostępna obszerna literatura historyczna o działalności Okręgu Wileńskiego i Nowogródzkiego AK opisana przez uczestników Wileńskiej Armii Krajowej. Wśród wielu opublikowanych wspomnień zwraca uwagę naukowa monografia kpt. Romana Korab-Żebryka, książka mjra Edwarda Banasikowskiego Na zew ziemi wileńskiej, Tadeusza Sośnickiego Ziemia nowogródzka, Jerzego Surwiła Rachunki nie zamknięte, Piotra Lossowskiego Polska – Litwa. Ostatnie sto lat, ppłk. Z. Fedorowicza Trzydzieści lat mego pobytu w Wilnie (1914–1944) i wiele innych.
 
Na postawie książki Alfredy Starostki Śladami pamięci, którą redagowałem, złożyłem i wydałem.

"W gwałtownych przemianach społecznych grozi zawsze niebezpieczeństwo i pokusa nadmiernego skupiania się na rozgrywkach personalnych. [...] Nie idzie o to, aby wymieniać ludzi, tylko o to, aby ludzie się odmienili, aby byli inni, aby, powiem drastycznie, jedna klika złodziei nie wydarła kluczy od kasy państwowej innej klice złodziei". Prymas kardynał Stefan Wyszyński, słowa do delegacji "Solidarności" Warszawa, 06.09.1980 r. __________________________________________________ O doborze reklam na moim blogu decyduje właściciel salonu24 Igor Janke. Nie podobają mi się, ale nie mam na nie wpływu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Kultura