leszek.sopot leszek.sopot
914
BLOG

Kto tu wpuścił dziennikarzy

leszek.sopot leszek.sopot Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 21

T. Knade: - Kiedy tak opowiadam, gestykuluję, wzruszam się i krzyczę, czuję brak adekwatności swoich słów do przebiegu wydarzeń, do klimatu, w którym miały one miejsce. Przypuszczam, że chyba wszyscy odczuwamy niedosyt w trakcie przekazywania tego wszystkiego co się zdarzyło...
- To już się nagrywa. Powiedz, dlaczego mówi ci się tak ciężlo?
T. Knade: - Czego ty ode mnie chcesz?! "Solidarność"..., no i co mam jeszcze powiedzieć?! Mało ci?! To napisz, że karabin?! pistolet?! że krzyczał - pistolet... żeby strzelać! Tego ci potrzeba?

Tak się zaczyna książka o dziennikarzach w Stoczni Gdańskiej im. Lenina w Sierpniu 1980 r. (pozdrowienia dla Tadeusza Knade!). Mam książkę wydaną przez Nową bez zdjęć. Uzupełnię ją swoją notką o kilkanaście zdjęć, ale i o tezę trochę obrazoburczą dla piszących - czyli "pismaków". Czyż "pismaki" zdajecie sobie sprawę, że wasze ciężko i pracowicie spisywane zdania dawno prawie w całości uleciały w niepamięć i że pamięta się jedynie zdjęcia, filmy i trochę nagrań? Także o drugie spostrzeżenie, że już przed sierpniem, a jeszcze bardziej w czasie i po sierpniu dziennikarzem był każdy kto miał magnetofon, aparat fotograficzny, kto tworzył nową zakładową gazetkę, a wcześniej był np. kierowcą, pielęgniarką, stolarzem... Dziennikarzami byli nie tylko ci, których wpuszczono z legitymacjami, ale także ci, którzy mieli ze sobą cokolwiek, abyt utrwalić to, co się wóczas działo. Robili to za darmo dla swoich kolegów w zakładach pracy lub na studiach. Gdyby udało się zebrać wszystkie ówczesne zapisy rzeczywistośści, to złożyłoby się to na wielotomowe wydawnictwo.

Zamiast wielotomowej serii wydawniczej będzie długa notka:)

Na początek kilka zdjęć "redakcji", czyli dwóch maszyn do pisania, przy których po raz pierwszy w dziejach opozycji w PRL jawnie redagowano nielegalny "Biuletyn Informacyjny", po kilku dniach nazwany z "podpuszczenia" Krzyśka Wyszkowskiego "Solidarność". Tak wyglądała ta redakcja:


Może niektórzy rozpoznają profil i plecy? To Konrad Bieliński i Krzysztof Wyszkowski, który jako pierwszy po stoczni paradował z koszulką z nadrukowaną "Solidarnością"


Pierwsza jawna nielegalna maszyna do pisania

Na drugim planie Konrad Bieliński i Krzysztof Wyszkowski przy pracy nad "Strajkowym Biuletynem Informacyjnym"

O przepraszam, były trzy maszyny do pisania

Zza okien cały czas zaglądali strajkujący stoczniowcy czekając na najnowsze informacje

Każdy kto miał w domu magnetofon kasetowy przyniósł go do Stoczni. Wówczas nikt chyba nie miał czystych kaset. Nagrywano na czym popadnie - zespołach ludowych, mazurkach, symfoniach, disco-polo

W czasie transmisji przez głośniki, np. negocjacji w małej salce BHP, wszyscy zrywali się z krzeseł i biegli z magnetofonami pod kilka rozwieszonych na dużej sali BHP głośników.

Niektórzy dysponowali profesjonalnym sprzętem szpulowym, który bez przeszkód mógł nagrywać chyba przez dwie godziny bez zmiany taśmy

Sprzęt nagrywał non stop, także w porze śniado-obiadu lub obiado-kolacji

W rękach legendarny Kasprzak

Wszędzie wciskali się fotoreporterzy. Zjechali z wielu redakcji krajowych i agencji zagranicznych - oni mieli najlepszy sprzęt i jak się wydawało nieskończoną liczbę negatywów, które innym kończyły się przed zakończeniem strajku a nowych nigdzie nie było można kupić

Przy bramie nr 2

Z tyłu przemyka się śp. Zbyszek Trybek z b. redakcji "Czasu", który był na strajku od pierwszego dnia i zrobił największą foto-dokumentację strajku

Przed stołem prezydialnym na sali BHP największy tłok robili dziennikarze - oczywiście nie pismaki lecz pstrykacze. Za stołem m.in. Lech Wałęsa i Lech Bądkowski

Tłok na sali pomnażali filmowcy i radiowcy, których przekrzykiwał Wałęsa

Ile tysięcy zdjęć wóczas zrobiono?

W środku, przysłonięty trochę jakimś kwiatkiem, niestetu już śp. Adam Kinaszewski - wówczas TVP Gdańsk

W lewym dolnym rogu - Zbigniew Gach (z wąsem) z redakcji b. tygodnika "Czas"

Prawie niemożliwe było znaleźć wolne miejsce

Czasem zdołano gdzieś przycupnąć i w tym całym zgiełku i zamieszaniu zanotować kilka zdań

Od początku strajku najdłużej czekano na przyjazd delegacji rządowej. Pierwszy z prawej - szef straży strajkowej i członek prezydium komitetu strajkowego Stoczni, Marek Krówka (gorące pozdrowienia!)

Największym uznaniem wśród strajkujących cieszyli się ci, którzy mieli największy sprzęt - filmowcy

Na koniec przypomnienie o obecności tych, którzy od 1977 zajmowali się wydawaniem nielegalnych i niejawnych pism: Magda Modzelewska (w okularach) i Olek Hall (ten hippis z brodą i wąsami w środku obok Magdy w okularach)

Ksiązka "Kto tu wpuścił dziennikarzy" kończy się w ten sposób:
T. Mazowiecki: - Dziś problem nie polega na tym, by odkręcić się o 180 stopni, ale zdać sobie sprawę, jak dochodzi się do takiej zależności i dewiacji w zawodzie, który powinien być służbą i powinien szanować słowo. Bardzo dobrze, że nastąpiła zmiana, ale nie wydaje się mi się, że to środowisko przeprowadziło ostateczny rozrachunek z samym sobą. Nie po to, żeby obrzucać się błotem, ale żeby się uodpornić i wyciągnąć konsekwencje z przeszłości. Gdyby sytuacja się pogorszyła, czy dziennikarze rzeczywiście broniliby godności człowieka, wolności wypowiedzi i słowa...?

Te słowa są wciąż aktualne. Możnaby jednak zmienić tytuł nowej książki, gdyby chciałby ją ktoś wydać, na "Komu służą dziennikarze", bo chyba nie są po to, aby być zależnym, a ich zawód był dewiacją uwidaczniającą się  obrzucaniem się błotem i mięsem. Nie tylko dziennikarze na dziennikarskich etatach, ale ci z zamiłowania - w Internecie, którzy niegdyś z magnetofonem w ręku walczyli o prawdę i godność.

Notka ta z najlepszymi życzeniami dla pani Janiny Jankowskiej. Chciałbym aby jej reportaż można było gdzieś kiedyś usłyszeć, lub żeby był do wysłuchania w necie.

PS
Jeśli ktoś kogoś rozpozna na zdjęciach to proszę o informację.

"W gwałtownych przemianach społecznych grozi zawsze niebezpieczeństwo i pokusa nadmiernego skupiania się na rozgrywkach personalnych. [...] Nie idzie o to, aby wymieniać ludzi, tylko o to, aby ludzie się odmienili, aby byli inni, aby, powiem drastycznie, jedna klika złodziei nie wydarła kluczy od kasy państwowej innej klice złodziei". Prymas kardynał Stefan Wyszyński, słowa do delegacji "Solidarności" Warszawa, 06.09.1980 r. __________________________________________________ O doborze reklam na moim blogu decyduje właściciel salonu24 Igor Janke. Nie podobają mi się, ale nie mam na nie wpływu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Kultura