Walczący z autorytaryzmem dzielą się na tych, co robią to w krajach rządzonych autorytarnie i takich, co dostają werwy po załamaniu się na przykład komunizmu. Podział ten - niestety wydaje sie stały.
Adam Michnik, kiedy zapytał Putina o losy Chodorkowskiego i prześladowanych ekologów zrobił to - podobnie jak prezydent Lech Kaczyński lotem do Gruzji - tam, gdzie zagrożenie wolności naprawdę jest.
Nie tak jak Łysiak, Jerzy Robert Nowak, Pospieszalski, którzy chcą walczyć z totalitaryzmem przeciwko wolnym ludziom w wolnym kraju. I ma rację Michał Zadara, kiedy wskazuje (wywiad dla "Tygodnika Powszechnego"), że Ci, co mają pełną gębę Polski i solidarności, dziś powinni zająć się: w Polsce gnębionymi kasjerkami hipermarketów, gdzie indziej prześladowanymi Białorusinami czy Birmańczykami. A nie tylko sobą i własnym bólem. Bo "jedni drugich brzemiona nosicie" było powiedziane, a nie "jedni drugim brzemiona znosicie".
Bohaterowie tamtej "Solidarności" zrobili razem z innymi to co należalo najlepiej jak umieli ,czy nazywali się Michnik, czy Gwiazda. I żadne dzisiejsze histerie tego nie zaciemnią. Nie zmienią tego żadne ich dzisiejsze błędy i z drugiej strony dawne zasługi nie dają im nieomylności na dziś - czy ktoś się nazywa Macierewicz, czy Celiński..
A o co chodziło wtedy i jakie to ma przełożenie na dziś, można się przekonać oglądając po latach dołączony do najnowszego biuletynu IPN film dokumentalny "Robotnicy 80". I widać po prostu jedno: to Adam Michnik w ostatnich dniach zajął się tym, czym dziś jest i tamta i dzisiejsza "Solidarność".





Komentarze
Pokaż komentarze (64)