Jestem agnostykiem, ale mnie krzyż pod Pałacem nie przeszkadza. Choć państwo wykazało tu niewątpliwie słabość, kancelaria prezydenta działała wyjątkowo niezręcznie, a ludzie z pod krzyża nie chcieli pod nim już nawet rodzin smoleńskich.
Chciałbym tylko, żeby dziś wieczorem, może być po zaplanowanym Apelu Jasnogórskim, mógł tam też stanąć krzyż prawosławny (wystarczy spojrzeć na listę ofiar, żeby zrozumieć dlaczego) i inne symbole, które pokazują ból tych, którzy starcili w katastrofie bliskich, albo po prostu przeżyli emocjonalnie katastrofę. Ciekaw jestem jak by się realizowało chrześcijańskie miłosierdzie, gdyby pojawiły się tam symbole inne, niż dotychczasowy krzyż.
Bo na przykład w armii Andersa można jakoś było to pogodzić, co wie każdy, kto byl na polskim cmentarzu pod Monte Cassino.
Nikt nie zapytał, co by chcieli przy Pałacu być może umieścić ludzie innych obrządków, innych wyznań, czy choćby ci, którzy stanowili elektorat kilkorga spośród ofiar, które chyba nie były zbyt religijne.
Bo krzyż jest symbolem uniwersalnym, ale nie wypełnia uniwersum. Tak jak "Marsz, marsz Dąbrowski" przypomina na każdym meczu reprezentacji, że generał nie był katolikiem.





Komentarze
Pokaż komentarze (5)