Sprawa Zakajewa, kontrakt gazowy i wiele innych wydarzeń, to tak naprawdę dalszy ciąg sporu między Nowakiem -Jeziorańskim (dziś bardziej czyta go PiS) a Giedroyciem (dziś bardziej woli go PO) na temat sposobu polskiego patrzenia na Wschód.
Polacy żyjący w Wilnie, Lwowie, Grodnie, Cieszynie, nie są trwałym podmiotem polskiej polityki, tylko chwilowym narzędziem naszych dzisiejszych wewnętrznych sporów. Pada tu wiele czczych deklaracji, a realia są niepokojące. Jest to tym dziwniejsze, że jeśli chodzi o mniejszości, u nas polski stan prawny i praktyka jest dla mniejszości co najmniej niezła.
Ale czego oczekiwać, jeśli w dniaich złożenia w parlamencie petycji na rzecz otwarcia Polski dla Polaków ze Wschodu, w majestacie prawa odmawia się polskiego obywatelstwa panu Czesławowi Skarżyńskiemu. Ten, choć urodzony w Grodnie, jest bardziej Polakiem niz Olisadebe, Roger Guerreiro, Obraniac i Boenisch, nie mówiąc o sympatycznych pingpongistkach z Chin.
Prezes Fundacji "Solidarność Wschód" nie jest wituzoem piłki, nie wiem jjak się spisuje na stole tenisowym. Nie będę tu szczegółowo opisywał jego sytuacji prawnej - można to wszystko bez trudu znaleźć w internecie.
Trzeba tylko powiedzieć: usta pełne banałów o Ojczyźnie to my mamy. W ostatnich dniach nam solidarność z oczu nie schodzi (ta przez małe i ta przez duże "S"). Ale nie umiemy zrobić tak, żeby nie wstydzić się i za sprawę Zakajewa i za sprawę Skarżyńskiego.
No i za piłkarzy też przychodzi się w końcu tylko wstydzić.





Komentarze
Pokaż komentarze (4)