W kolejności komputerowej wyglada to tak...
Jarosław Kaczyński prowadzi systematyczną kampanię kwestionująca moralnie i politycznie wynik wyborów prezydenckich, które przegrał.
Wcześniej: Platforma i Tomasz Lis podczas rządów PiS namawiają do "olania" abonamentu RTV, a Jacek Żakowski mówi, że czas na kampanię obywatelskiego nieposłuszeństwa.
Przedtem: PiS, a personalnie wiadomo kto, dostosowuje ordynację w wyborach do samorządów lokalnych do swoich chwilowych potrzeb, w obsadzie Krajowej Rady RTV wbrew dotychczasowemu obyczajowi bierze - razem z koalicjantami - wszystko.
Zanim to się stało: Adam Michnik nagrywa Lecha Rywina, demaskując SLD i pokazując mimo woli dziwny, salonowy układ władzy.
Moment przed: SLD upojone wynikiem wyborczym wchodzi w dużymi literami pisane TKM.
W międzyczasie: jeden posłów PSL rzeczowo tłumaczy pewnemu dziennikarzowi, że grabie grabią do siebie, wystarczy spojrzeć.
Wniosek: żeby to przerwać, należy pozwolić dożywotnio przenieść się prezesowi Kaczyńskiemu do Pałacu Namiestnikowskiego. Nic bardziej nie odrealnia.
Drugi wniosek: prezydent powinien jeżdzić po mieście dorożką jak Wojciechowski, a premier, jak premier Szwecji jeszcze niedawno, tramwajem. To urealnia.
No, w każdym razie nikt nie będzie chciał odebrać prezydentowi kursu wynajętą dorożką i - wierzę naiwnie - znajdą się tacy co będą chcieli, nawet w biegu, wyskoczyć z tramwaju na przystanku Polska.
Leszek Budrewicz





Komentarze
Pokaż komentarze (2)