Ze szlachetnej miłości do przyrody działacze Grreenpeace chcą centralizacji państwa i podważenia części jednej z bardziej udanych demokratycznych reform: samorządu lokalnego. Bo taka jest istota petycji odbierającej samorządom prawa weta przy tworzeniu parków narodowych.
Rozumiem zniecierpliwienie ekologów interesownością i antropocentryzmem mieszkańców terenów "okołoekologicznych" i rację ma szef polskiego "Greennpeace" kiedy mówi, że prawo weta w sprawie tworzenia parków narodowych jest "nadwyposażeniem", samorządu, który nie ma podobnych uprawnień w przypadku budowy autostrady albo fabryki. Zresztą fakt, że od 1991 roku nie udało się stworzyć ani jednego nowego parku na pewno robi wrażenie. Także każde ministerstwo ochrony środowiska wolałoby się z problemem nie zmagać.
Ale nie można w sposób skuteczny bronić przyrody bez przekonania miejscowych. Narzucanie przez przyjezdnych jak mają żyć miejscowi bez ich zgody prowadzi tylko do blokad dróg i kłusownictwa.
Ekolodzy zachowują się tak, jak profesor Krasnodębski,który nas nieustannie poucza z Bremy. Poza tym pomagają w centralizacji państwa. Bo każdy rozumie, że konsultacje , które mają być zagwarantowane w nowej ustawie to w praktycei "ochłap bezskuteczny". Ludzie po prostu mają prawo decydować o tym, co będzie koło ich domu.
Być może gdyby taka filozofia nie przewidywała wyjątków, to do dziś żaden czarny student nie mógłby wejść na uniwersytet stanowy w Alabamie. Trzeba było wejście pierwszego, który był zresztą studentką, wyegzekwować bagnetami Gwardii Narodowej. Ale to są sytuacje wyjątkowe. Wspomniana ustawa o parkach narodowych taką nie jest.
Dodać jeszcze muszę co o dzialaności Greenpeace. Mogę, bo jestem (na co są świadkowie) autorem hasła "Rospuda - nie tędy droga",. Poza tym kiedy działałem w czasach PRL w Ruchu Wolność i Pokój, próbowaliśmy wierząc w ich radykalzm nawiązać kontakt z Greenpeace w celu wspólnych akcji spektakularnych na rzecz ochrony srodowiska. W odróżnieniu od kilku innych organizacji, w tym niemeckiej Partii Zielonych - nigdy nie odpowiedzieli i pojawili się w Polsce dopiero po 1989 roku.
Tu jest moim zdaniem ekologiczny pies pogrzebany. Greenpeace swoje spektakularne akcje organizuje zazwyczaj w krajach, w ktorych istnieje takie narzędzie demokracji jak petycja o której mowa, wybory, etc.. Nie pamiętam jakichś "kominówek" na przykład na, Kubie, albo w Północnej Korei.
Thoreau traktował jednostkę jako jednoosobową większość i posługując się podobną, metodą myślenia działacze Greenpeace, organizacji w której decyzje płyną raczej z góry na dół, niż w drugą stronę, ignorują demokrację. Tak jak Opus Dei czy legendarna masoneria.
Jestem za powiększeniem w Polsce Parków Narodowych, ale bez odbierania ludziom realnego prawa współdecydowaana(także tym ku mojemu utrapieniu, nie segregujących śmieci), o swoim otoczeniu.
Ekologia z wetem samorządów jest trudniejsza , ale inaczej będą tylko kłopoty i rosnące poczucie moralnej wyższości nad ciemnym ludem.
Leszek Budrewicz





Komentarze
Pokaż komentarze