6 obserwujących
166 notek
84k odsłony
42 odsłony

Master. 5

Wykop Skomentuj

Chen doleciał do Chin, do bazy Fujin. Miał lecieć do Japonii, ale zmienił zamiar i poleciał na zachód w ślad za Markiem. Miał 36 godzin opóźnienia wiec starał się lecieć z maksymalną dopuszczalną prędkością. Był spokojny, ale martwił się o przyjaciela. Gdyby była zima albo lato, mógłby szybciej, jesień to czas wędrówki ptaków. Narzędzia obserwacyjne zabezpieczają do 10 kilometrów przed kluczem gęsi lub 20 przed kluczem żurawi. Wtedy standardowa procedura polegała na zwiększeniu lub zmniejszeniu wysokości.

Mógł wprawdzie zadzwonić, ale intuicja podpowiadała mu, że lepiej będzie spotkać się bezpośrednio. Wszedł na aplikację z mapą balonów. Widział ze Marek dotarł blisko Ukrainy. Zamyślił się. Znali się od dawna. Ćwiczyli w Kioto u mistrza kendo Tamoyoshi Yamanaka i w małym klasztorze górskim w prowincji Henan 20 kilometrów od legendarnego klasztoru. Biegali po górskich zboczach, rozciągali mięśnie na bambusowych matach. Ćwiczyli kung fu i tai chi. Popołudniami studiowali filozofię, poezję, kaligrafię oraz sztukę parzenia herbaty. Marek był wychowany w tradycji katolickiej, jego filozofia różniła się od wschodniej, z tego powodu dyskutowali często do późna, czasami się kłócili. Potem ich ścieżki się rozeszły, ale co pewien czas się spotykali. Chen zawsze cenił w Marku bezwzględną uczciwość, doszukiwanie się zła w sobie samym i silne pragnienie doskonalenia. Ostatnia rozmowa bardzo go wzburzyła, ale kiedy miał czas spokojnie ją przemyśleć, stwierdził, że musiało zajść coś niezwykłego. Byli przyjaciółmi więc powinni sobie pomagać.


Samolot wylądował w Brukseli, limuzyny zabrały pasażerów do miasta, dotarli do rezydencji. Gi polecił Jennifer zabrać Toma do pokoju. Sam z Gerardem poszedł pokazać zaplecze. Ze względów bezpieczeństwa większość dzieci do obsługi wtajemniczonych miała zostać dostarczona przed samą uroczystością. Wysłannik Boba chciał zobaczyć wstępnie organizację uroczystości i rozkład budynków. Gi pokazał mu rozkład. Od głównej ulicy budynek prezentował się okazale choć bez przepychu. Hol wejściowy był też w miarę skromny, wielki, ze ścianami luster, w których goście mogli poprawiać wygląd. Po obu stronach toalety. W holu swobodnie mieściło się kilkadziesiąt osób. W końcu rozchodziły się schody, które prowadziły do biur. Na przeciwległej do wejścia ścianie znajdowały się drzwi, które zwykle były zamknięte. Dla kogoś nieznającego rozkładu pomieszczeń drzwi mogły wyglądać jak atrapa, zwłaszcza że nie miały widocznych klamek. Dla postronnych obserwatorów budynek wyglądał jak zwykła mieszkalna kamienica z biurowymi pomieszczeniami. Kiedy jednak Gi wprowadził Gerarda do pomieszczenia gospodarczego i otworzyli sekretne drzwi, Gerard oniemiał z zachwytu. Komnata, która tak naprawdę była tylko prawdziwym holem miała pięćdziesiąt metrów szerokości i dwieście długości. Ściany pokryte malowidłami, rzeźby na postumentach, ławeczki i wygodne fotele. Sufit na wysokości ośmiu metrów również zawierał freski, zwieszały się z niego kryształowe wielkie żyrandole.Tematyką malowideł były sceny batalistyczne, erotyczne i rytualne. Głównym motywem największego malowidła była scena zabijania chłopca na ołtarzu. Mógł to być wprawdzie Mojżesz i Izaak, ale nigdzie nie było anioła ani baranka.


Bianka umówiła się z Andrei przy posterunku policji, jej narastający od dawna niepokój przeobraził się w dziwną pewność, że stało się coś bardzo złego. Szła szybko i chwilami szloch wyrywał się z jej gardła. Pamiętała, jak rano Marika wychodziła z domu, ślicznie wyglądała w niebieskiej sukience i rozpuszczonych włosach. Była po matczynemu dumna z córeczki. Teraz szła pieszo, zamiast podjechać autobusem, ale rozpierała ją taka rozpacz i taki smutek, że wolała się przejść.

Pod posterunkiem Andrei już na nią czekał, stało z nim dwóch mężczyzn w roboczych ubraniach, przy chodniku stał zaparkowany van. Przywieźli jej męża i czekali z poważnymi minami. Ten widok napełnił Biankę niespodziewaną i irracjonalną otuchą.

Weszli na posterunek, zgłosili sprawę zaginięcia i czekali na oficera. Po piętnastu minutach zostali poproszeni do pokoju, koledzy Andrei powiedzieli, że zaczekają w samochodzie i odwiozą ich do domu.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura