5 obserwujących
176 notek
85k odsłon
48 odsłon

Master. 14

Wykop Skomentuj

Gi wstał o 2 w nocy. Zbudził go zew. Master zażądał krwi, był niecierpliwy. Takie sny były częste. Tym razem jednak przeszła mu przez głowę niespodziewana myśl. Po co mu krew? Myśl ta zdała się bluźnierstwem, zdusił ją szybko i skoncentrował się na Wielkiej Gali. Wstał i przeszedł do biura Victora. Nie było szefa, dyżur pełniła nocna zmiana. Nad realizacją planu czuwał Ezah, dawny bojownik ISIS. Czasami był wykorzystywany do zabójstw, ale tylko wtedy, gdy nie było innego wyjścia. Liczył sobie 10 milionów euro za zlecenie, ale umiał dopaść każdego. Mówiono, że jest w stanie zabić prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jedynie Chiny były poza jego zasięgiem.

Ezah zdał Gi raport.

Protestujący się rozeszli. Vivien zaprosiła Chena do siebie, mieszkała kilka ulic dalej. Peter pojechał do bazy, obiecał przywieźć jego rzeczy. Pierre z kilkoma kolegami poszedł do siebie, musiał odreagować. Obiecał być rano. Ezah obserwował jakich cudów dokonywała Vivien, by Chen poszedł do niej, trzeba przyznać, że nie stawiał wielkiego oporu. Reszta wielbicielek Chena życzyła jej nagłego nieszczęścia, na pocieszenie jednak widziały, że relacje niezbyt szybko przerodzą się w romantyczne, na razie zawiązywało się koleżeństwo. Vivien opowiadała o "Nous Somme Tous Ensemble", o porywanych dzieciach i o "organizacji". To ostatnie było raczej zbiorem plotek i wyrywkowych faktów. Wciągnęła Chena w swoją sieć i powoli przyciągała. Pozostałe dziewczyny jednak nie odpuszczały. Wianuszek jedenastu dziewcząt, wpatrzonych w Chena jak w obrazek, drażnił Ezaha i wywoływał zazdrość. Jednak kiedy oglądał film z bójki, był pod wrażeniem. Nie chciałby stanąć naprzeciw niego, wiedział, że nóż, a nawet pistolet, niewiele by pomogły.

Ciągle nie mogli znaleźć o nim więcej informacji, wiedzieli, że przyjechał z Peterem. Wiedzieli, że należą do kooperatywy balonowej z jedwabnego szlaku. Tam organizacja nie miała dojścia. Kiedyś walczyli ze sobą, później jednak zawarli porozumienie. Wytyczyli granice i zawarli rozejm. Od kilku lat nie było poważnych konfliktów, handlowali z korzyścią dla obu stron. Agenci organizacji często probowali namówić tamtych na przerzut narkotyków albo nielegalnych imigrantów, odpowiedź była zawsze odmowna, przy czym agenci skarżyli się, że po takiej propozycji ani ta, ani żadna inna kooperatywa nie chciała z nimi współpracować. Krążyły legendy o ich zaawansowaniu komunikacyjnym. Nigdy jednak nikt z góry organizacji nie rozmawiał bezpośrednio z kimś z góry kooperatywy. Co więcej, przedstawiciele kooperatywy twierdzili, że u nich góra nie istnieje, wszystkie decyzje są większościowe, bieżące sprawy załatwiają managerowie średniego i niższego szczebla. Każdy poważniejszy problem jest dokładnie opisywany, wszyscy na bieżąco mają możliwość zapoznania się, dyskutują w najniższych komórkach i przekazują decyzje do sieci. Nawet nie mają centralnego komputera, który możnaby zaatakować.

Gi spytał, czy nocny ogień gotowy?

Ezah potwierdzająco skinął głową.

Zaczynamy.

Motocyklista z pasażerem wjechał w Rue Seutin. W połowie uliczki zwolnili i powoli zbliżyli się do kubła wypełnionego papierami i tekturą. Pasażer wyjął zza pazuchy butelkę ze szmacianym korkiem, zapalniczka szybko rozpaliła nasączony benzyną materiał. Fachowo rzucił butelkę, ta rozbiła się o krawędż kubła. Benzyna rozlała się a płomienie szybko objęły całość, tworząc piękne, duże ognisko. Motocyklista dodał gazu, w kilka chwil zniknęli za zakrętem.

Gi patrzył na płonący kubeł, dwa zaparkowane obok samochody też oberwały. Kilkanaście innych ognisk zaraz zapłonie. Czwarta rano to sygnał dla uśpionego miasta, zaczynamy zabawę.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura